Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakynthos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zakynthos. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 grudnia 2014

Do trzech razy sztuka.

Kurs zaliczony.
Decyzje podjęte.
Wypadałoby teraz gdzieś wyjechać.
I udało się.
Bo dobra karma wraca i  tak miało po prostu być.
Po milionie pytań, tysiącu etapów wykazywania się umiejętnościami żonglowania segregatorami, po zaprezentowaniu analitycznej zdolności do rozsadzania gości w autokarze wg długości palca serdecznego oraz błyskawicznego opowiedzenia Misji&Wizji Firmy podczas biegu przez płotki, dołączyłam do grona zacnych rezydentów Biura, nazwijmy go: WalizkaTravel.

[ Omińmy czterdziestoprzymiotnikowy opis radości ]

Wkrótce padła pierwsza propozycja wyjazdu: Ciao Bella Italia!

[ Omińmy sześćdziesięcioprzymiotnkowy opis radości ]

Wyjazd marzenie.
Trzeba było odkurzyć moje italiańskie słownictwo, przypomnieć sobie jak prawidło nawijać makaron na widelec i poćwiczyć wszystkie słynne włoskie gesty, żeby nie machać łapami w każdą stronę jak Ja-Pływak.
Byłoby zbyt dramatycznie.

W ramach przygotowań od razu zamówiłam sobie od razu fachowy, uczony przewodnik po tym rejonie.
Książka szła (chyba dosłownie szła) bardzo długo.
W końcu ją odebrałam, wracam w podskokach do domu, sprawdzam mail a tam....
                                                    " niestety nie pojedziesz do Włoch"
Mamma mia!!!!I co teraz ??
Zaproponowali mi dwa kierunki do wyboru i postawiłam na Turcję.
Koleżanka byłam tam aktualnie rezydentką, więc wybór był oczywisty.
Tak więc miałam poznać smak oryginalnej tureckiej chałwy zapijanej kawą po turecku siedząc po turecku na tureckim kazaniu.
Zaczęliśmy załatwiać formalności, bo tutaj już obowiązywała zaawansowana papierologia wizowa i konieczna wizyta w ambasadzie.
Żeby wczuć się w klimat Turcji i mile spędzić czas jadąc z Trójmiasta do Warszawy zamówiłam sobie przewodnik po tym kraju.
W Ambasadzie przedstawiłam PaniZaSzybką milion dokumentów,formularzy i zaświadczeń od Biura.
Pani zabrała moją makulaturę i zniknęła w czeluściach  konsulatu.
Gdy wróciła zadała mi pytanie czy byłam już w Turcji : NIE i czy skończyłam studia z zakresu turystyki: NIE i czy mam licencję pilota: NIE
Po czym PaniZaSzybką  wsunęła mi dokumenty w magiczną obrotową szufladę i powiedziała, że Nein-Niet-No-Nie ma szans, żebym wyjechała teraz, mam się zapisać na studia i wrócić za trzy lata.....
Negocjacje, tłumaczenia, prośby i oczy kota ze Shreka nie pomogły.
Przestaję jeść turecką chałwę! O! 
Wróciłam do Trójmiasta i po drodze ani trochę nie czytałam przewodnika po Turcji.
Na szczęście Biuro mnie nie opuściło i dzielnie pocieszało obiecując kolejny kierunek.
Byłam pewna, że teraz to pewnie wyląduję pod Ciechocinkiem, bo sezon już dawno rozpoczęty, więc nie będzie nigdzie miejsc...
Po paru dniach telefon:
"Anka mamy dla Ciebie miejsce: jedziesz na Zakynthos!"
I to raz dwa! Pakujesz się ekspresowo i lecisz"
Co jak co, ale jak ja słyszę w zdaniu "pakuj się" i "lecisz" to nie trzeba mi powtarzać nawet pół raza więcej!
Ale ale....
zapobiegawczo nie kupiłam żadnego przewodnika o Grecji.
Bo może to moje kupowanie przynosiło pecha :)
Zapobiegawczo nawet nie spojrzałam w stronę półek o Grecji.

Dopiero kiedy siedziałam w samolocie lecącym na Zakynthos uwierzyłam, że faktycznie jadę!
A wiecie co jest najśmieszniejsze?
Że w poprzedniej pracy, co kilka tygodni ustawiałam jako tło pulpitu miejsca, które mnie chciałabym zobaczyć.
I tak miałam m.in. widok  na Ayers Rock w Australii, potem na Chiński Mur, zorze polarne oraz na Kanadę.
Natomiast przez ostatnie trzy miesiące pracy na tapecie miałam....
Zakynthos.
Tak, Zakynthos.
Widok na przepiękną Zatokę Wraku.

I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? :)


moje własne osobiste nogi i Zatoka Wraku :)


niedziela, 7 grudnia 2014

Znajdź pracę, którą pokochasz, a nie będziesz musiał pracować.

Gdzie ona była gdy jej nie było?
Na wyspie.
Na Zakynthos.
I ostatnio zatęskniła za pisaniem.
Nawet bardzo.
Tak bardzo, że chce napisać o wszystkim co było
greckie,
turystyczne,
kotowe,
rezydentowe,
smaczne,
romansowe,
oraz Zakynthosowe
i nie wie od czego zacząć...




Więc postanowiłam, że zacznę od końca. Od podsumowania.
Podsumować mogę to tylko jednym zdaniem:
                                                          znalazłam pracę marzeń.
Taką pracę, która daje mi ogromne szczęście.
Pracę, która codziennie zaskakuje czymś innym.
Pracę, która pozwoliła mi połączyć przyjemne z pożytecznym.
Pracę dzięki, której mogę gdzieś być, zwiedzać, oglądać, przeżywać, fotografować, poznawać.
Pracę, która  motywowała codziennie, żeby wiedzieć więcej, nauczyć się więcej, być lepszym rezydentem/pilotem niż dzień wcześniej.

Życzę każdemu znalezienia takiej pracy.
Dla jednego będzie to milion papierków z cyferkami, dla innego stos kabli/śrubek a dla kogoś jeszcze innego będzie to laboratorium pełne fiolek i wybuchających cieczy.
I nie jest łatwo znaleźć taką pracę, bo na pewno milion osób po drodze, będzie mówiło, że po co? / dlaczego? / źle Ci w obecnej pracy? / inni mają gorszą pracę / będziesz ryzykować wszystko? / za stara jesteś / jutro Ci przejdzie.
 [ niepotrzebne skreślić :) ]
 [można nie skreślać niczego]

Ale jak się jest młodym, bez własnej rodziny, bez dzieci, to jak to mówią: WHY THE HELL NOT?!

                           Znajdź pracę, którą pokochasz, a nie będziesz musiał pracować.

Od maja do października zasuwałam jak królik Energizera.
Bez dnia wolnego.
Lotnisko, prowadzenie wycieczek, spotkania informacyjne, dyżury w hotelach, osobliwi turyści.
Praca 24/7.
Bo nigdy nie wiesz kiedy Janusz zadzwoni się poskarżyć na głośno tupiącego pająka lub, kiedy Grażynka  będzie domagać się wymiany kafelek w basenie.
To wszystko doprawione autem bez klimy przy 35 stopniach, pomykaniem w obcasach , mundurową, aseksualną za kolanko spódnicą oraz bezwzględnie nieprzepuszczającą powietrza koszulą zapiętą na przedostatni guzik.
Wieczory wypełnione ustawianiem grafiku na dzień następny, odbieraniem milion telefonów od Januszy (bo pająk nadal tupie) i Grażynek (Niemcy mają ładniejsze kafelki!), na koniec łyk greckiego wina, grecki chłopak, grecka kolacja i spać.
I choćby nie wiem jak mnie Grażynka kafelkami zdenerwowała, i choćby  nie wiem jak wielka bieganina była tego dnia, zasypiałam przeszczęśliwa i zadowolona.
Budziłam się równie przeszczęśliwa i zadowolona, że dziś mogę znowu to robić!
Że będę gnać w nieoddychającym mundurze w rozgrzanym do granic możliwości aucie przez miasto gdzie połowa restauratorów macha i pozdrawia mnie już z kilometra.
Że będę mogła po raz 30-ty obejrzeć jedną z najczęściej fotografowanych plaż na świecie i TEN wrak.
Że znowu poprowadzę wycieczkę, podczas, której z uśmiechem na ustach wytłumaczę Grażynce po raz setny czemu Niemcy mają inne kafelki w basenie.
Że gdy po wycieczce owa Grażynka będzie  mi biła brawo w autokarze , to będę wiedziała, że poza kafelkami Grażka zapamięta mnóstwo ciekawostek o greckiej kawie, będzie w Polsce sypać historyjkami o greckich bogach i błyśnie wiedzą o oliwie z oliwek.
I to wszystkie dzięki mnie.
To jest cudowne.
To jest motywujące.
To mnie uszczęśliwiało.
Co więcej: udało mi się również uszczęśliwić Grażynkę :)


I dlatego mam zamiar się tak uszczęśliwiać przez najbliższe 5 lat.

OPAAA!!!!

Panna Anna




"Ja rozumiem, że obowiązująca w naszym kraju religia nie
 pozwala na cieszenie się życiem bo z zasady tu na ziemi powinniśmy
cierpieć a prawdziwy raj to będzie jak nas złożą dwa metry pod ziemią.
Ale wierzę, (może dlatego, że jestem głupi) że powinniśmy dążyć do tego
 aby zwyczajnie bywać – tu duże słowo SZCZĘŚLIWYMI.
 A pierwszym elementem prowadzącym w tym kierunku jest zrozumienie co nam tak naprawdę sprawia przyjemność.

Może nie stać cię teraz na wiele rzeczy,
 które wydają się ważne: mieszkanie,
samochód, wakacje, kieckę, buty (wstaw sobie dowolną pierdołę).
Ale stać cię na pewno na szczerość. Ona nie wymaga kasy.
Zastanów się więc co chcesz robić? W czym jesteś dobry/a?
A dalej po prostu to rób i idź za marzeniami. Kiedy masz to robić jak nie teraz?
Kiedy masz ryzykować jak nie teraz? Wiem, że to niepopularne
ale w życiu nie chodzi tylko o to aby zarabiać dużo banknotów,
 ale o to aby każdy dzień zaczynać z uśmiechem na ustach.
"

cyt.z Piotr C. "POKOLENIE IKEA"











 

środa, 21 maja 2014

Moje Wielkie Greckie Rezydentowanie.

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

W Turcji mnie nie chcieli, ale za to w Grecji a i owszem.

I tym sposobem już od czerwca będę na wyspie ZAKYNTHOS, zwaną  Zante.

photo: Google


A tutaj mała zapowiedź jak wygląda wyspa.
(Oczywiście wszystkie zdjęcia są z internetu, na moje możecie liczyć za parę tygodni :D)


Słynna Zatoka Wraku:

photo: Google


photo: Google


 Blue Caves:

photo: Google



Żółwie Caretta Caretta:


photo: Google


photo: Google


Miasto Zakynthos:

photo: Google


photo: Google