Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Driver Licence USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Driver Licence USA. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 grudnia 2012

The answer is... . Vol. 1


 Było świątecznie, wypadkowo, egzaminowo, ale w końcu usiadłam i się zabrałam za odpowiadanie na Wasze pytania. 
Dziękuję, za wszystkie! 
Mam nadzieję, że odpowiedzi Wam rozjaśnią parę spraw. Jeśli nie- pytać znowu :)
Część pierwsza dot. programu au pair:

W jakiej agencji jestes i moglabys mi powiedziec ile matchow mialas zanim wybralas ta rodzine u ktorej obecnie mieszkasz?
Przyjechałam z polskim biurem GAWO. Matchów miałam zero, ponieważ wskoczyłam na miejsce koleżanki.  Hości nie byli zadowoleni z APC i chcieli się przenieść do Au Pair in America. Jednak stanowczo zaprotestowałam po dowiedzeniu się ile owa agencja liczy sobie za pośrednictwo. Dyplomatycznie im wytłumaczyłam, że mnie nie stać na to biuro i hości byli bardzo zdziwieni, że au pair też musi za coś płacić, żeby wyjechać do USA :] Tym sposobem wylądowałam w GAWO, które wspólpracuje z dwoma amerykańskimi agencjami i oni wybrali Interexchange.

Czytałam, że korzystałaś z biura Gawo z Gdyni, jesteś zadowolona? Czy pomogą w razie problemów? Jak wyjeżdżałaś z Polski z Gawo to powiadomili cię, że jedzie z tobą też inna dziewczyna z Polski? Czy sama jej szukałaś, jakoś przez internet itp? Zawsze raźniej w grupie:)
Jechałam z GAWO i mogę szczerze polecić. Panie były przemiłe, odpowiadały na wszystkie głupie, upierdliwe pytania i potem po przyjeździe, już tu na miejsce, dostałam maile czy wszystko jest ok, czy jestem zadowolona.  Ale za nic nie mogę sobie przypomnieć czy to one mi powiedziały, że będę leciała z Patrycją czy dowiedziałam się tego z forum AP :P Forum dobra rzecz :)

Mam pytanie, planuję wyjazd do usa jako au pair z agencji Cultural Care, zastanawiam się tylko nad ubezpieczeniem, polecasz wykupić dodatkowe, czy wystarczy bazować na tym które jest wliczone w koszt programu ? 
Jeżeli wiesz, że masz skłonności  to chorowania,wpadania w kłopoty itp to tak, wykup dodatkowe. Opieka medyczna jest tutaj baaaardzo droga. Leki też. I rada dla każdej przyszłej au pair: zawsze trzymać 200$ schowane w skarpecie w razie czego na lekarza. Bo ja byłam bardzo zaskoczona na samym początku w USA, jak musiałam zapłacić od razu w gotówce lekarzowi.
A wiadomo, że au pair to raczej żyje od czeku do czeku :P

Ciekawi mnie jeszcze tylko to czy gdybym jednak nie wykupiła tego ubezpieczenia (tutaj w Pl) to czy można je wykupić tam na miejscu ?

Można na miejscu prywatnie. Ale po co? Lepiej już jechać z wykupionym. Przetestowałam ubezpieczenia z InterExchange i jedno było super, a drugie do kitu. Teraz od stycznia ma być znowu nowe. Dlaczego tyle ? Bo agencja każdego roku ma inną firmę ubezpieczeniową.

W sumie to tylko zastanawiam się jak to jest kiedy jest się całkowicie w obcej rodzince, czy nie czułaś się jak intruz?
Niestety w mojej czuję się dość często jak intruz :] Śmieję się z au pairkami, że w czasie wolnym zawsze każda się czai zanim wyjdzie np do kuchni wziąć coś do jedzenia, zrobić coś do picia itp. Ja nasłuchuję zanim wypełznę na górę. Dlatego mam porobione zapasy w pokoju, co by z głodu nie paść :P Jak któraś ma łazienkę osobno, to relaksującą kąpieli z bąbelkami bierze tylko jak famili nie ma w domu :)

 Czy czasami nie mogłaś się odnaleść i nie wiedziałaś co ze sobą zrobić, a miałaś wyznaczone godz. pracy?
Ja jak nie wiem co z sobą zrobić w godzinach pracy, bo np dzieci siedzą z rodzicami i nie wiem czy mam ich jeszcze pilnować, czy już nie, to idę robić pranie na dół, składam ręczniki dzieci, paruję skarpetki Młodego, sprzątam młodym w pokoju. Coś tam dłubię. Żeby nie było :P

Planuję wyjechać do USA jako Au Pair i powiem szczerze, że mój dotychczasowy entuzjazm stłumiło trochę czytanie przygnębiających blogów dziewczyn narzekających na hostów i wracających do Polski z powodu problemów. Możesz mi powiedzieć jak to jest? Faktycznie sporo rodzin jest nie do wytrzymania? Błagam, udziel mi odpowiedzi, ponieważ marzę o tym wyjezdzie odkąd pamietam, a teraz troszkę się przeraziłam, że moje marzenie może stać się koszmarem na miejscu. Będę ogromnie wdzięczna za odpowiedź, naprawdę niesamowicie mi pomożesz. Może masz jakieś spostrzeżenia? Jeśli nie własne,to może innych dziewczyn które tam poznałaś? Co z tymi rodzinami?
 Rodziny są różne i podłużne :P  Są i cudowne, które zabierają Cię wszędzie, pracujesz minimum tego co musisz i na prawdę czujesz się jako part of the family. A są i takie, które na skype są ah oh, a na miejscu po 2 miesiącach wychodzi z nich całe zło i dziewczyny uciekają raz dwa.  Nie da się rozmawiając  przez internet stwierdzić, na którą z tych rodzin trafisz. Jeżeli jednak intuicja podopowiada Ci, że to nie TO. To się nie pchać na siłę. Najgorsze co można zrobić, to brać rodzinę w akcie desperacji, bo już długo czekasz, miałaś milion rodzin na profilu albo żadnej, a koniecznie już teraz chcesz wyjechać do USA. A potem psikus i musisz przeżywać rematchowy koszmar lub co gorsza powrót do domu po kilku tygodniach. I American Dream zmienia się w American Horror.

Myślałam,że w CA można zrobić tylko teoretyczny test (bez praktycznego) jak sie ma prawo jazdy dłużej niż jeden rok ze swojego kraju. Ale chyba tak nie jest? Jak pomyśle,że mam po raz kolejny zdawać prawko gdziekolwiek, to mam ciaaaarrryyy....

W CA trzeba zrobić tutejsze prawko. Działa to też jako ID, więc  warto je mieć, bo ułatwia sporo dziennych spraw. Test teoretyczny i praktyczny to pikuś.  No i można zdawać teorię po polsku :)

Mam pytanie odnośnie prawa jazdy; czy po powrocie do Polski trzeba na nowo zdawać prawko czy można jeździć na tym z USA?
Nie można jeździć. Można poszpanować  jedynie :P Tzn. prawo jazdy tu wyrobione jest ważne tylko do końca naszej wizy albo jest ograniczone inną  konkretną datą jeśli nie jesteśmy jako au pair. Dopóki data się zgadza można na nim jeździć wszędzie.

 Uważasz, że wyjazd dla mlodej dziewczyny  jest dobrym pomysłem ? 
W Stanach jak wiadomo pełnoletność osiąga się w wieku 21 lat. Więc jeżeli masz ochotę wyszaleć się w klubach to odpowiedź jest jasna :) Po prawie dwóch latach mogę powiedzieć, że hości biorąc młode au pair nakładają na nie więcej zasad i ograniczeń. Nawet moi powiedzieli, że gdyby nie to, że jestem dorosła, to miałabym curfew, czyli godzinę powrotu do domu.
No i kolejną rzeczą jest tęsknota za domem, przyjaciółmi. Jeśli wyjeżdża się zaraz po maturze, to nie każdy daje sobie rade z takim przeskokiem do zupełnie innej kultury, gdzie to Ty musisz się zajmować innymi a nie inni Tobą. Dlatego uważam, nawet patrząc na własnym przykładzie, że warto najpierw pojeździć po Europie jako au pair, bo w razie co hop i jesteś w Polsce i zawsze ktoś pomoże. A  hop przez ocean  już nie jest tak łatwo :) Trzeba skończyć studia (żeby mama się nie czepiała. P.S pozdrawiam moją Mamę :D :* :* ), dojrzeć i wtedy fruuuuuuuuuu :)

Twoi hości mocno Cię kontrolują ? tzn musisz mówić dokąd idziesz, o której wracasz itd ?
Gdybym była młodsza to powiedzieli, że kontrolowali by mnie bardziej.
Jak wyjeżdżam na dłużej to sama z siebie mówię gdzie jadę i na ile. Jeśli wiem, że wrócę bardzo późno to zdażyło mi się pary razy napisać, że będę w nocy. No i zawsze piszę, jeżeli miałam wrócić do domu na noc, a nie wrócę, bo np nie chcę jechać z daleka po ciemku .


Ale mam do ciebie pytanko jak to jest z kosmetykami na lotnisku trzeba je pakować w specjalne woreczki. Można je kupić samodzielnie czy trzeba na lotnisku? i czy jak będę miała przesiadkę np w Amsterdamie to czy muszę kupić nowe woreczki czy te zakupione na Okęciu będą dobre. Bo już nie wiem słyszałam różne opinie a nigdy nie leciałam samolotem więc trochę sie denerwuję.

Na takich dalekich trasach zdecydowanie lepiej jest pakować w woreczki. W podręcznym każda buteleczka, krem cokolwiek nie może mieć więcej niż 75ml, więc wszystkie wielkie mazidła wrzućcie do bagażu głównego. Rada dla wybierających się do USA: brać dwa kremy, tylko te, bez których nie możecie żyć, bo caaaałą resztę za grosze kupicie tutaj.


Pierwszy raz lecę samolotem  wiec mam pytanko do ciebie. Mam problem z cera i dermatolog przepisze mi tabletki kilka sztuk żebym miała jak będe w Kanadzie. Czy mogę przewieść dużą ilość tabletek z około 5-6paczek":) Z góry dzięki za info.

Również przewoziłam spore ilości polskich tabletek i po prostu powyciągałam je wszystkie z opakowań, i a to parę listków wstadziłam do kosmetyczki, a to parę w skarpetki itp. Byle by to na prześwietleniu nie wyglądało na masowy przewóz :P No i oczywiście miałam kopie recept od lekarza,że muszę je mieć  i kropka. Just in case.


Mój angielski jest na poziomie podstawowym nie jest komunikatywny wiec sie troche boje. I czy znasz dziewczyny które nie znały języka w stopniu komunikatywnym i sobie poradziły jak to jest.
Jeżeli masz do opieki duże dzieci od ok 8-9 w zwyż to nawet z komunikatywnym angielskim sobie poradzisz, bo dzieciaki Ci pomogą, wytłumaczą a jak nadal nie zrozumiesz to po prostu pokażą. Jeśli masz maluchy to już gorzej. Bo takie to będzie ryczało, że ono do Ciebie mówi a Ty śmiesz nie rozumieć  co to jest giunveirlgjfamolirkf :P hehehe
Grunt to się nie bać i gadać gadać gadać. Nawet z błędami. To odbiorca ma się domyślić o co Ci chodzi :) Na górnolotne słownictwo przyjdzie później pora :) A, że amerykanie to w większości naród  życzliwy i pomocny, to cierpliwie wysłuchają i z chęcią pobawią się z nami w kalambury :P  Na szkoleniu w NY były dziewczyny, które nie umiały dobrze odpowiedzieć na pytanie: skąd jesteś, jakie masz dzieci, gdzie będziesz mieszkać, a jakoś dały radę :)

Czy gdybyś miała świetną rodzinkę ,ale lokalizacja byłaby średniawa to zrezygnowałabyś z tego, żeby jednak wcąż szukać rodzinki z tej wymarzonej Kalifornii?
W momi przypadku nie miałam dużo do gadania w kwesti rodziny. Trafiła się akurat w CA, więc jest super :) Ciężko mi powiedzieć co bym zrobiła mając wpływ na wybór rodziny. Mogę jedynie przypuszczać, że kierowałabym się jednak rodziną, a nie lokalizacją.

Czy jak jest się jeden rok jako au-pair i chce się przedłużyć to ma się ciągle ten 13ty miesiąc wolnego i zaczyna pracę u drugiej rodzinki dopiero w 14tym miesiącu?

Przy przedłużaniu na drugi rok, (lub 6 czy 9, miesięcy ) ten trzynasty miesiąc spada na sam koniec pobytu.

Czy swój wolny czas spędzasz tylko z innymi aupairkami czy masz również znajomych wśród amerykanów? :)
Zdecydowanie mam więcej znajomych wśród au pairek i polskich znajomych mieszkających w USA niż amerykanów. Jestem za mało rozrywkowa na poznawanie amerykanów :P

Czy na nocny rejs do Alcatraz poza sezonem letnim tez trzeba czekać ponad miesiac?? (bylam w SF na tych wakacjach przez kilka dni i musialam obejsc sie smakiem:( )
Na każdy rejs na Alcatraz trzeba kupować bilety ze sporym wyprzedzeniem. Więc jeśli ktoś planuje wycieczkę i chce pojechać tam w konkretny dzień to radzę zacząć od internetowej rezerwacji :)

Czy twoja HF wie że prowadzisz bloga o swojej przygodzie jako AuPair ? Jeśli tak to jakie mieli o tym zdanie ?
Nie wiedzą :)

Masz jakieś rady dla dziewczyn które chcą zostać AP w Stanach ? Np. co do wyboru rodziny lub finansów.
 Co do rodziny: dopytać się DOKŁADNIE czego rodzina od was oczekuje. I chcieć do na piśmie w mailu, dokładnie rozpisane zasady co gdzie jak o której i czemu. Potem w razie czego będzie się od czego odwoływać :) I pytać się o szczegóły: czy oczekują od was sprzątania w kuchni, zmywania, robienia prania, gotowania itp.
Jeśli lepiej się czujecie w wielkim mieście: nie pchać się na wieś. I odwrotnie.
Finanse: jeżeli jedziecie do USA jako au pair w celach zarobkowych: zły pomysł.
Jedźcie na Work and Travel. Jeźdzcie do UK, Norwegii, ale nie jako au pair do USA.
Bo co to za sens jechać taki kawał przez ocean, żeby nigdzie nie wyjeżdżać, nie zwiedzać, nie poznawać kontynentu, tak całkowicie różnego od naszego

Myślisz że po doświadczeniach jako AP zdecydujesz się na swoje dzieci ?
Dzieci uwielbiam, dają mi dużo radości,  ale swoich nie planuję mieć.
I bycie AP w żaden sposób nie wpłynęło, ani nie zmieniło mojej decyzji.

Żałujesz czegoś w decyzji zostania na drugi rok ?
Żałuję tylko tego, że zostałam drugi rok z tą samą rodziną.
Jak to się mówi: wybrałam sprawdzone zło. Nie zaryzykowałam wyjazdu na drugą stronę USA, bo bałam się, że mogłabym nie znaleźć rodziny. Stchórzyłam jednym słowem. Jeżeli miałabym drugi raz podejmować decyzję, to zdecydowanie pojechałabym odkrywać drugie wybrzeże USA.

Dlaczego postanowiłaś zostać drugi rok u tej samej rodziny? Nie kusiło Cię przenieść się w inny zakątek USA?
Z wygody. Jak pisałam wyżej: wybrałam mniejsze zło. Kusiło mnie przenieść się w inny zakątek, oj kusiło. Jak zrobiłam , tak zrobiłam. Widać tak miało być :)

Łatwiej w Stanach niż w Polsce zagadać do kogoś na ulicy ?
Oj tak! Tu zagadują cię non stop i można bez pardonu podejść i zagadać kogokolwiek! HOW ARE YOU DOINGGGGGGGG TODAY????? :D

Ciężko jest ci się zebrać po pracy żeby wyjść gdzieś z domu ?
W tygodniu: bardzo. Jestem zmęczona i marzę tylko, żeby rzucić się na łóżko, posiedzieć z kompem, coś obejrzeć i lulu. Jak wychodzę, to albo na siłownię, na zumbę lub do sklepu na dół po sushi albo lody :P Zdecydowanie lepiej idzie mi wychodzenie w weekendy :)

Znasz dużo AP z twojej okolicy lub innych stanów, jak się je poznawałaś ?
Niestety moja agencja nie jest popluarna na tym wybrzeżu ( IE jest z NY, tutaj rządzi APC :) ) więc mało jest au pairek.  Inne au pair poznawałam na kursach i potem więcej ludzi przez nie.

Co najbardziej denerwuje Cię w Twoich hostach?
Na to pytanie odpowiem jak już wrócę do Polski :) Długo by wymieniać :P

Byłaś au pair w Niemczech? Czy sądzisz, że było warto? Nauczyłaś się niemieckiego? ;p
Studiowałam niemiecki, więc bycie tam służyło raczej osłuchaniu się, pogadaniu i oczywiście jak zwykle: zwiedzaniu. Niemcy to specyficzny naród. Ale ja się zakochałam w tym języku, który uważam za cudowny (tak, własnie widzę wasze miny:   o_O   ) więc uważam, że było warto choć miałam tam również za każdym razem przeboje :P Zdrowotne i host familijne. Kiedyś opiszę :)

Co z podatkiem od "zarobków" Au Pair ? Gdzieś czytałam że najlepiej zapłacić jak się chce później zostać na dłużej i np przy staraniu się o stały pobyt może być problem.Jak jest ?
Szczerze: nie zapłaciłam tego. Przy tym co my zarabiamy to jest śmieszne, żeby im jeszcze tyle oddawać.  To jest program cultural exchange a nie " zaróbmy grube dolary" :] Trend wśród au pair jest raczej do nie płacenia.

Jaki był całkowity koszt programu (cena wszystkiego co trzeba bylo zaplacic do momentu zasiadniecia w smaolocie). Znasz jakichs chlopakow ktorzy brali udzial w Au Pair ? Co o tym sądzisz ?
Koszty są różne. Najlepiej przejść się po wszystkich agencjach i zebrać informacje i wtedy na spokojnie wybrać. 
Znam chłopaków au pair. Np dwie rodziny w okolicy tylko biorą facetów. Jest to jednak nie zbyt popularne. Ja osobiście uważam, że żeby wyjechać jako men au pair to trzeba mieć jaja i jestem jak najbardziej za! :) I na miejscu rodziny, która właśnie ma np 3 synów na pewno wybrałabym faceta , żeby się nimi zajmował.

 Za czym będziesz najbardziej tęsknić po wyjeździe ze Stanów?
Za kalifornijską pogodą przede wszystkim!!!!! :) Za szerokimi autostradami. Za chodzeniem do sklepu w piżamie gdzie nikt się nawet nie obejrzy i nie zdziwi. Za sushiiiiiiiiii. Za beztroskim życiem, które mogę tutaj często i gęsto praktykować, bo niestety po powrocie do PL dostanę mocno w D. od rzeczywistości. No i oczywiście za kawką ze Starbucksa :P

Które miejsce wywarło tu na Tobie największe wrażenie?
Grand Canyon- bo aż zamilkłam  z wrażenia na dłuuuugą chwilę. To teraz nie umiem tego opisać słowami.
I Hawaje. Ach Hawaje...

Czy gdyby sprawy wizowe wyglądały inaczej i nie byłoby tyle problemów z przeniesieniem się do USA, zastanawiałabyś się nad życiem w tym kraju?
A da się jeszcze  USA przysunąć bliżej do Europy?? :P heheh
Tak. Zdecydowanie bym się zastanawiała. Bo zarabiając przyzwoicie stać by mnie było na latanie do domu, do rodzinki.

Jak wyglądają formalności/załatwienia jeśli chce się zostać i przedłużyć wizę o rok?
Trzeba do kraju wtedy przyjechać?

Nie trzeba. Nawet agencja mnie ostrzegała, żeby nie załatwiać tego np. w czasie odwiedzin w PL, bo zdarza się, że  w ambasadzie nie przedłużają i wtedy kiszka. Tutaj wysyła się jeden papierek z potwierdzeniem,      że ma się wymaganą ilość godzin lub kredytów za szkołę ( bo to jest warunek ) i wszystko załatwia agencja.

Ile mniej wiecej dolców trzeba wziąć ze sobą jak się wyjeżdża jako au-pair? 
Wystarczy z 200baksów? Co chcę się czuć pewnie ,że na nic mi nie zabraknie... A i jeszcze jedno - w ramach 13tego miesiąca wizy już nie można się wybierać za granicę?
Zależy jak bardzo jesteś rozrzutna :P Ja miałam mniej niż 200 $ i starczyło na pierwszy tydzień :) Jak już jesteś z rodziną to muszą Ci zapłacić za ten tydzień co byłaś na szkoleniu. Bo to się już wlicza w godziny pracujące :)
W trakcie 13 miesiąca nie wolno wyjeżdżać za granicę USA. Jak wyjedziesz to Cię nie wpuszczą z powrotem.

EDIT:
sprawa z płaceniem za tydzień w którym było się na szkoleniu okazała się zagadkowa, bo myślałam, że wszystkie mają płacone za ten czas, a okazało się, że większość nie ma. Napisałam maila do LC , żeby wyjaśniła jak to na prawdę wygląda i czy może to zależy tylko od rodziny...

EDIT2: 
ok, z góry przepraszam, za wprowadzenie Was w błąd. <mojawinamojawina> :( :(

LC napisała mi ,że rodziny nie mają obowiązku płacić za ten tydzień kiedy jesteśmy w NY. 



Nie wiedziałam o tym, że rodzina ma swoją nianię na wyłączność, także w weekendy, byle by tylko zmieścić się w 45h/tydz. Sądziłam, że wolne weekendy to wymóg i norma... Tak jest tylko w Twojej agencji czy inne też tak funkcjonują?
Co do weekendów: au pair ma pracować 45h tygodniowo, rodziny rozkładają sobie te godziny jak im się podoba. W umowie jest jedynie wymaganie, że musimy mieć półtora dnia wolnego w tygodniu plus zagwarantowany jeden cały wolny weekend zaczynając od piątku wieczorem. I to jest standard agencyjny. A jak to wygląda w praktyce to wiadomo :P

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Big Bang.




Bang dosłowny.
Miałam w piątek poważny wypadek samochodowy.
Wróciłam po szkole z dzieciakami do domu i miałam jechać z Młodym na kung fu.
Ale hostka mi powiedziała, że dziś wyjątkowo nie ma zajęć tam gdzie zawsze, tylko musimy jechać do miasteczka obok.
Nie chciało mi się niesamowicie, Młodemu też, ale jak trzeba to trzeba,
Zanim zapakowaliśmy się do samochodu, po raz pierwszy odkąd tu jestem założyłam zimową kurtkę, bo było wyjątkowo zimno, ok 3st i zmusiłam Młodego, żeby również założył swoje UGGsy i ciepłą bluzę.
A zazwyczaj jak jedziemy na kung fu to on jedzie albo bez butów, albo w klapkach, bo tylko wyskakuje z samochodu prosto to klasy.
Zjechaliśmy z naszej mega góry i nagle się zorientowałam, że zostawiłam telefon na stole.
Młody się pyta po co zawracamy, to mu mowię, że nie można z domu bez telefonu wychodzić, bo jakby się coś stało to nie będzie jak mamy powiadomić.
.........
Wzięłam telefon, wsiadamy do auta, jedziemy.
Po drodze stoimy w korku i patrzę na księżyc.
Ponieważ było bardzo mroźno i  ani jednej chmurki na niebie, to widać było jak księżyc jest przysłonięty i został tylko cieniutki siep.
Wyglądało to niesamowicie.
Zazwyczaj zachwycam się takim widokiem, a tu nie wiadomo czemu, spojrzałam na "Łysego" i pomyślałam: źle wygląda, coś się stanie.
A moja intuicja nigdy nie zawodzi...
Przejechaliśmy w końcu przez korek i dojeżdżamy do zajazdu z autrostrady.
A tam cała linia do zjazdu zapchana.
Przede mną jakieś 15 aut stoi, więc stanęłam grzecznie też.
Stoję i nagle słyszę huk, tłuczone szkło i mocne uderzenie..
I w tym momencie mój umysł zrobił coś niesamowitego..
widziałam siebie, w zwolnionym tempie, lecącą przez kierownicę do przodu..
Bezwładne ręce, głowa..
I nagle pstryk!
Ocknęłam się i widzę, że mój samochód leci do przodu na boczne 4 pasy autostrady a ja wciskam gaz..
Natychmiast zahamowałam, i tylko wrzasnęłam MAAXXXXXXX.
On przytomnie krzyknął im ok, im ok.
Włączyłam awaryjne, wyskoczyłam z auta i poleciałam wyciągnać Maxa.
Wtedy zoabczyłam jak wygląda nasz samochód i dwa auta za nami..
Młodego musiałam wyciągać przez przednie okno...
Chwyciłam go i uciekłam na bok.
Facet, który stał przedmną zjechał na bok i biegał i sprawdzał czy nic nam nie jest.
Zadzwonił pod 911 i biegał rozstawiać race świetlne, bo ruch był taki, że ktoś by mógł w nas jeszcze przywalić.
Z ostatniego samochodu wyszła babka z 18m-cznym dzieckiem.
Miała złamany nos, ale nic im się nie stało.
Jej auto porzodu już zbytnio nie miało, części były porozwalane na drodze i ciekła benzyna.
Facet, w którego uderzyła, wleciał w drzewa na poboczu.
Cały przód i tył miał skasowany, z kurka lała mu się benzyna.
Jemu też cudem nic się nie stało.
A moje auto...
moje auto stało na środku dwóch ruchliwych pasów.
W wakacje zamienili mi VW Jette, na jak ja to nazywam Ogryzka: Honde FIT.



I teraz ten mały wypierdek stał bez tylniej szyby, bez bagażnika, bez tylniego prawego koła.
Ten facet wbił się w moją Hondę i zatrzymał 30 cm za plecami Młodego....
Wydaje mi się, że moja ucieczka do przodu i mój odruch wciśnięcia gazu go uratował, bo facet miał czas na skęcenie w prawo.
Bo inaczej wbiłby się w to nasze małe coś jak w masło....

Policja przyjechała po 15 minutach, co było skandaliczne, biorąc pod uwagę miejsce, porę i wygląd samochodów.
Ale nie śpieszyło im się, bo nie było rannych.
A my staliśmy wszyscy na boku autostrady, po ciemku, w mrozie.
Nogi mi się trzęsły jak szalone i co 3 sek pytałam się Młodego czy coś go boli, czy dobrze się czuje.
Powiedział, że tylko nogi mu się trzęsą.
Kazałam mu trzymać mnie za rękę i pod żadnym pozorem nie puszczać.
I tak staliśmy i czekaliśmy..
Dzięki Bogu mieliśmy ciepłe ciuchy, w które siłą wcisnęłam młodego przed wyjściem.
Było niesamowicie zimno.
5 minut przed przyjazdem policji, zatrzymał się jakiś facet i podbiegł do nas i zaczął się pytać czy ktoś potrzebuje pomocy, czy wszyscy są ok, czy chcemy jakieś koce, czy ktoś potrzebuje zadzwonić i powiadomić kogoś.
Pytał się każdego z osobna, bo nie dowierzał, że nic się nikomu nie stało.
Dopiero jak wszyscy powiedzieli, że jesteśmy fine, to uspokojony odjechał.
Myślę, że był to jakiś lekarz, który akurat po drodze przejeżdżał i zobaczył co się stało.
Pierwszy przyjechał holownik i najpierw zaczął się za usuwanie mojego auta ze środka jezdni.
Wrócił i powiedział: no tym to już pani nie pojedzie.
W końcu dotarła policja i zaraz za nią karetka.
Wzięli mnie z Młodym i babkę z dzieckiem do środka, pozwolili nam się ogrzać i sprawdzili czy z nami wszystko w porządku.
Młody nawet dobrze się bawił.
Siedział i mówił 'Aniaaa pierwszy raz jestem w karetce, it's so cool!!"
Szybko mu przeszło.
Ja siedziałam w szoku, odpowiadałam na wszystkie pytania policji i lekarzy, i tłumaczyłam, że to nie mój syn, że ja jestem nanny i że car belongs to my host parents " your husband??" nooo HOST PARENTS. "husband??" . ehhhhh...
Spisywanie wszystkiego zajęło ok godziny.
Policjant też był zdziwiony, że nic nam nie jest.
Muszę przyznać, że zajęli się nami niesamowicie sympatycznie, wszystko z uśmiechem, cierpliwie.
Po godzinie nasz Ogryzek vel Wrak został załadowany na lawetę, straż już sprzątała benzynę i resztki aut, a nas Pan Holowniczy zostawił na tak zwanej Plazie, czyli małym centrum handlowym, gdzie znalazł nam kawiarnię, w której mogliśmy poczekać na hostkę, żeby nas odebrała, bo on z samochodem jechał na policyjny parking.
Ja nadal się trzęsłam, ale Młody widziałam, że był całkowicie pochlonięty karetką i tym, że jedzie na przednim siedzeniu tow truck.
I kazał mi przestać go ciągle przytulać i pytać czy jest ok.
Wytłumaczyłam mu, że fakt iż uderzył się w głowę jest deadly serious i ,że jeśli nawet paznokieć go zaboli, to ma mi natychmiast powiedzieć.
To mi powiedział, że go za mocno przytulam i to go boli.
Małpiszon mały no :)
Siedzieliśmy w tej kawiarni prawie godzinę.
Dlaczego?
Bo jak się Młoda w domu wysypała, hostka zamówiła pizzę na kolację i musiały czekać na dostawcę...
Ich reakcji na wypadek i to co się stało nawet nie chcę opisywać, bo brak mi słów i w głowie mi się to nie mieści.
Powiem tak: zupełna obojętność i znieczulica.

Wróciliśmy do domu, poszłam do siebie do pokoju, nogi mi się trzęsły  i ciągle przed oczami widziałam ten moment kiedy leciałam w zwolnionym tempie.
Położyłam się i starałam się uspokoić.
Dopiero teraz zaczynały mnie boleć plecy, kark i ręce.
Po 3h wyszłam na górę coś zjeść, ale nie mogłam nic przełknąć.
A oni siedzieli i mieli movie night...nawet się nie odwrócili...
Potem dostałam tylko sms, że jutro rano o 10.00 będziemy jechać, po nowy samochód do wypożyczalni i muszę tam być...

Rano nie mogłam otworzyć oczu.
Miałam spuchnięte całe oczy, chociaż nie płakałam.
Chyba, że przez sen i nic o tym nie wiem..
Nie mogłam szyją ruszyć, ręka mi cierpła i czułam się kompletnie wypruta z emocji.
Było mi wszystko jedno.
Wyszłam na górę o tej 10.00, a host: w poniedziałek  będą do Ciebie dzownić z ubezpieczalni, wypytać po wypadek bla bla bla, to co- Honda się sprawdziła bo nic wam się nie stało, nie?
Spojrzłam się na niego i spytałam: "Are you serious?? Trzy auta są do kasacji, młodego wyciągałam przez przednie okna, bo samochód zatrzymał mu sie na plecach i po naciśnięciu hamulca samochód leciał nie wiadomo ile jeszcz do przodu and you're asking me if the Honda is a good car?"
Bo on chcąc oszczędzić wziął taki mały wypierdek do wożenia dzieci, który nawet ledwo podjeżdża pod naszą górę, na której mieszkamy..
Bez komentarza.
Pojechaliśmy po nowy samochód  do wypożaczalni, a ja cały czas gdy patrzyłam na kierownicę to widziałam lecącą siebie i te bezwładne ręce.. straszne uczucie.
Nawet nie pamiętam jak mnie rzuciło do tyłu.
Tylko to zwolnione tempo.
W wypożyczalni wybrał mi sporego Forda, wręczył mi kluczyki i to wszystko.
Bye.
Musiałam wrócić do domu.
Jechałam żółwim tempem, kierownicę ściskałam mocno i jak maniaczka wpatrywałam się w górne lusterko i sprawdzałam, czy Ci za nami na pewno hamują i we mnie nie wjadą.
Przez cały dzień nic nie mogłam zjeść.

W niedzielę obudziłam się znowu ze spuchniętymi oczami, nadal mnie kark i bark bolał.
Dalej nic nie mogłam zjeść i czułam się taka zobojętniała i taka "whatever"
Młoda miała tego dnia b-day party w domu, na którym chciała, żebym była, więc stwierdziłam, że wytrzymam i pojadę do szpitala na kontrolę po tym.
Okazało się, że moja obecność na party polegała na tym, że hostka mi tylko mówiła " could you do hot cocoa? could you warm up cider? could you change plates for cake?could you this....do that.... thank you."
A co ja durna robiłam??
To o co ona prosiła.
Byłam taka zobojętniała, że nawet nie umiałam zaprotestować.
Nawet mi się nie chciało uśmiechać.
Snułam się tylko i robiłam to co ona mi kazała.
A host z Młodym się cwanie zwinęli do kina i zostawli mnie i ją i 12 rozwrzeszczanych  dziesięciolatek.
Po 2h hostka rzuciła pomiędzy jednym łykiem kawy a drugim " how are you feeling?"
Mówię, że really bad and i will go to ER to check my eyes and neck.
"But after the party?"
Oczywiście, że after the party, bo przecież nie śmiałabym jej zostawić samej na urodzinach jej dziecka....!
Impreza się skończyła.
Posprzątałam, pozmywałam i mówię, że jadę na Emergency.
"OK, let me know when you come back"
Wróciłam po 2,5 h, widzieli, że wchodzę do domu.
Chyba nie muszę mówić, że nikt się nie zapytał co i jak...
I teraz siedzę i ryczę i piszę posta.
Czuję się fatalnie.
Psychicznie i fizycznie.
W szpitalu mnie zbadali i lekarz powiedział, że mam po prostu szok mięśni po nagłym uderzeniu i powinno mi przejść za ok 3 dni, a oczy tak reagują na wielki stres i uderzenie głową w zagłówek, ale że żadnych zmian w obrębie głowy nie ma, ale jeśli mi do środy nie przejdzie to mam natychmiast wrócić na ER.
Powiedział też, że nie powinnam jeździć przez parę dni, leżeć i rozluźnić mięśnie.
Już to widzę.
Jutro muszę zawieźć dzieci do szkoły, jechać na policyjny parking powyciągać rzeczy, które zostały w aucie, załatawić wszystko z ubezpieczniem, odebrać dzieci, porozwozić na zajęcia.
Hosta nie ma, bo wyjeżdża, hostka pracuje.
Już to widzę jak odpoczywam.
Au Pair nie może chorować, mieć wolnego.
Bo niestety, ale amerykańskie matki nie umieją się same zająć swoimi dziećmi.
One po każdym weekendzie z dziećmi są mega zmęczone i muszą odpocząć.
Dlatego program au pair jest taki popularny w stanach...
Idę spać.
Jestem wykończona.
Rano  o 6.15 pobudka.
Bo dzieci same się do szkoły nie wyszykują.....



EDIT:
wstałam rano, wychodzę na górę potłuczona,mówię HI.
Hostka robi sobie kawkę, zmienia ściółkę świnkom, gotuje organiczne brokuły dla psów a ja się kręcę i robie dzieciom lunch.  Po dłuższej chwili pyta się : how was in ER?
Mówię, że mięśnie mam mega naciągnięte, że powinno mi przejść do środy, oczy mam schładzać i mam dużo odpoczywać i dostałam tabletki na rozluźnienie mięśni, po których  nie wolno mi jeździć autem i za dużo robić przez parę godzin.
"AHA OK".
I odwróciła się robić pianę do kawy...
Siedziałam w kuchni i się popłakałam.
Ja jeszcze jakoś wierzyłam i liczyłam, że może mi powie : "i can take kids to school" czy cokolwiek.
Zwłaszcza, że ona cały czas pracuje w domu.
Sama sobie układa godziny i dysponuje czasem.
Więc pół godziny by ją nie zbawiło.
Oni się nawet nie spytali czy nie boję się jeździć samochodem...
A spędzam w nim dziennie ok 4 godz wożąc ich dzieci...


Zostało mi już tylko 170 dni, a pracujących jeszcze mniej.
Co zaczęłam- skończę.
I nie chcę ich już więcej widzieć.



środa, 18 lipca 2012

Ale jazda! vol. 3

Ciąg dalszy biblii dla kierowców.


ROZDZIAŁ TRZECI.
Cała reszta.


Po dwunaste.

Gdzie są światła i znaki, które nas dotyczą?
Po drugiej stronie drogi!
Tzn. jeśli stoimy na skrzyżowaniu znaki informujące nas, który pas jest do czego, czy można zawrać, skręcać itp, nie będą tak jak w polsce na wyskości naszego samochodu, że trzeba się kłaść na desce rozdzielczej, żeby zobaczyć czy się zmieniło światło, tylko będą za skrzyżowaniem.
Na początku jest to bardzo mylące, bo ja np. a poczatku gapiłam się nie na to co trzeba, nie mogłam znaleźć znaków i w ogóle nic tylko weź kobietokudłata zjedź z drogi.






Po niepechowe trzynaste.

Pechowi kierowcy.

Cińg ciańg ciąg chińczyk jedzie!
Najgorszy kierowca jaki może być w stanach.
Poznać ich można po tym, że jeżdżą vanami, minibusami i wszystkim co może pomieścić wielopokoleniową, skośnooką rodzinę.
Chińscy kierowcy uważają, że są sami na drodze.
Co bardzo mnie dziwi, zważywszy na kosmiczną ilości ludzi na metr kwadratowy w ich kraju.
Nie używają kierunkowskazów.
Nie obracają głowy przy zmianie pasów.
Nie sprawdzają martwego pola.
Siedzą przylepieni do kierownicy, tak aby ją objąć rękami, nadgarstkami, łokciami, a najlepiej to się prawie położyć na nią.
Na dodatek kobiety jeżdżą w tych wszystkich kosmicznych nakryciach głowy.
Daszki, mycki, sombrera, czapki z daszkiem UV, plus afrykańskie osłony na kark.
Niektórym to mało do namiotu brakuje.
Do tego rękawiczki i wielkie czarne okulary.
Żeby broń boże jakiś promyczek słońca nie musnął bladokredowej cery.
Więc się pytam: po co mieszkasz w CA?? Ehhh..
Na prawdę: każdy wam powie, że to najgorsi kierowcy.








Drugimi mistrzami są meksykanie.
Z reguły w kabinie siedzi ich trzech. Jazda na zimny łokieć, w tle  hiciory z meksykańskiej listy przebojów i latające narzędzia z tyłu trucka.
Grabki, miotły, łopaty.
Na własne oczy widziałam dwa tygodnie temu jak facet przede mną oberwał miotłą, która na szczęście poleciała na bok więc ja nie zaliczyłam przy okazji.




Kolejną grupą, którą bardzo często spotyka się na drogach to emeryci i renciści.
Bogate babcie w Jaguarach i jeszcze bogatsi dziadkowie w Ferrrari.
Wiadomo- wesołe jest życie staruszka. Zwłaszcza w USA.
Siedzą  2 cm od kierownicy jak mistrzowie z wyżej wymienionej grupy pierwszej chińskiej.
Okulary ogromne na nosie. I ledwo ich widać zza tej kierownicy.
Prują po autostradzie z prędkością rozpędzonego ślimaka.
Szarżują przy zmianie pasa nie włączając kierunkowskazów i nigdy przenigdy nie obracają głowy przy sprawdzaniu martwych punktów.
Zresztą w tym wieku to ja pewnie też nie będę mogła jej obrócić :P









Po czternaste.


Podziękowania.
W PL i chyba w większości w Europie jak dziękujemy w ruchu drogowym to albo machamy uprzejmemu jegomościowi prawą ręką  tudzież pykamy króciutko awaryjnymi.
Tutaj otóż nie.
Tu się tylko macha.
Czasami ludzie machają ThankyouThankyou tak dziękczynnie, że nie wiem czy osoba macha bo mnie zna, czy odgania muchę, czy jest tak porażona moją łaskawością i faktem, że ją przepuszczam.
W Polandii zawsze przepuszczałam autobusy i śmieciarki, bo cieszyłam się jak dziecko jak mi zamigali światłami :)
A jak jeszcze mignęli kierunkowskazami na trzy na zamianę to już w ogóle szał.
Ehh mała rzecz a cieszy.




Napiętnowane piętnaście.


Napiętnowanie mandatami.
Posiadam sztuk jeden za to nieszczęsne przekroczenie czasu postoju.
Jak kara jest mała to można go zapłacić online w ciągu dwóch tygodni i wszyscy zapominają o sprawie.
Jak kara jest duża to portfel będzie bardziej pusty.
Nie wiem jak to dokładnie wygląda ze strony prawnej, sądowej itp, więc jeśli ktoś z czytających dostąpił owego zaszczytu  i chciałby się podzielić z innymi swoją historią to chętnie ją zacytuję.
O tutaj:   "_________________________________________________
________________________________________________________"




Po szesnaste:


"My super sweet sixteen"
Prawo jazdy można tu dostać już mając szesnaście lat.
To prawka z reguły rodzice dorzucają super wypasiony samochód.
Szczęka mi często opada  do samej ziemi, a i czasem pod ziemię, jak widzę jakimi furami te dzieci jeżdżą.
I to zaraz po zdaniu egzaminu!
Niestety czasem zdają też egzamin z życia i niestety kończy się to tak:






Ten wypadek spowodował 17 latek jadący za szybko na prostej jak drut drodze, którą często jeżdżę.
O 9.30 rano.
Zabił ojca i jego 9-letnią córeczkę a druga 12-letnia zostala ciężko ranna.
Ściął hydrant, obrócił się kilka razy i wbił ich w budynek.
To miejsce do dziś jest zasypane kwiatami i pluszowymi misiami.
Jechał potężnym samochodem. Cadillac Escalade to jest potwór.
Rodzice mu kupili, bo to lans, szpan i ach och, dla dzieci wszystko.
Najpierw by się nauczył normalnym autem jeździć.
Ale to jest Ameryka. To co widać w MTV Cribs, Pimp My Ride, My Super Sweet Sixteen- tak. to tak wygląda.
I dlatego za każdym razem jak jadę z moimi do domu i turlam się drogą, którą wraca całe okoliczne high school to włos mi się jeży na głowie.




Koniec cześci trzeciej.
Jeśli ktoś ma jeszcze jakiś pomyśł co ominęłam, albo o czym by chciał się jeszcze dowiedzieć w temacie jazdy to śmiało pisać. Dorobimy czwartą część :)


CZĘŚĆ  PIERWSZA: Ale jazda! vol 1

CZĘŚĆ DRUGA: Ale jazda! vol 2


.

wtorek, 15 maja 2012

Ale jazda! vol. 2

Ciąg dalszy podręcznika szalonego kierowcy.

ROZDZIAŁ DRUGI.
Mam wy-LANE, czyli wszystko o dziwnych pasach ruchu.


Po siódme.

Carpool Lane.
Linia szybkiego ruchu na autostradach.

Działa od poniedziałku do piątku w konkretnych godzinach np w moich okolicach: 5-9 plus 15-19.
I w tym czasie można na niego wjechać tylko, gdy w samochodzie są więcej niż dwie lub trzy osoby









Jest to świetny sposób na ominięcie gigantycznych korków, dlatego często ludzie pracujący w tej samej firmie umawiają się, zgarniają innych i  natępnego dnia zmiana-jedzie kolejna osoba.

Są również portale gdzie można się zgadać z innymi.
Wtedy dzieli się koszty benzyny i oszczędza mnówstwo czasu.
Za używanie carpool'a w pojedynkę można dostać uroczy mandacik ok 450$.
Więc nie warto oszukiwać.
I amerykanie raczej nie oszukują.
Wygląda to dość nietypowo kiedy pruje się carpool'em o 14.59 i nagle wszyscy grzecznie o 15.00 zjeżdżają na prawo by zwolnić ten pas.
A jeszcze ciekawiej wygląda autostrada kiedy wracam z dzieciakami i mogę godnie wjechać na carpool i tak sunąć przez kilkanaście kilometrów a 5 pasów obok ani drgnie.
Wtedy dopiero widać ilu amerykanów ma samochody i jeździ w pojedynkę.
Dlatego władze bardzo propagują "carpool'owanie", żeby choć trochę zmniejszyć korki.




Po ósme.
Bike Lane.
Ehh rowerzyści.
Wyskakują nie wiadomo skąd i nie wiadomo kiedy.
Dużo ich tutaj. Trzeba przyznać.
Na szczęście jeżdżą w kaskach i z odblaskowymi elementami na ubraniach.
I prawie wszędzie przy dużych ulicach mają swój własny pas po prawej stronie.





Jest zazwyczaj dobrze oznakowany.



Ale czasem może być w dziwnym miejscu np: pomiędzy dwoma pasami ruchu dla samochodów.



I wtedy trzeba się milion razy więcej obejrzeć, bo rowerzyści mają to do siebie, że myślą, iż my, skoro mamy lepsze hamulce, to możemy zahamować w razie czego.
A on nie musi i mknie jak ta strzała rozpędzona.
Więc na tą strzałę trzeba mieć oko cały czas. I porządnie oglądać się przez ramię.
W czasie egzaminu na prawko bardzo zwracają na to uwagę.
Na bike lane można najechać jedynie, gdy chcemy skręcić w prawo.


Po dziewiątne.
Center Lane.
Ciekawostka amerykańska.
Uważam to za świetne rozwiązanie.
A mianowicie: jest to pas ruchu tylko do skrętów.
Dzięki temu nie blokujemy ruchu za  nami.
Jest wciśnięty pomiędzy właściwymi pasami o tak:





Można nim jechać jedynie 200 stóp, czyli 60 metrów, czyli ogólnie im krócej tym lepiej.



 Po dziesiętne.

Bus Lane, Taxi Lane.

Jak sama nazwa wskazuje, pas tylko dla autobusów i taksówek.
Głownie spotykana w centrach dużych miast.
Można na nią wjechać jedynie przy skręcaniu w prawo, pod warunkiem, że jesteśmy bardzo blisko tego zakrętu (to samo obowiązuje przy Bike Lane)
Bo się czają czajniki wszędzie i tylko czyhają. 
I mandacik gotowy.




Po jedenaste.
Exit Only Lane
Tym pasem jadą tylko ci, co zjeżdżją z autostrady na maksa w prawo, podczas gdy innymi można pojechać prosto lub w prawo.
Zanim zobczycie znak często widac już wcześniej charakterystyczną przerywaną linię, która zamiast  podłużnych odcinków będzie miała kwadraciki.



Koniec części drugiej.
CDN


 Bierzcie i uczcie się z tego wszyscy :)


CZĘŚĆ PIERWSZA:  Ale jazda! vol 1
CZĘŚĆ TRZECIA:  Ale jazda! vol 3


.

piątek, 11 maja 2012

Ale jazda! vol. 1

Dziś będzie post edukacyjny.
Samochodowo-edukacyjny, bo auto w stanach rzecz niezbędna.
Bez niego ani rusz.
Chyba, że się mieszka w samym centrum wielkiego miasta,,
Ale w sumie to wtedy jest też ani rusz: "ani się ruszysz w tym korku".
Ja w samochodzie spędzam dziennie ok 4 godz.
A dupsko rośnie...
Samo zwiezienie dzieci do szkoły plus powrót, plus odebranie ich i dowiezienie do domu to w sumie 2,5 godz.
Jak dobrze pójdzie bez korków.
W jedną stronę mam 10 mil więc: zawieźć, wrócić, pojechać, odebrać to daje x4= 40mil, czyli 65 km.
Na samą szkołę!
To jak z Gdyni na Hel.
Z Warszawy do Garwolina.
Z Krakowa do Rabki albo do Mysłowic.
I tak 5 razy w tygodniu.
Plus po szkole trzeba porozwozić towarzystwo po dodatkowych zajęciach co daje dodatkowo ok 15 mil (24km).
Bywa, że jak jest mega napakowany dzień to spokojnie 100 km robię.
A dupsko rośnie...
Ale nie o dupsko mi tu chodzi.
Otóż chciałabym wyliczyć parę rzeczy, które są istotne w ruchu drogowym w CA, i które może ułatwią świeżynkom poruszanie się na amerykańskich ulicach.
Bo jeśli się do wszystkiego zastosujemy to obędzie się bez stłuczek, bez mandatu i ogólnie ułatwimy sobie czas spędzony w samochodzie, a w USA trochę go będzie.
Dziś część pierwsza, bo jest tego sporo, a chcę to ładnie, poetycko opisać.



ROZDZIAŁ PIERWSZY.
O ZATRZYMYWANIU SIĘ.

Po pierwsze primo.
Można skręcać w prawo na czerwonym.
Tak wiem, dziwne.
Ja dopiero po dwóch tygodniach tutaj dowiedziałam się dlaczego niektórzy na mnie trąbili jak nie jechałam i grzecznie na prawym pasie czekałam na zielone.
Przy tym skręcaniu oczywiście  najpierw trzeba się zatrzymać, uważnie rozejrzeć i dopiero wtedy jadymy.
Na niektórych skrzyżowaniach jednak jest taki znak:

No to wtedy nie można :)


Po drugie primo.

Skrzyżowania równorzędne ze STOPem.


BARDZO popularne w USA.
Wygląda to tak, że mam znak STOP z 4 stron i ruch odbywa się na zasadzie: kto pierwszy ten lepszy.
Zasada te obowiązuje również, gdy zepsute światła drogowe migają na czerwono lub żółto.
Jeśli jest to małe, nieruchliwe miejsce to jest oczywiście prosto, bo bardzo łatwo jest ogarnąć trzy pozostałe samochody i zobaczyć,  który zatrzymał się pierwszy.
Gorzej jak jest parę pasów i np. 6 innych aut.
Tak ciekawie jest w moim miasteczku, na  głównym skrzyżowaniu, gdzie światła często się psują.
Tam zazwyczaj jest więcej niż 6 samochodów..


Niezły kocioł. Oczy dookoła głowy. I zgadywanie, który samochód zatrzymał się sekundę przede mną, a który po mnie.
Co najlepsze: nigdy nikt na nikogo nie trąbi, każdy spokojnie czeka na swoją kolej, nikt nie macha w obraźliwych gestach do innych.
Nie ma tak, że wszyscy na raz wjeżdżają na skrzyżowanie i klops.
Zawsze, gdy ta sytuacja ma miejsce i to w godzinach szczytu, nie mogę wyjść z podziwu jak  ruch płynnie przebiega.
Bez żadnego problemu.
I od razu przypomina mi się artykuł, w którym pomysł wprowadzenia tego typu skrzyżowań na obrzeżach Gdańsku, został zmiażdżony i wyśmiany przez internautów.
Osobiście również nie wyobrażam sobie tego w Polandii.
Nie ta kultura jazdy. Niestety.
I raczej nikt nie zaprzeczy.
Przykro mi, ale widzę to tak:





Trzecie primo.
W USA często odlicza się, jak to fajnie nazwał Ross w "Friends": Mississipply.
Czyli: One mississippi, two mississippi itd.
Chodzi o to, że czas w jakim to wypowiadamy równa się jednej sekundzie, i w ten sposób można łatwo równomiernie odliczać czas.
No więc mississipi do zatrzymania samochodu ma się tak, że prawidłowe zatrzymanie na znaku STOP powinno trwać minimum One Mississippi.
Żeby dokładnie ocenić, kto był pierwszy.
Żeby oszacować niebezpieczeństwo.
Żeby nie dostać mandatu.
A mój host takowy właśnie za nieodliczanie dostał.
Bo policja się czai jka ten czajnik za równorzędnymi skrzyżowaniami i czyha.
I patrzy kto tylko muśnie hamulec, zwolni do 1mph i będzie udawał, że się zatrzymał.
Bez litości. 250 dolarów.
Więc radzę odliczać..





Po czwarte.

Jeśli gna straż pożarna, karetka, policja lub cokolwiek co ma światełka na dachu i hałasuje to robimy PULL OVER, czyli zjeżdzamy na bok i się zatrzymujemy.
W mieście należy uważnie się rozglądać i patrzeć na którym pasie jedzie pojazd, bo od tego zależy czy musimy zjechać na bok czy mamy stanąć.
Gdy jesteśmy na autostradzie to należy zjechać na prawo i zwolnić.
Na drodze do szkoły młodych jest szpital, więc mam okazję często przepuszcząc karetki  i również za każdym razem jestem pozytywnie zaskoczona jak ludzie reagują.
Ostatnio byłam blisko dużego skrzyżowania i usłyszałam karetkę.
I mimo, że było zielone światło nikt nie śmiał wjechać na to skrzyżowanie.
Wszystko zamarło, jedynie samochody obok mnie zjechały na bok by przepuścić ambulans.
Dopiero jak on przejechał na bezpieczną odległość ruch wrócił na drogę.
I nie ma polskiego zwyczaju, że gnamy za karetką, bo ona robi fajny, pusty pas za sobą :]




Po piąte.
School Bus.
Jeśli ma wystawiony znak STOP i migające światełka nie wolno dookoła niego jeździć.
Gdyby ktoś jednak bardzo chciał to przyjemność kosztuje 250$.
Tak więc zatrzymujemy się i czekamy cierpliwie aż milion dzieci z niego wysiądzie.
Albo i dwa  miliony.




Po szóste.

Zatrzymywanie się dłuższe, czyli parkowanie.
Znaków na ograniczenie parkowania jest tysiąćpięćsetstodziewięćset.
Do tego są jeszcze koloru krawężników:
czerwony: nawet nie podchodź!
żółty: hop z i hop do samochodu w celu wyrzucenia pasażera lub czegoś i nie może to zająć więcej niż 3 minuty.
biały: hop z/ hop do plus występują inne ograniczenia w postaci godzin, lub specyfikacji miejsca, przed którym ów krawężnik jest.
zielony: ograniczenia czasowe, z reguły w minutach
niebieski: tylko inwalidzi

Do limitów czasowych podchodzi się tu bardzo serio, o czym może świadczyć chociażby opisany już wcześniej mandat za moje 11 minutowe spóźnienie.
Więc jeżeli jest napisane, że ten parking jest na 27 minut, to radzę wam tam być już po 25 min.
Tak na wszelki wypadek jakby policji zegarek szybciej chodził.





Koniec części pierwszej.
CDN....



CZĘŚĆ DRUGA: Ale jazda! vol 2
CZĘŚĆ TRZECIA: Ale jazda! vol 3

czwartek, 16 lutego 2012

Kierownica.

Czekałam, czekałam i nareszcie się doczekałam.
Od dziś jestem oficjalna ( już nie tymczasowa!) kalifornijska kierownica :D
Werble proszę.................



W tle  są niedźwiadki kalifornijskie, jest motylek przecudny, jest fala dla surferów, jest i Yosemite Park.
Ale czymże był by kalifornijski dokument bez Golden Gate.
Odwracamy więc na drugą stronę i ach: most jest.

Cud, miód i orzeszki.



7 miesięcy im zajęło, żeby stwierdzić, że jednak jestem legalnie.
W końcu mogę przestać jeździć na tymczasowym, wymiętolonym papierku.
Nareszcie PaniWKasie tudzież PanOchroniarz w klubie, nie będzie tracić cennych sekund na wyszukanie daty urodzenia na zagmatwanym polskim prawku.
Które bardzo inteligentnie  urząd nasz ukochany wydał tylko z polskimi napisami.
Bo przecież by nie mogło być tak jak na dowodzie: data urodzenia/date of birth.
Ale nic.
Teraz mam całe w języku language.
Pełen lans.
No może nie pełen, bo zdjęcie wygląda jak z kolekcji Pokemonów.
Lokensy oczywiście wyszły z kadru.
Jak zwykle.
No i jedne dane się nie zgadzają.
130 lbs.
Kłamstwo przeokrutne.
Nie ważę 130 lbs!
..
..
..
ważę 150lbs.
Ale cichosza.
Samochód mój może przewozić duże ciężary ;)

Co ciekawe: prawko było zawinięte w karteczkę z tabelką alkoholika.
Jakie jest stężenie alkoholu we krwi po ilu drinkach plus parę przestróg, przykazów, nakazów i reklama rozdawania organów.




Achhhh, czuję się teraz taka w pełni, legalnie kalifornijska :D
 


.

piątek, 26 sierpnia 2011

7 minut.

Tyle trwał mój egzamin praktyczny na prawko.
Wyobrażacie sobie coś takiego w PL?
Pytanie retoryczne.

Zaczęło się od tego, że od miesiąc próbowałam się umówić na ten egzamin przez internet tak jak każą.
Ale system komupterowego umawiania, bestia złośliwa, ciągle odmawiał współpracy.
Więc wczoraj postanowiłam nawiązać współpracę bezpośrednią. W DMV.
Pani w okienku przyznała a i owszem, że system bestia złośliwa, więc dobrze, że przyszłam i czy mogę zdawać jutro  o_O.
To zaczęłam Ą,Ę,że nie bardzo, bo jestem kobieta matkująca i dzieci idą do szkoły dopiero we wtorek (P.S. dopiero!!! chyba najpóźniej w całych stanach!!!!#@!#!@#) więc tak jakby wolałabym w następnym tygodniu.
Nie ma.
A w następnym?
Też nie ma.
A w zanastępnym?
.....niee, też nie ma.
A kiedy jest?
W 9 października.
To niech będzie jutro.

I tym oto sposobem dziś o 11.10 wylądowałam jak ten jeden, wielki kłębek nerwów w DMV.
Niepotrzebnie.
To nie polski egzamin.

Wygląda to tak, że idziemy do okienka z tymczasowym prawem jazdy, które dostaliśmy po teście pisemnym i WAŻNYM ubezpieczeniem samochodu.
Pani stuka, puka, klika i drukuje milion formularzy oraz pokazuje wydrukowane zdjęcie do przyszłego dokumentu.
Ehh.....
No nic.. przy pokazywaniu trzeba będzie twarz na prawku zasłaniać kciukiem.

Następnie trzeba podjechać, w miejsce oznaczone DRIVE TEST, położyć te dokumenty na desce rozdzielczej i czekać na kata.

Kat w postaci chudziutkiego pana po 50tce spóźnił się pół godziny, w czasie której wypociłam chyba litry wody z całego tygodnia.
W końcu przyszedł, przedstawił się i kazał pomigać kierunkowskazami, a on w tym czasie biegał dookoła samochodu i sprawdzał czy działają.
Śmiałam się wewnętrznie, bo oczami wyobraźni zobaczyłam polskich egzaminatorów sprawdzających te miliony świateł w ten sposób.
Potem klakson i jadymy.
Zaczęłam o 11.32 a skończyłam o 11.39.
Pojechałam po bocznych uliczkach dookoła DMV i powrót.
Pan za każdym razem pokazywał ręką, o które prawo albo lewo mu chodzi :P
Widać trafiał różne egzemplarze.
A ja jeszcze cudnie zaczęłam ten egzamin, bo kazał mi dojechać tyłem do krawężnika.
No to jadę, a on że jeszcze do tyłu.
Ale przecież nie mogę!
Why???
Bo tam czerwony curb jest i nie wolno.
Ochhh faktycznie.
(plus 100 do zaimponowania mu znajomością kolorów curbów)

Na koniec pogratulował bardzo dobrej jazdy i  życzył "enjoy your stay in USA".
Z grzeczności spytałam czy jakieś błędy zrobiłam i otóż znalazł się jeden:
W USA przy drogach są bike lanes dla szalonych rowerzystów.




No i przy skręcie w prawo wjechałam niby za szybko i nie widziałam mojego blind spot z teoretycznym szalonym rowerzystą.
Więc na przyszłość mam uważać :)

 Tak więc z kwitkami wracamy do biura, pani znów stuka, puka, klika i drukuje milion formularzy, po czym informuje, że jako iż nie jestem rezydentem USA to weryfikacja dokumentów może trochę potrwać..
To trochę może trwać od 4 tyg do pół roku. (!!!!!)
A to wszysto przez to, że prawko jest tu obok SSN najważniejszym dokumentem.
Taki nasz dowód osobisty.

I muszą sprawdzić na milion sposobów czy nasz pobyt jest tu legalny, bla bla bla itd....
Oby przysłali mi to jak najszybciej.







wtorek, 2 sierpnia 2011

Drajver lajsens in inglisz..or mejbi in polisz?

W końcu udało mi się zapisać na test teoretyczny na prawko.
 Nauka jak to nauka: poszła w las i zostawiła mnie samą z testem.
Zanim  mnie zostawiła udało mi się przetłumaczyć z lepszym lub gorszym skutkiem kilkanaście dziwnych słów, które widziałam po raz pierwszy na oczy. 
Sądząc po częstotliwości występowania w książce z testami były nadzwyczaj ważne. 
I było ich zdecydowanie za dużo.

A teraz trochę nudnych faktów:

W każdym stanie są inne zasady dotyczące zdawania na prawko. W niektórych można jeździć na polskim, ale niestety nie w CA.
Tzn.  cytując z CA DriverHandbook: jak się jest Adult Visitng California i jesteśmy w celach 'zwiedzawczych' a nie imigracyjnych to można spokojnie jeździć na PL. 
Ale ja jako au pair legalnie zameldowana, z kontem w banku wypełnionym milionami dolarów i nr ubezpieczenia muszę posiadac tutejsze.
Zresztą wszystko się tu załatwia pokazując prawo jazdy a nie dowód, więc lepiej je mieć.

Minor Visiting California, czyli dziecięcia pomiędzy 16-18 r.ż mogą jeździć na swoim krajowym prawku tylko przez 10 dni od przyjazdu. Potem muszą zrobić amerykańskie albo zgłosic się po papierek, który potwierdzi ich finansową odpowiedzialność w razie wypadku.

Jak się zapisać na ten test?
Wchodzimy na stronę http://dmv.ca.gov/portal/home/dmv.htm
i klikamy w Online Services:





następnie wybieramy Office visit appointment:





Wypełniamy swoimi mega poufnymi danymi i na końcu drukujemy potwierdzenie zapisania się na egzamin:




I czekamy cierpliwie do dnia egzaminu.
...

Można i niecierpliwie.

...  !!#%@%@#!(*&^%!!!!!


Dzień egzaminu. 

Ja miałam wizytę na 14.50. Dzieciaki zostały z mamą, a ja na luzie pojechałam na test. 
Pod pojęciem luz kryje się niewidzialny makijaż i artystyczny nieład na głowie.
Z naciskiem na nieład.
Taktyczny błąd. 
Ale to potem.

Wracając do przebiegu:
podchodzimy do informacji gdzie po pokazaniu paszportu, wizy i wydrukowanego potwierdzenia dostajemy podkładkę z formularzem do wypełnienia i karteczkę z numerkiem.
Pani z informacji zaznacza markerem co trzeba wypełnić więc nie można się zgubić.

Po dotarciu do właściwego okienka oddajemy wypełniony formularz, zabierają paszport i numer ubezpieczenia do skserowania i wydają kartkę z danymi  oraz dowodem wpłaty.
Przyjemność kosztuje 31 $. 

I kolejne okienko.
Pan Chińczyk spytał czy dane są poprawne jeśli tak to proszę do zdjęcia. COO? Teraz? Tak już?
Do zdjęcia staje się przed tym samym okienkiem na stojaku z niebieskim tle. 
Zanim zdążyłam się spytać czy mogę ściągnąć okulary to paparazzi ukryci w maszynie już mi zrobili zdjęcie.
Jak z kroniki policyjnej. 
Niestety nie ma dubli.
Tylko jak są zamknięte oczy to mogą być.

No i Pan Chińczyk się pyta czy po angielsku chce zdawać. 
A ja dziarsko, że TAK, JAWOHL, natürlich !

Na teście jest 36 pytań, po 18 na stronę.
Usiadłam i  czytam...i czytammmm...a tak prosiłam bez chińskich słów, których nie znalazłam            w słowniku......

W PL test ma kilka odpowiedzi poprawnych, tutaj tylko jedna jest właściwa. 
Niestety w paru pasowało mi te kilka :P I trafiłam jeszcze 4 pytania o motory.
A tak jakoś ten dział no jakby ominęłam :P  
Omiotłam wzrokiem.
Raz.
No i masz! Trzeba było dwa razy omieść! 
Po 20 minutach wracam z testem a pan mi mówi, że niestety, ale na 6 możliwych błędów zrobiłam 7, więc mam sobie usiąść przejrzeć książkę jeszcze raz i wrócić za 5 minut.
No to wracam. 
Ci co ze mną zdawali też wracali.
Znowu wzięłam po angielsku.
I znowu kicha.
Się zdenerwowałam i poprosiłam o polską wersję.
Przemiły Pan Chińczyk poinformował mnie, że wersje w innych językach mają jeszcze dwie strony gratis ze znakami. 
Taki bonus. 
Jeeeee.
Dla pewności zapytałam ile razy jeszcze mogę zdawać: w sumie można cztery.  
Ufff.
Okazało się, że test po polsku był dokładnie tym samym testem, który zdawałam za pierwszym razem po angielsku, więc pamiętałam poprawne odpowiedzi :P 
Znaki były banalne.
Oddałam i elegancko zero błędów. 
Nawet Pan Chińczyk się uśmiechnął i mi pogratulował :)
Potem marsz do kolejnego okienka, gdzie wystawiają tymczasowe prawo jazdy, na którym mogę jeździć do czasu zdania egzaminu praktycznego, na który czasem trzeba czekać miesiąc:





Dlaczego do razu nie wzięłam tego testu po polsku?
Bo wszyscy ostrzegali, że jest beznadziejnie przetłumaczone i nie można się połapać o co chodzi.
A tu niespodzianka. Każde pytanie było jasne i konkretne.

Powiem jeszcze, że przy każdym okienku próbowałam im wcisnąć to nasze cudne międzynarodowe prawko w jeszcze cudniejszej okładce z szarego papieru toaletowego i co? Każdy mówił, że ich to nie obochodzi, oni tego nie uznają i do niczego jest to potrzebne :]

Tak więc w drogę! Jadymy!