środa, 22 maja 2013

Zachomikowani. Week 20. 365 Project,

133/365
Jak najlepiej uciszyć  dziecko i mieć je z głowy?
Albo jeśli jest jakiś problem i trzeba go jakoś przebić?
W "naszym" domu kupuje się zwierzaki.
Jak przyjechałam to były dwa psy, dwie świnki morskie i kot.
Stan:5
Potem hostka poszła po zakupy do spożywczego i jakimś cudem, tak po prostu wróciła z królikiem....
Stan: 6.
Następnie jeden pies zdechł, więc żeby się bilans zgadzał, natychmiast pojawił się nowy.
Stan: 6
Wtedy jedna ze świnek też się przeniosła do krainy wiecznej sałaty
Stan: 5.
No i dziś do ZOO dołączyło kolejne zwierzątko. Chomik.
Stan: 6.
Skąd się wziął chomik?
Młodemu się tak z dnia na dzień uwidziało, że go chce.
Jako swoje własne zwierzątko, które będzie trzymał u siebie w pokoju.
Chodził, marudził i stękał niesamowicie, więc hości stwierdzili, że mogą go trochę pomęczyć tzn, wszystko co miał Młody robić było na zasadzie:  jak nie zrobisz tego i tego, to nie dostaniesz chomika/ jak zjesz cały obiad, do dostaniesz chomika/ itp itd.
I tak przez 3 tygodnie aż do dziś.
Młody już 5 dni wcześniej miał wymyślone imię i nie mógł się doczekać kiedy go u siebie w pokoju postawi.
I tym sposobem trafił do nas Chewy.
Jak na chomika jest wielki.
Na dodatek Młody napakował mu  do klatki tyle rzeczy do biegania i rozrywki, że to biedne zwierzątko nie ma się jak obrócić.
Plus te wszystkie tuby, tunele, które kupili są za małe dla tego rodzaju chomika więc nie ma szans, żeby prw nich biegał.
Największe jajca były w nocy.
Siedzę w swoim pokoju i mam otwarte drzwi, żeby Sierściuch sobie wchodził i wychodził.
A tu nagle kocur wpada i biega po pokoju w kółko i widze, że coś goni i na coś poluje.
Wzięłam kapcia-mordercę, bo byłam przekonana, że goni albo jakiegoś szczura albo tarantulkę...
Dzielnie się czaję a tam.... CHOMIK!!
Nawiał z klatki!
Nie mam pojęcia jak!
I kotek mój kochany przegonił gryzonia przez całe piętro, prosto do mojego pokoju...
A miał tyle drzwi po drodze pootwieranych i mógł go na schody też zagonić, ale nie.
Przyprowadził go do mnie do pokoju.
Na szczęście nie w pysku, tak jak to ma w zwyczaju przynosić skarpetki pod moje drzwi :)
Więc złapałam zbiega i zaniosłam do klatki.
W sumie gdybym go nie zauważyła to myślę, że było by po chomiku.
Hostki nie było w tym czasie, więc jak wróciła to jej mówię co się stało i, że uratowałam Chewy'ego,
a ona tylko " oh takie to śmieszne zwierzątko jest..."
Nawet nie powiedziała dziękuję...





134/365
Ostanio mega dużo pracuję wieczorami.
Zwłaszcza we wtorki, bo hostka jeździ na swoje parenting class- jak być dobrym rodzicem.
Po tym jak zachowuje się w domu stwierdzam, że jeździ tam tylko, żeby uspokoić swoje własne sumienie.
Bo zamiast spędzać 4 godziny na takim kursie, mogłaby po prostu dla odmiany zająć się dziećmi.
Które w tym czasie spragnione przytulania leżą o tak na swojej niani zamiast na rodzicach:



Leżeli tak na mnie dwie godziny.
Gadaliśmy sobie na różne tematy, oglądaliśmy " The Voice" plus obowiązkowo drapanie po plecach i przytulanie:) 
Jak już pisałam na facebooku: ona chodzi na te mega drogie zajęcia, gdzie jej mówią co ma dać dzieciom.
A ja jej to mogę powiedzieć za darmo: dać im miłość i swój czas.
I za to kocham Moją Mamę :)


135/365
Rada dla wyjeżdżających do USA: nie przywoźcie ze sobą dużo rzeczy!
Ameryka to kraj przecen.
Wszędzie. Ciągle. Wszystko.
Na początku rzucałam się na każdą przecenioną rzecz, bo nie wierzyłam, że coś może być tak tanie i na pewno zaraz tą cenę zlikwidują.
Błąd.
Wyprzedaże są non stop, w każdym sklepie.
Dzielą się tylko na duże i na mega duże.
Można się ubrać na prawdę porządnie, w markowe rzeczy za małe pieniądze.
Ja osobiście markowych nie szukam, bo nie istnieje dla mnie coś takiego jak metka.
Nie widzię różnicy w trampkach Converse a trampkach, które mam od 5 lat kupionych za 10 zł na hali targowej w Gdyni.
Mój Sioster twierdzi inaczej i ciągle się o to sprzeczamy:P
Więc ja sobie chodzę w tych moich ruskich trampkach a jej wysyłam z USA torebeczki z Victorii Secret, trampki Converse i inne " metkowce" :)
Ja się zadawalam rzeczami z przecen np takich jak ta:


0,47 $ za koszulkę.
To się nazywa przecena prawda?
Tylko trzeba być cierpliwym i zaglądać co jakiś czas do sklepów.
Mnie znajoma nauczyła kupować na przecenach tak, że gdy widzę t-shirt za 10 $ to uważam, że to za dużo i czekam aż spadnie do 5-7 $.
Żadna koszulka, którą tu kupiłam nie kosztowała więcej niż 10$.
Kurtki zimowe kupiłam w markowych sklepach na przecenach na wiosnę: obie przecenione z ponad 200$ na 14$ i 20$.
Torebki: max 10$.
Spodnie: żadne nie przekroczyły 15$.
Bielizna  z VS: co pół roku robią przeceny gdzie można kupić gatki za 3$ i staniki za 15-20$
Jedyna rzecz na której nie oszczędzam to buty.
Tzn zawsze szukam dobrej promocji, ale jestem w stanie zapłacić trochę więcej, jeżeli leżą idealnie.
Więc w USA zdecydowanie najdroższym zakupem były adidasy: jedne za 50$ -zasuwam w nich 2 lata codziennie i ostatnio za 35$ też adidasy takie do biegania ( które okazało się w Polandii kosztują ok 300zł! a ja je kupiłam za ok 120...).
Więc na prawdę szczerze i dobrze wam radzę: nie brać za dużo ciuchów, butów, torebek!
Ja  w PL nie cierpiałam chodzić po sklepach, a tu to sama przyjemność :)
Więc ktoś, kto lubi shopping z natury, będzie się czuł tu jak w raju.


136/365
Młoda zaczyna bardzo przeżywać mój wyjazd...
Ponieważ jest nieśmiała, skryta i nie lubi otwarcie mówić co czuje to wyraża się za pomocą piosenek.
Każdą, którą śpiewamy przerabia na coś z ANIA w tekście.
Dziś zabrała się za  Bruno Marsa " Just the way you are"
Chodzi, wymyśla i śpiewa non stop.
Przerobiła m.in " Hey there Delilah" , " The lion sleeps tonight" i wiele wiele innych.
Do każdego kawałka jest też odpowiednia choreografia i strój.
Czasami aż chce mi się płakać jak mi tak śpiewa...
To musi być straszne dla dzieci, że mają kogoś, kto spędza z nimi całe dnie, wychowuje ich, oni się przywiązują, ufają i bach.
Koniec.
Nowa niania.
Po roku bach- kolejna.
I co chwilę mają kogoś nowego, kto wprowadza swoje własne zasady, muszą się na nowo ze sobą poznawać i jak już  coś zacznie między nimi "klikać" - bach, nowa niania.
Dorosłym jest ciężko tak się przestwiać,  a co dopiero dzieciom!






137/365
Lubię piątki.
Nie tylko ze względu na to, że jest to ostani dzień pracy.
Od jakiś dwóch miesięcy robię gremlinkom Ania's Crazy Friday.
Tzn po szkole robimy coś szalonego, albo organizuję playdates w parku, albo idziemy na kręgle.
Plus zawsze mamy coś słodkiego: idziemy na frozen yogurt/prawdziwe lody/gigantyczne smoothie itp.
I parę razy byliśmy na lunchu w jakimś innym miejscu niż organiczna pizza albo burrito.
Dzisiaj, ponieważ do końca zostało mi juz nie wiele i nie mam nic do stracenia, i nie obchodzi mnie co hości mi nagadają, zaciągnęłam dzieciaki do miejsca,  gdzie mogły zjeść coś o czym zawsze marzyły.
Zabrałam ich do naleśnikarni, gdzie zamówili sobie gigantyczne naleśniki wypełnione truskawkami i NUTELLĄ, której nazwy nawet nie można wymawiać  w domu, bo hostce się cukier do samego słuchania podnosi :P
Do tego posypane cukrem pudrem,polane czekoladą plus bita śmietana.
Nigdy nie zapomnę miny Młodego, kiedy kelner przyniósł jego nalesnik i postawił go przed nim.
Młody złapał widelec i  trzymając go w powietrzu, przez kilkanaście sekund z wieeeelkiem wytrzeszczem gapił się na talerz!
Jego uśmiech był tak niesamowity i biło z niego takie szczęście, jakiego jeszcze nigdy u niego nie widziałam.
Młoda tak samo.
Po całej chwili tego zamarcia rzucili się na te naleśniki i w kilka minut nie było po nich śladu.
Młody dokończył jeszcze naleśnika koleżanki ze szkoły, która miała z nami playdate.
Był cały umorusany czekoladą i oczy miał nadal jak pięciozłotówki.
Jak szliśmy potem do parku to całą drogę mnie trzymał za rękę i grzecznie szedł.
Ileż to można radości sprawić zwykłym naleśnikiem z nutellą :)





138/365
Od momentu kiedy kupili Mini Van, czyli od stycznia, panują nowe zasady dot używania przeze mnie auta.
Jeżeli przykładowo chce sobie w sobotę pojechać do sklepu po waciki, na lunch, czy gdziekolwiek, to muszę o tym ich poinformować mailowo do max czwartku.
Muszę też napisać gdzie chcę jechać, gdzie będzie samochód  i ile mil od domu jadę.
Zdarzyło mi się pary razy, że wyskoczyło mi coś niespodziewanego  w sobote, i dowiedziałam się o tym dopiero w piątek wieczorem, to gdy pisałam maila do hosta, zawsze w odpowiedzi dostawałam, że on się czuje zdezorientowany, i że muszę z wyprzedzeniem takie rzeczy mówić, bo on sobie musi zaplanować jakim autem akurat będzie miał ochotę zawieźć Młodego na kung fu.
Bo jak tłumaczył przecież może się zdarzyć, że on i hostka będa potrzebować wszystkich trzech aut....
Tak-ich dwójka musi mieć trzy auta.
Bo chyba hosta wielkie rozbuchane EGO musi  jechać osobnym autem, bo z nim to się raczej w jednym nie zmieści...
I od kiedy mamy Mini Van, okazało się, że on nie może już pojechać do sklepu po zakupy jego BMW, tylko musi MiniVanem.
Mimo, że jedzie np tylko on i Młody.
Na dodatek moje maile nie mogą brzmieć: potrzebuję auto na weekend, które mogę wziąć? dziękuję.
Jak to powiedział na naszej rozmowie z LC (kiedy to prawie chciał mnie wyrzucić z domu): maile muszą mieć formę uprzejmie proszącą, niezakładającą, że samochód dostanę, ponieważ jest to przywilej i jeśli on stwierdzi, że ma takie widzimisię, że potrzebuje auta to mam sobie sama jakoś poradzić.
Więc moje prosby o auto brzmią tak: " chciałabym w sobotę pojechać po waciki i na lunch z koleżanką o godzinie XXXX. Będę w okolicach Walnut Creek cały dzień. Czy jest możliwe, żebym wzięła jeden z samochodów? Z góry dziękuję, Ania" lub " chciałabym pojechać w niedzielę popływać z delfinami, to wesołe miasteczko jest oddalone o 35 mil od domu, czy jest szansa, że mogłabym dostać jedno z aut? Samochód będzie zaparkowany na parkingu w parku"
Po 1,5 roku chodzenia jak w zegarku, gdzie nic nigdy nie zrobiłam z samochodem, nie wróciłam nie wiadomo kiedy itp muszę się teraz płaszczyć za każdym razem jak chcę wyjśc z domu w weekend.
W kraju gdzie bez auta ani rusz!
Z tego naszego zadupia nawet na rowerze nie zjadę do sklepu, ani nie dojdę na piechotę, a taxi kosztuje 25$.
Gdybym taką akcje miała od początku to szybko bym podziękowała.
Więc taka rada dla wybierających się jako au pair: dopytajcie się baaaaaaaaaaaaaaaaaaaardzo szczegółowo jak będzie wyglądała sytuacja z autem.
Kiedy możecie używać, ile, czy sa limity na odgległości, czy są miejsca w które hości nie chcą żebyście jeździli ( w moich okolicach popularny jest zakaz jeżdżenia do San Francisco autem, ale to akurat popieram w 100% :P byłam w SF autem dwa razy- myślałam, że zejdę na zawał. )
Nie liczcie na autobusy.
Tu nie istnieje komunikacja miejska.
Zwłaszcza w okolicach SF/East Bay.
Autobusy są tylko w centrum SF.
Większość przedmieść jest tak położona, że nie ma szans dojechać gdzieś na rowerze.
Tylko samochód wchodzi w grę.
Tak więc jeszcze raz powiem jasno i wyraźnie: dopytać się dokładnie o auto!
I nie słuchać hostów, jak powiedzą, że oczywiście jak tylko będziecie potrzebowali gdzieś pojechać to was podrzucą, odbiorą i ach och.
Może raz czy dwa to zrobią.
Ale wy będziecie chcieli wychodzić, zwiedzać, spotykać się co chwilę ze znajomymi a oni nie będą robić za waszych szoferów i was ciągle odbierać.
Zresztą wam też będzie głupio tak za każdym razem ich o to prosić.
Ja się muszę teraz co weekend płaszczyć przed hostem i stresować co on znowy wymyśli, i jaki samochód mu będzie akurat pasował do humoru.
I potem dostaję takie smsy.
Wszystkie w ciągu 2 minut:



Prawda, że można oszaleć?
Zamiast powiedzieć, że ok cały weekend używasz ten i tan a my tamten, albo my w sobotę bierzemy mini van to weź sobie bmw, to on robi loterię i co chwilę zmienia zdanie...

139/365
Dziś siedziałam cały dzień w domu.
Robiłam porządki, wyrzucałam rzeczy, bo za tydzień pakuję się już tak wyprowadzkowo.
Na dworze były 32 C, więc jak wszyscy sobie wyszli to skorzystałam z okazji i poszłam się poopalać na balkon.
Potem zachciało mi się poleżeć na brzuchu, ale niestety cały taras był obsikany przez psy, którym nie chce się schodzić na dół pod balkon, więc nie było jak się położyć.
Więc wykorzystałam stół, który stoi na tarasie od roku a i tak nikt na nim nie je i nikt go nie używa.
Nakładałam ręczników, koców i się wywaliłam.
A co!






21 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że Amerykanie potrzebują au pair bo nie chce im się zajmować własnymi dziećmi, gdyż mają sto tysięcy innych, 'ciekawszych' rzeczy do zrobienia. Podoba Ci się Twoja okolica?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety większość rodzin po to właśnie ma au pair... :] Moja okolica mi się bardzo podoba, tylko jest bardzo ograniczona tzn mieszkamy na mega wzgórzu, są tylko dwie mega długie ślepe drogi i tyle. Ale widoczki są zabójcze :)

      Usuń
  2. Ten twój host to by mnie doprowadził do gorączki! Dobrze, że już ich opuszczasz, tylko małych szkrabów żal.:)
    Ciekawa jestem czy twoim hostom uda się znaleźć aupair.. a jeśli tak, to czy nie będzie rematchu. Przecież to cięzko żyć z takimi ludźmi. U ciebie to inaczej, bo przez rok było ok, ale ja gdybym od pierwszych dni musiała żyć z takimi ludźmi, to bym ne dała rady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie też doprowadza :P au pair już znależli- ma 20 lat i jest z Kolumbii. myślę, że wakacje jakoś przetrzyma, ale ok października/listopada podjrzewam, że będzie miała kryzys :P moje koleżanki tutaj będą mi donosić co się z nią dzieje :D

      Usuń
  3. no host rodzinki zbyt fajnej nie masz, ale dzieci sa super : ))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzieci są cudne :) ale trochę mi zajęło, żeby takie były :)

      Usuń
  4. Oj ci Twoi hości... No, ale niewiele jeszcze zostało ;) Tylko dzieci mi szkoda :( Mają kogoś kto ich rozumie, wpiera itd i muszą się z Tobą rozstać :( Biedaczki... Ale okolicę to masz piękną, tak samo balkon ;) Mam nadzieję, że nasze spotkanie jest nadal aktualne, kiedy już przyjedziesz do Polandii ;D
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jak wrócę to może się uda jakieś au pairskie spotkanie zorganizować :)

      Usuń
  5. Właśnie też się niedawno zastanawiałam czy program AuPair jest dobry dla dzieci. Biedaki ledwo przyzwyczają się do jednej niani to już muszą się z nią rozstawać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno jest dobry dla rodziców :P a czy dla dzieci to nie wiem.. pewnie na swój sposób tak :)

      Usuń
  6. Napisałam wcześniej komentarz:
    Nie, to nie Orinda,będę wioskę obok - nie chcę pisac publicznie, bo to hości różne rzeczy wymyślają i sprawdzają :D

    no mam nadzieję, ze mi się spodoba lubię te klimaty!
    tylko się zastanawiam jak tam z temperaturą w zimie, jak się ubierać? co ja mam wziąć jak ja pod koniec września tam wyląduję?:D

    + ja właśnie już sobie robię porządki w szafie, tyle rzeczy sprzedaję/oddaję, więc powinno się udać wziąć mało rzeczy do walizki :)

    no szkoda, że się nie spotkamy Ania :< a masz już zabookowany lot do Polski ;>
    aaa tak się ciekawie czy jak idziesz z dzieciakami na Ania's crazy day to płacisz a hości oddają, czy jak to wygląda? no bo jakby mieliby Coi oddawać za naleśniki z nutellą to chyba by na zawał padli :D

    Buźka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisz mi mail gdzie dokładnie będziesz, bo skoro wioskę obok i dzieciaki masz dwóch chłopców 2 i 5 lat to nie wiem czy przypadkiem nie trafisz do jednej walniętej rodzinki :P
      lot mam zabookowany na 3 lipca, a za wszystko co płacę w czasie kiedy jestem z dziećmi mi oddają pieniądze. kładę im rachunki i tyle. hostka wypisuje mi czeki i ani razu nie odważyła się skomentować co jedliśmy i gdzie :P

      Usuń
  7. A będziesz utrzymywać z dziećmi jakiś kontakt czy to raczej mało możliwe ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będę do Młodej maile pisać, bo obawiam się, że moje listy mogą w śmieciach wylądować :] i mam nadzieję, że chociaż parę razy ich na skype zobaczę :)

      Usuń
  8. Tzn. Moja rodzinka mieszka teraz w Orinda'dzie, ale dopiero za miesiąc będzie się przeprowadzać :D
    Mają au pair Marinę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak zrobiłaś to, że nagle wszystkie Twoje stare posty pokazały się w liście obserwowanych? Zaktualizowałaś? ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej Ania potrzebna mi Twoja opinia :-) jako doświadczonej Au Pair w Stanach. Mam własnie na profilu rodzinkę prawników z dwójką dzieci, wydają się ok ale mają kilka ale. Przede wszystkim praca a weekendy ;/ nie wiadomo czy sobota czy niedziela i do tego curfew ;/ Ja przede wszystkim chcę w weekendy zwiedzać i nawiązywać znajomości a nie siedziec z dzieciakami. Ja wiem, że Ty tez czasem w weekendy pracujesz. Jak jest u Ciebie? czy to uciążliwe pracowac kiedy inne au pair imprezują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aakurat ja w weekendy nie pracuję. Zdarzyło mi się tylko parę razy mieć babysitting w soboty. Regulamin au pair jasno mówi, że przysługuje nam tylko jeden pełny wolny weekend a w inne1,5 wolnego. Wszystkie dziewczyny, które znam pracują pół dnia w sobotę lub niedzielę. Pod tym względem moja szurnięta rodzina jest w porządku,
      Curfew jest dość powszechny w host rodzinkach i wynika tylko z tego, że oni chcą, żebyś była wyspana i przytomna kiedy cały dzień zajmujesz się ich dziećmi.
      Ja jak mam wolne to zwiedzam a na imprezy nie chodzę, więc dla mnie nie jest to uciążliwe :P Mogę jedynie powiedzieć, że te dziewczyny co pracują w weekendy trochę narzekają, ale jakoś dają radę :)

      Usuń
  11. Hejka! Kurcze super te przeceny.mozesz podac kilka nazw sklepow gdzie znajdujesz takie mega przeceny. Bo ja to chyba nie wiem gdzie szukac albo jestem slepa i nie widze przecen

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, tez mam pytanie :)
    Jak masz ochote sobie gdzies pocjechac to ty sama musisz sobie tnakowac czy oni ci tankuja ??. I czy jakbys chciala sobie codziennie gdzies jezdzic to by ci tankowali bez zadnych pretensji ? :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Weszłam sobie zobaczyć czy przypadkiem nie dodałaś nowego posta i nagle paczę... a tu "2 days until Au Pair End: : O
    kurczę.. jak ten czas leci.. Aż mi się smutno zrobiło.


    Tak przy okazji..
    Od dawna chcę to napisać i chyba w końcu teraz zrobię : P
    Droga Anno, czy jest szansa, że będziesz kontynuować bloga po powrocie do Polski? : )
    nie ukrywam, piszę to "z nadzieją w głosie" ; p

    pozdrawiam Cię serdecznie!
    Magdalena

    OdpowiedzUsuń