czwartek, 2 maja 2013

Pływanie delfinem.

.. a w zasadzie Z delfinem.
Tak, miałam przyjemność.
Żadne zwierzę nie ucierpiało w trakcie pływania po kontakcie ze mną.
Ja również się nie utopiłam, więc pełen sukces.
No więc skąd się wzięłam z delfinem w jednym basenie?
Otóż owe pływanie miałam w planach zrobić na Hawajach.
Bo było by to idealne miejsce.
Jednak po przyjeździe postanowiłam odpuścić delfiny na rzecz pływania z rekinami, ale niestety to też nie wypaliło, gdyż najzwyczajniej w świecie zabrakło na to czasu.
Rekiny zajmowały cały dzień, którego już nie miałam.
Tak więc jedyna rzecz z którą do tej pory pływałam to kółko ratunkowe, styropianowa deska i żółta, gumowa kaczuszka.
Ale te delfiny gdzieś mi tam w głowie siedziały...
Na moje szczęście jedno z dwóch miejsc w CA , gdzie można się z nimi potaplać jest niecałe 45 minut ode mnie (to drugie jest w Sea World w San Diego)
W Vallejo jest mega wesołe miasteczko Six Flags Discovery Kingdom.
Mają głównie rollercoastery, ale również Marin World-Dolphin Discovery, w którym są właśnie delfiny.




Jako, że za ową przyjemność sporo sobie liczą to nie zawracałam sobie tym głowy.
Aż wchodzę ostatnio z ciekawości czy już otworzyli na sezon ten park a tam wielkimi literami, że spring season great offer i 30$ taniej - 99$
Ahhhh, kuszące.....
Kupiłam w sekundę.
A co! Zanim pojadę zobaczyć australijskie delfiny to trochę jeszcze minie, a z życia trzeba korzystać.
No więc zapakowałam się samotnie w samochód i w niedziele pojechałam do Vallejo.
Program zaczął się od 30 minutowego wykładu na temat co to jest delfin i jak to się je, tzn skąd on, jak żyje, z czego jest zbudowany itp.
Na przykład, że delfiny jak śpią to wyłączają jedną półkulę mózgową i zamykają jedno oko, ale cały czas pływają i mają kontakt ze wszystkimi.
Jak jedna półkula się wyśpi to wyłączają drugą.
Sprytne, sprytne.
Trenerka powiedziała, że mają jednego delfina, który wszystkie show robi w takim pół-śnie..
Po prostu uważa, że nie warto się budzić.




Kolejną rzeczą, która mnie zaskoczyła, było to, że delfiny muszą ciągle sobie przypominać, że musza oddychać i wypływać na powierzchnię, żeby zaczerpnąć powietrza.
Nie oddychają automatycznie jak ludzie.
Jak zapomni- odpływa na wieczne wody....





Zdziwiona byłam również tym, że te dźwięki, które słyszymy i myślimy, że delfiny gadają, tak na prawdę nie pochodzą z gardła.
Owszem delfin otwiera paszczę jak je wydaje, ale nie wychodzą one z gardła tylko z tzw blowhole, dziury umieszczonej na karku.
Tą dziurą oddychają i tą gadają.
Ciekawostek było duużo więcej, ale my tu gadu gadu a basen czeka.



Tak więc po tym wykładzie zaprowadzono nas do szatni gdzie na każdego czekała pianka i buty do pływania.
Znali nasze rozmiary, bo w formularzu zgłoszeniowym trzeba było podać wzrost, wagę i rozmiar buta.
Kiedy zobaczyłam moją piankę, to myślałam, że Trenerka sobie żarty stroi...
Ja mały-biuściasty-podtuczonyamerykańsko- polski-prosiaczek nie wejdę w tą malutką, wąziutką piankę!!!!
Reszta grupy też miała nie tęgie miny.
Ale Trenerka nas upokoiła , że damy radę, bo one tylko tak nie pozornie wyglądają.
Więc poczłapałam do przebieralni i zaczęłam się w to wciskać.
O dziwo jakoś nawet poszło.
Wciągnęłam łydki, wciągnęłam oponki, uffff już połowa drogi za mną....ręce- obie we właściwych rękawach, no to czas na klatę.
I wtedy zaczęła się gimnastyka..
Za cholerę nie mogłam złapać tego sznureczka od zamka na plecach, żeby się zapiąć.
Rączki za krótkie..
Więc wyczłapałam na zewnątrz i poprosiłam Trenerkę, żeby mnie "zippnęła" do końca.
I jak mnie "zippnęła" to myślałam, że się uduszę.
Tak mi biust wścisnęło, że nie byłam pewna, czy aby mi na plecy nie przeskoczył...
Plus ten golfik pod szyją wbijał mi się z premedytacją w gardło..
O nieee.. nie będzie mnie tu pianka podduszać!
Poluzowałam ten zamek na tyle, żeby móc swobodnie przełykać ślinę i dziarsko wyszłam.
MałyWielorybek poszedł na spotkanie z CudnymDelfinem.
Wielorybek wygląda tak:



"Słit focia" niestety bez dzióbka, bom już była lekko podduszana przez piankę...



Na zewnątrz naszą 15 osobową grupę podzieli na 4 teamy.
Ja dostałam parę BuziaczkującąSięNonStopMłodąParę z Niemiec i DziwnieSpoglądającegoSamotnegoPana.
Na prawdę był dziwny..
I cały czas go koło mnie stawiali, bo byliśmy jedynymi, którzy przyszli w pojedynkę.
Potem przydzielili każdej grupie własnego trenera i  zaprowadzili nas do basenu, w   którym czekały już delfiny z treserami.
Usiedliśmy na brzegu, z nogami w wodzie i po kolei przysyłali delfina do każdej grupy.
My dostaliśmy Jasmine.
Kiedy podpłynęła, nie mogłam uwierzyć, że delfin pyka mnie nosem w kolano!
Tak blisko!
One są na prawdę duże.
Jak skaczą w show to zawsze wydawały mi się mniejsze.
Na hasło trenerki Jasmine położyła się cała na wodzie i mogliśmy ją pogłaskać.
Kobitka spytała nas co w dotyku przypomina nam skóra delfina, a ja wyskoczyłam z: karoserią samochodu!!
Brawo Anno, brawo.
Uroczo.
Ale taka prawda.
Był niesamowicie gładki i śliski.
Pierwsze skojarzenie zawsze jest najtrafniejsze.
Kiedy już wszyscy się na-OCH-ACH-owali trenerka pokazała nam co to cudo potrafi.
Wyjaśniała nam komendy, na które Jasmine reaguje i każdy mógł sam jej to pokazać.
Śpiewała nam w trzech różnych głosach, biła brawo płetwami, skakała, nurkowała i płynęła tak w pionie, tylko na ogonie do tyłu.

   >>>>> dlaczego zdjęcia są takie w paski wyjaśniam na końcu :)
              







Potem przyszedł czas na buziaki i przytulanie.







Najlepsze, czyli faktyczne wejście do wody z delfinem zostawili na sam koniec.
Ja poszłam pierwsza.
Trenerka kazała mi wkoczyć do wody, lewą ręką złapać się basenu a prawą wyciągnąć do boku.
Wtedy rozpędzony delfin podpływał dokładnie pod nią a ja musiałam szybko go chwycić za płetwę na grzbiecie i dołożyć sprawnie drugą ręką.
I poszłaaaaaaaa....






Niesamowite uczucie!!!!!!!!
Najpierw dyndałam z jego boku a potem siła przeniosła moje cielsko wprost nad ogon delfina.
Ale ani razy mnie nie uderzył.
Płynął dość szybko.
I zdecydowanie za krótko!
Niestety wolno było zrobić tylko jedno kółko, bo dla delfina to jest zbyt duży stres, że jacyś dziwni, obcy ludzie przychodzą, włażą im do wanny i jeszcze kazą się wozić.





Na końcu Trenerka zachęciła nas, żebyśmy na do widzenia pochlapali Jasmine, co ochoczo wykonaliśmy.
Po czym spytała się  jej " czy uważasz, że to jest sprawiedliwe, że czterech na jednego Cię tak ochlapuje?"
A delfin w tym momencie kręci głową lewo-prawo, że NIE.
Trenerka dalej: " To co chyba czas wyrównać rachunki, prawda?"
I ta skubana kiwa głową góra-dół TAK TAK.
No i jak się nie zamachnie płetwą i CHLUUUUUUUUUUUUUUUUUUUST w nas wodą.
Udało mi się schować, za ZabuziaczkowanymiNiemcami, więc po tym niecnym wodnym ataku, nie byłam mocno zmoczona.
Na co trenerka " Jasmineeee, Anna is still too dry!!! " I  CHLUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUST.
Zanim się zorientowałam delfin pacnął mi płetwą przed samym nosem i tu by już cały Mur Berliński nie pomógł, żeby się schować.
A delfin jaki był zadowolony!
Ach, aż dwie rybki  za te prysznice dostał!
I na tym już nasze pływanie się skończyło.
Siedzieliśmy tam ok 25 minut a wydawało się jakby minęło zaledwie 5.
Wróciliśmy ściągnąć nasze wielorybie pianki i poszłam zobaczyć zdjęcia.
W cenie programu było jedno darmowe zdjęcie.
Jeśli chciałabym wszystkie to już był koszt 65$!!
No troszeczkę przegięli..
Była również druga opcja: 3 zdjęcia za 20$.
Więc się skusiłam.
Próbowałam też szybko zrobić zdjęcia chociaż takie z ekranu komputera  niestety są bardzo niewyraźne i paskowane, ale delfina i mnie rozpoznac można więc nie jest źle :)

Było, minęło, kolejne doświadczenie zaliczone, więc teraz płyniemy dalej.
Delfinem, żabką czy tam ropuchą...




6 komentarzy:

  1. Oh, cuudownie! <3 delfiny to moje marzenie <3
    Mam nadzieję, że uda mi się je kiedyś spełnić...
    Ale swoja drogą samo pływanie z nimi wydaje mi sie nieco straszne, ten delfinek taki biedny musi ciągnąć człowieka;/ bałabym się, ze mu wyrwę tą płetwę:P
    Ile by nie kosztowało, to będę musiała spróbować, jeśli będę miała okazję;)
    Ale cena tych zdjęć to przegięcie....
    A na Hawajach też takie drogie to pływanie jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trenerka nam powiedziała, że one nie czują nic tą płetwą na grzbiecie, więc można się bardzo mocno go trzymać :)
      Na Hawajach cena jest taka sama niestety.

      Usuń
  2. fantastycznie :) Żałuję że w Polsce nie można mieć takich atrakcji. A może można tylko nie wiem?? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w PL nie ma szans, w internecie znalazłam, że najbliżej jest to możliwe w Turcji, Bułgarii i Hiszpani. :)

      Usuń
  3. świetna sprawa. Przesłodkie te delfinki. A ostatnia fotka CUDOWNA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tez uwielbiam to ostatnie zdjęcie. gapię się w nie codziennie :P

      Usuń