poniedziałek, 14 maja 2012

Ale jazda! vol. 2

Ciąg dalszy podręcznika szalonego kierowcy.

ROZDZIAŁ DRUGI.
Mam wy-LANE, czyli wszystko o dziwnych pasach ruchu.


Po siódme.

Carpool Lane.
Linia szybkiego ruchu na autostradach.

Działa od poniedziałku do piątku w konkretnych godzinach np w moich okolicach: 5-9 plus 15-19.
I w tym czasie można na niego wjechać tylko, gdy w samochodzie są więcej niż dwie lub trzy osoby









Jest to świetny sposób na ominięcie gigantycznych korków, dlatego często ludzie pracujący w tej samej firmie umawiają się, zgarniają innych i  natępnego dnia zmiana-jedzie kolejna osoba.

Są również portale gdzie można się zgadać z innymi.
Wtedy dzieli się koszty benzyny i oszczędza mnówstwo czasu.
Za używanie carpool'a w pojedynkę można dostać uroczy mandacik ok 450$.
Więc nie warto oszukiwać.
I amerykanie raczej nie oszukują.
Wygląda to dość nietypowo kiedy pruje się carpool'em o 14.59 i nagle wszyscy grzecznie o 15.00 zjeżdżają na prawo by zwolnić ten pas.
A jeszcze ciekawiej wygląda autostrada kiedy wracam z dzieciakami i mogę godnie wjechać na carpool i tak sunąć przez kilkanaście kilometrów a 5 pasów obok ani drgnie.
Wtedy dopiero widać ilu amerykanów ma samochody i jeździ w pojedynkę.
Dlatego władze bardzo propagują "carpool'owanie", żeby choć trochę zmniejszyć korki.




Po ósme.
Bike Lane.
Ehh rowerzyści.
Wyskakują nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy.
Dużo ich tutaj. Trzeba przyznać.
Na szczęście jeżdżą w kaskach i z odblaskowymi elementami na ubraniach.
I prawie wszędzie przy dużych ulicach mają swój własny pas po prawej stronie.





Jest zazwyczaj dobrze oznakowany.



Ale czasem może być w dziwnym miejscu np: pomiędzy dwoma pasami ruchu dla samochodów.



I wtedy trzeba się milion razy więcej obejrzeć, bo rowerzyści mają to do siebie, że myślą, iż my, skoro mamy lepsze hamulce, to możemy zahamować w razie czego.
A on nie musi i mknie jak ta strzała rozpędzona.
Więc na tą strzałę trzeba mieć oko cały czas. I porządnie oglądać się przez ramię.
W czasie egzaminu na prawko bardzo zwracają na to uwagę.
Na bike lane można najechać jedynie, gdy chcemy skręcić w prawo.


Po dziewiątne.
Center Lane.
Ciekawostka amerykańska.
Uważam to za świetne rozwiązanie.
A mianowicie: jest to pas ruchu tylko do skrętów.
Dzięki temu nie blokujemy ruchu za  nami.
Jest wciśnięty pomiędzy właściwymi pasami o tak:





Można nim jechać jedynie 200 stóp, czyli 60 metrów, czyli ogólnie im krócej tym lepiej.



 Po dziesiętne.

Bus Lane, Taxi Lane.

Jak sama nazwa wskazuje, pas tylko dla autobusów i taksówek.
Głownie spotykana w centrach dużych miast.
Można na nią wjechać jedynie przy skręcaniu w prawo, pod warunkiem, że jesteśmy bardzo blisko tego zakrętu (to samo obowiązuje przy Bike Lane)
Bo się czają czajniki wszędzie i tylko czyhają. 
I mandacik gotowy.




Po jedenaste.
Exit Only Lane
Tym pasem jadą tylko ci, co zjeżdżją z autostrady na maksa w prawo, podczas gdy innymi można pojechać prosto lub w prawo.
Zanim zobczycie znak często widac już wcześniej charakterystyczną przerywaną linię, która zamiast  podłużnych odcinków będzie miała kwadraciki.



Koniec części drugiej.
CDN


 Bierzcie i uczcie się z tego wszyscy :)


CZĘŚĆ PIERWSZA:  Ale jazda! vol 1
CZĘŚĆ TRZECIA:  Ale jazda! vol 3


.

czwartek, 10 maja 2012

Ale jazda! vol. 1

Dziś będzie post edukacyjny.
Samochodowo-edukacyjny, bo auto w stanach rzecz niezbędna.
Bez niego ani rusz.
Chyba, że się mieszka w samym centrum wielkiego miasta,,
Ale w sumie to wtedy jest też ani rusz: "ani się ruszysz w tym korku".
Ja w samochodzie spędzam dziennie ok 4 godz.
A dupsko rośnie...
Samo zwiezienie dzieci do szkoły plus powrót, plus odebranie ich i dowiezienie do domu to w sumie 2,5 godz.
Jak dobrze pójdzie bez korków.
W jedną stronę mam 10 mil więc: zawieźć, wrócić, pojechać, odebrać to daje x4= 40mil, czyli 65 km.
Na samą szkołę!
To jak z Gdyni na Hel.
Z Warszawy do Garwolina.
Z Krakowa do Rabki albo do Mysłowic.
I tak 5 razy w tygodniu.
Plus po szkole trzeba porozwozić towarzystwo po dodatkowych zajęciach co daje dodatkowo ok 15 mil (24km).
Bywa, że jak jest mega napakowany dzień to spokojnie 100 km robię.
A dupsko rośnie...
Ale nie o dupsko mi tu chodzi.
Otóż chciałabym wyliczyć parę rzeczy, które są istotne w ruchu drogowym w CA, i które może ułatwią świeżynkom poruszanie się na amerykańskich ulicach.
Bo jeśli się do wszystkiego zastosujemy to obędzie się bez stłuczek, bez mandatu i ogólnie ułatwimy sobie czas spędzony w samochodzie, a w USA trochę go będzie.
Dziś część pierwsza, bo jest tego sporo, a chcę to ładnie, poetycko opisać.



ROZDZIAŁ PIERWSZY.
O ZATRZYMYWANIU SIĘ.

Po pierwsze primo.
Można skręcać w prawo na czerwonym.
Tak wiem, dziwne.
Ja dopiero po dwóch tygodniach tutaj dowiedziałam się dlaczego niektórzy na mnie trąbili jak nie jechałam i grzecznie na prawym pasie czekałam na zielone.
Przy tym skręcaniu oczywiście  najpierw trzeba się zatrzymać, uważnie rozejrzeć i dopiero wtedy jadymy.
Na niektórych skrzyżowaniach jednak jest taki znak:

No to wtedy nie można :)


Po drugie primo.

Skrzyżowania równorzędne ze STOPem.


BARDZO popularne w USA.
Wygląda to tak, że mam znak STOP z 4 stron i ruch odbywa się na zasadzie: kto pierwszy ten lepszy.
Zasada te obowiązuje również, gdy zepsute światła drogowe migają na czerwono lub żółto.
Jeśli jest to małe, nieruchliwe miejsce to jest oczywiście prosto, bo bardzo łatwo jest ogarnąć trzy pozostałe samochody i zobaczyć,  który zatrzymał się pierwszy.
Gorzej jak jest parę pasów i np. 6 innych aut.
Tak ciekawie jest w moim miasteczku, na  głównym skrzyżowaniu, gdzie światła często się psują.
Tam zazwyczaj jest więcej niż 6 samochodów..


Niezły kocioł. Oczy dookoła głowy. I zgadywanie, który samochód zatrzymał się sekundę przede mną, a który po mnie.
Co najlepsze: nigdy nikt na nikogo nie trąbi, każdy spokojnie czeka na swoją kolej, nikt nie macha w obraźliwych gestach do innych.
Nie ma tak, że wszyscy na raz wjeżdżają na skrzyżowanie i klops.
Zawsze, gdy ta sytuacja ma miejsce i to w godzinach szczytu, nie mogę wyjść z podziwu jak  ruch płynnie przebiega.
Bez żadnego problemu.
I od razu przypomina mi się artykuł, w którym pomysł wprowadzenia tego typu skrzyżowań na obrzeżach Gdańsku, został zmiażdżony i wyśmiany przez internautów.
Osobiście również nie wyobrażam sobie tego w Polandii.
Nie ta kultura jazdy. Niestety.
I raczej nikt nie zaprzeczy.
Przykro mi, ale widzę to tak:





Trzecie primo.
W USA często odlicza się, jak to fajnie nazwał Ross w "Friends": Mississipply.
Czyli: One mississippi, two mississippi itd.
Chodzi o to, że czas w jakim to wypowiadamy równa się jednej sekundzie, i w ten sposób można łatwo równomiernie odliczać czas.
No więc mississipi do zatrzymania samochodu ma się tak, że prawidłowe zatrzymanie na znaku STOP powinno trwać minimum One Mississippi.
Żeby dokładnie ocenić, kto był pierwszy.
Żeby oszacować niebezpieczeństwo.
Żeby nie dostać mandatu.
A mój host takowy właśnie za nieodliczanie dostał.
Bo policja się czai jka ten czajnik za równorzędnymi skrzyżowaniami i czyha.
I patrzy kto tylko muśnie hamulec, zwolni do 1mph i będzie udawał, że się zatrzymał.
Bez litości. 250 dolarów.
Więc radzę odliczać..





Po czwarte.

Jeśli gna straż pożarna, karetka, policja lub cokolwiek co ma światełka na dachu i hałasuje to robimy PULL OVER, czyli zjeżdzamy na bok i się zatrzymujemy.
W mieście należy uważnie się rozglądać i patrzeć na którym pasie jedzie pojazd, bo od tego zależy czy musimy zjechać na bok czy mamy stanąć.
Gdy jesteśmy na autostradzie to należy zjechać na prawo i zwolnić.
Na drodze do szkoły młodych jest szpital, więc mam okazję często przepuszcząc karetki  i również za każdym razem jestem pozytywnie zaskoczona jak ludzie reagują.
Ostatnio byłam blisko dużego skrzyżowania i usłyszałam karetkę.
I mimo, że było zielone światło nikt nie śmiał wjechać na to skrzyżowanie.
Wszystko zamarło, jedynie samochody obok mnie zjechały na bok by przepuścić ambulans.
Dopiero jak on przejechał na bezpieczną odległość ruch wrócił na drogę.
I nie ma polskiego zwyczaju, że gnamy za karetką, bo ona robi fajny, pusty pas za sobą :]




Po piąte.
School Bus.
Jeśli ma wystawiony znak STOP i migające światełka nie wolno dookoła niego jeździć.
Gdyby ktoś jednak bardzo chciał to przyjemność kosztuje 250$.
Tak więc zatrzymujemy się i czekamy cierpliwie aż milion dzieci z niego wysiądzie.
Albo i dwa  miliony.




Po szóste.

Zatrzymywanie się dłuższe, czyli parkowanie.
Znaków na ograniczenie parkowania jest tysiąćpięćsetstodziewięćset.
Do tego są jeszcze koloru krawężników:
czerwony: nawet nie podchodź!
żółty: hop z i hop do samochodu w celu wyrzucenia pasażera lub czegoś i nie może to zająć więcej niż 3 minuty.
biały: hop z/ hop do plus występują inne ograniczenia w postaci godzin, lub specyfikacji miejsca, przed którym ów krawężnik jest.
zielony: ograniczenia czasowe, z reguły w minutach
niebieski: tylko inwalidzi

Do limitów czasowych podchodzi się tu bardzo serio, o czym może świadczyć chociażby opisany już wcześniej mandat za moje 11 minutowe spóźnienie.
Więc jeżeli jest napisane, że ten parking jest na 27 minut, to radzę wam tam być już po 25 min.
Tak na wszelki wypadek jakby policji zegarek szybciej chodził.





Koniec części pierwszej.
CDN....



CZĘŚĆ DRUGA: Ale jazda! vol 2
CZĘŚĆ TRZECIA: Ale jazda! vol 3

czwartek, 3 maja 2012

Duża ryba.



No nie do końca ryba.
Bo wieloryb. Ssak.
Ale, że taką miałam wizję tytułu to będzie ryba i koniec.

Z wielorybem było tak, że trafiła się dobra oferta ze strony www.travelzoo.com, i tak za 4 godzinny rejs zamiast 50 $ zapłaciłam tylko 25$.
Statek vel Łajba wypływał o godz 10.00 z Moss Landing w zatoce Monterey. 


Ekipa polująca na Moby Dicka była godna: Cookie Monster, ja i dwie Monsterowe koleżanki.
Pani Kapitan Z Portowej Gdyni wygląda tak: 


Zanim wturlaliśmy się na pokład, Pani Z Załogi uświadomiła nas, że nie należy wyskakiwać za burtę, nie wolno rzygać pod wiatr i poprosiła aby uprzejmie poinformować chwilę wcześniej, że owe rzygi będzie się uskuteczniać.
W celach zapobiegawczych Pani Z Załogi dała wszystkim specjalny olejek eteryczny, którym naciera się miejsce za uszami i poinformowała, że na pokładzie jest pełno cukierków, batoników i herbat z imbirem, który super koi rozlatany żołądek.
No to płyniemy.
Wbiłyśmy się na sam przód łodzi i rozsiadłyśmy się na "kanapie".


Zwarte i gotowe na spotkanie z wielorybami.
Ahoj!
Jak tylko wypłynęliśmy z zatoki zaczęło nieźle bujać.
Wszyscy siedzieli w środku i trzymali się ścian, a my dziarsko na rufie bujamy się od lewej do prawej i się chichramy. 
Po godzinie od startu pierwsze jednostki zaczęły się wykruszać, tzn nie pomogły ani olejki, ani ciasteczka z imbirem.
Po półtorej nasze towarzyszki też wymiękły i dołaczyły do zielonkawej części wycieczki.
Słyszałam jak Pani Z Załogi mówiła do Kapitana, że dawno tak chorej ekipy nie mieli.
A my tam z Monsterem szalałyśmy ze zdjęciami i biegałyśmy po całym pokładzie :P
Titanic, wersja kalifornijska:




Po dwóch godzinach Kapitan krzyczy: WIELORYB!!!!
A nawet i dwa.
To się poderwałyśmy i wpatrujemy się w tą wodę jak ta sroka w gnat.. i NIC!
Pani Z Załogi przez mikrofon mówi, że jest, pływa i się wynurza, a my nic nie widzimy!
Fala, fala, woda, woda, fala.
I NIC!
No przecież wieloryba rozpoznam!!
Cóż za frustracja...


No w końcu udało nam się ich wypatrzyć. 
Matka z dzieckiem.
Za dużo się nie pokazywali, ale..
Płetwa była? Była.
Ogonem pomerdał? Pomerdał.
Fontannę wypuścił? Wypuścił.
Znaczy się rejs udany. Wieloryb widziany. :)
Nawet niektórzy Zieloni się ocknęli i wstali zobaczyć co to tam pływa.
A pływało to:















I co- duża ryba nie? :P


Następnym razem mam nadzieję, że tak będą skakać z radości na mój widok:


  A tak prawdopodobnie wyglądały pod wodą: 




Na koniec jeszcze troszkę biologii:

Humbak należący do rodziny płetwali osiąga rozmiar od 11,5 do 17 m i wagę od 30 do 48 ton. 
Zwykle żyją samotnie lub w małych przejściowych grupach, które łączą się i rozpadają niekiedy w ciągu kilku godzin.
Średni wiek to ok40-50 lat jednak niektóre osobniki dożywają nawet 80. 
Humbak jest gatunkiem bardzo rzadkim i zagrożonym wyginięciem. 
Słynie z wydawania wyjątkowych pieśni, niskich złożonych dźwięków, słyszalnych na przestrzeni setek kilometrów, trwających około 10–25 minut. 
Każdy osobnik ma unikatowy dla siebie wzór na płetwie ogonowej.
Zaloty: Rywalizacja jest zwykle zacięta. Grupy liczące niekiedy 20-30 samców zbierają się wokół jednej samicy lub małej grupy samic, po czy zaczyna się prezentacja. Samce próbują zainteresować samicę dzięki popisom, w tym wysokim wyskokom nad wodę czy też uderzeniom płetw ogonowych o powierzchnię wody. Zaloty mogą trwać nawet kilka godzin, ponieważ w miejsce odrzuconych samców pojawiają się kolejne. Niekiedy obserwuje się zaloty ponad 40 samców próbujących uzyskać względy u jednej samicy.

No proszę jak się panowie muszą namęczyć :D

I tym oto śmiesznym faktem kończę i odpływam w siną dal.
Ahoj!