Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Medycznie. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 lipca 2012

What's Up, Doc?


Wizyta w amerykańskim szpitalu: CHECKED!

Kontynując tradycję odwiedzania szpitali w obcych krajach, wylądowałam wczoraj na ostrym dyżurze.
Obudziłam się rano ze strasznym bólem po lewej stronie brzucha, drgawkami i nie mogłam się nawet wyprostować.
Ryczałam jak szalona.
Wiedziałam, że na szczęście to nie wyrostek, bo pozbyłam się go w czasie au pairowania w Niemczech :P
Ból wyrostka to było małe nic w porównaniu z tym wczorajszym.
No więc doturlałam się do telefonu  i zadzowniłam po Jo.
Od razu zawiozła mnie do szpitala, który mijałam codziennie w roku szkolnym, bo jest na trasie do szkoły młodych.




Zawsze zastanawiałam się jak jest w środku.
Od wczoraj już wiem.
Jak wygląda przyjęcie na Emergency?
Otóż po wturlaniu obolałych zwłok do środka, Pani Za Biurkiem poprosiła mnie o dowód i podała do wypełnienia formularz z podstawowymi danymi.
Następnie Pani Z Wózkiem, zawiozła mnie do jednoosobowego pokoju i kazała się przebrać w ich szpitalną, sexy piżamkę.
Zaobrączkowali mnie bransoletkami z moimi danymi.
Zanim mi coś potem robili to musiałam podawać swoje imię, nazwisko i datę urodzenia.
Żeby się broń boże nie pomylili z pacjentami.
Dopiero potem przyszedł Lekarz, któremu wypłakałam i wystękałam swoje objawy.
Jako pierwsze podejrzenie padło: kidney stones, czyli kamienie w nerkach.
I wiecie co mi się w tym momencie wyświetliło w głowie?
To:




hahahahah
Bo moja reakcja była prawie identyczna :P
Zaraz po Lekarzu przyszła Pani Z Igłą.
W jedną rękę dostałam kroplówkę, a z drugiej pobrała mi tyle krwi, że wampir to by się zdrowo upił.
Jako, że poziom aktualnego bólu w skali od 1-10 określiłam Pani z Igła na 15, to podała mi mega painkiller.
I to było zarąbiste!
Dlaczego?
Bo: w filmach lub serialach, gdy przywożą kogoś to szpitala i zakrwawiona biedaczyna się rzuca, stęka, kwęka to wstrzykują mu coś w rękę i widać jak w sekundę on milknie, uspakaja się i grzecznie leży pogrążony już w swoim własnym świecie, ale i tak odpowiada lekarzom, co się stało itp.
Zawsze myślałam, że to niemożliwe, żeby coś tak szybko obezwładniało.
Do wczoraj.
Pani Z Igłą, uprzejmie poinformowała mnie, że zaraz poda mi coś przeciwbólowego, po czym lepiej się poczuję.
No to ciach mi igłę w kroplówkę.
W tym samym momencie miliony mrówek zaczęły mi biegać w całym ciele, przestałam czuć swoje ciało co najmniej w połowie i zaczęłam krzyczeć: " aaa what's wrong??!! what is happening to my boddyyyy!!
A Pani do mnie: oddychaj powoli zaraz będzie ok.
Zanim skończyła to zdanie mrówki zniknęły, a moje napięte z bólu ręce i nogi po prostu zrobiły się galaretowate i rozluźnione.
I zrobiło mi się tak faaaajnieeEEEee, LekKKOoooo i wohoooOOO.
Wtedy przyszedł Przystojny Pielęgniarz nr 1 i zabrał mnie na rentgen.
A po nim PP nr 2, który zabrał mnie na rezonans gdzie był PrzePrzystojny Lekarz.
Przedstawił się , że ma na imię Vadimirrrrr.
Mrrr :P
Niestety moje urocze, ironiczne poczucie humoru, którym miałam zamiar go oczarować, zostało doszczętnie stłumione przez ten mega zastrzyk.
Więc gapiłam się tylko jak ciele w malowane wrota.
Co za wstyd.
Między czasie jak mnie wozili w tą i z powrotem, rozglądałam się na boki i chłonęłam wnętrza amerykańskiego szpitala.
Czyściutko, pachnąco, strzałki wszędzie, wszystko opisane jak dla dzieci.
Podłogi lśniące, że można by z niej spokojnie jeść.
Cisza niesamowita mimo, że to ostry dyżur.
No dobra, potem się trochę większy ruch zrobił i ktoś tam stękał z pokoju obok.
Ale ja przyjechałam pierwsza rano, więc była jeszcze cisza.
Przystojni Pielęgniarze, PrzePrzystojni Lekarze i Panie z Igłami- wszyscy w idealnie czyściutkich, wyprasowanych wdziankach z kolorowymi czepkami na głowie.
Miło zagadywali, dopytywali się jak się czuję, jakimi dziećmi się zajmuję itp.
W takiej oto sielankowej atmosferze leżałam sobie przez 4 godziny, do czasu kiedy lekarz przyszedł i powiedział, że jego podejrzenia się sprawdziły i mam kamienie w nerkach :/
I to dużo.
Lekarstwem na to jest picie ile się da i znoszenie bólu, który będzie towarzyszył poruszaniu się tych kamlotów w moim organiźmie.
Na ten ból przepisał mi Vicodin.
Tak, tak.
Trąci Housem.



Po 5 godzinach mnie wypisali, więc Jo zawiozla mnie obolałą do domu.
Wieczorem przyjechała jeszcze Ewa i obie pilnowały czy wlewam w siebie odpowiednio dużo picia.
Jako, że piwo jest zalecane przy kamieniach to dziewczyny mnie zmusiły do wypicia jednego.
Ewa prawie przemocą :P
Nie cierpie piwa, fuuu.
Ale czego się nie robi dla zdrowia :P

Suma sumarum  wszystko dobrze się skończyło.
Gdyby nie dziewczyny to nie wiem co bym zrobiła.
Jo ze mną siedziała cały czas w szpitalu i jeździła cierpliwie, a Ewa między czasie zajęła się moim ZOO w domu.
A wieczorem hostka Ewy pozwoliła jej zostać u mnie na noc, więc spałam spokojnie, że jak coś się stanie znowu to w razie co mam kogoś do pomocy.
Dobrze, że moich nie ma, bo bym musiała pracować, a tak przynajmniej sobie odpocznę i za dwa dni już będzie lepiej.
Zresztą wiecie, że jutro minie tydzień odkąd wyjechali a nawet maila nie wysłali, żeby się spytać czy wszystko jest ok, czy zwierzęta nie tęsknią, czy dom stoi w miejscu.
Nic.
Szkoda słów.
Ehh , no nic. Jeszcze do niedzieli mam błogie lenistwo.
Tylko już może bez szpitalnych atrakcji poproszę.

Teraz zostało mi oczekiwanie na rachunek ze szpitala........
Będzie to na pewno parę tysięcy.
W interencie znalazłam parę identycznych przypadków i kasowali od 6000$ - 11.000$.
Więc mam nadzieję, że nie będzie problemów z ubezpieczniem.
Bo inaczej będę musiała gdzieś pójść sprzedać tą nerkę, żeby zapłacić za to leczenie :P
Cztery miesiące temu Interexchange zmieniło ubezpieczalnię, bo poprzednia była beznadziejna.
Więc liczę na to, że teraz, zwłaszcza, że sytuacja była bardzo emergency to wszystko pójdzie gładko.
Jak tylko coś się ruszy dam znać.

środa, 21 grudnia 2011

Chora od zaraz..

 Zaraz. Taki duży zarazek.





No i pieczenie marshmallows po nocach w grudniu wyszło mi bokiem.
Boczkami też, bo tak  mi zasmakowały..
A bokiem wyszło mi tak, że sobie z Jo przy ognisku zaczęłyśmy śpiewać.
Płonie ogniskoooo w lesieeeeee....
Tyle słońcaaaa w cAAAAłym mieścieeee...
Od wyboru to koloru.
Idol, Mam Talent i Jaka to melodia w jednym.
Po 3 godz jak opuściłyśmy to ogniskowe ciepełko to zaczęło mnie boleć gardło.
Calutką niedziele przeleżałam w łóżku faszerując się tutejszym Fervexem, witaminami i herbatą z miodem.
A tu w poniedziałek rano ani me, ani be ani kukuryku.
Na dodatek dzieciaki zaczynały ferie zimowe..
Dźwięk z mojego gardła przypomniał raczej zatkaną, krztuszącą się rurę wydechową.
Nawet śliny nie mogłam przełknąć.
Szeptem wydukałam hostce, że nie mogę mówić i, że w sumie to bym musiała iść do lekarza.
Tylko gdzie?
Zadzwoniłyśmy do mojej LC, ale ta niestety nie obierała telefonu.
Przypomniało mi się, że na szkoleniu dostaliśmy ubezpieczenie na cały nasz pobyt i tam jest adres strony, na której mamy znaleźć lekarza, który ma podpisaną umowę z agencją.
HM mi go wyszukała i umówiła wizytę.
Lekarz starszawy hindus.
Mówił strasznie niewyraźnie, i sytuację tę tylko pogorszył zakładając maseczkę.
Juuuu szhuuuuddd taaaakekeke blablabla.
Za przyjemność spędzenia 3 minut z hindusem plus wypisanie recepty policzyli sobie 100$ :/
Masakra.
W aptece przed wydaniem leku poprosili mnie o pokazenie ubezpieczenia i powiedzieli, że oni tego nie uznają, więc muszę zapłacić pełną cenę.
Na szczęście od ceny leku nie dostałam jeszczej większej gorączki.
Bo po kwocie 100$ za wizytę, 16$ za antybiotyk nie zrobiło na mnie dużego wrażenia.
Mam go brać przez 4 dni i się wygrzewać.
Jak się domyślacie chora au pair to problem dla rodziny.
Zwłaszcza jak dzieciaki akurat mają wolne.
Na szczęście zamiast mnie mogła przyjść moja koleżanka.
A ja leżakuję już trzeci dzień.
Przewracam się z boku na bok, śpię, słucham świątecznej listy przebojów i nadal jestem chora.
Ale na szczęście mogę już mówić.
Więc antybiotyk zaczyna działać.
Teraz pozostaje czekać czy w ubezpieczalni zadziała system oddawania pieniędzy za lekarza.
Muszę powypełniać jakieś formularze, porobić kopie rachunków i uzbroić się w cierpliwość.
Zobaczymy jak to działa w praktyce.
Jak tylko czegoś więcej się dowiem to na pewno dam znać :)




.

środa, 6 lipca 2011

Wysyp na paradzie.

4th of July -Independence Day. czyli dzień, w którym każdy szanujący się amerykanin idzie na paradę, wtyka milion flag w trawnik przed domem, robi grilla dla połowy miasta i dziękuje za kraj, w którym żyje.
Ja amerykanką nie jestem więc jako zaliczony mogę odhaczyć tylko pkt.1.
Plan był taki, żeby pojechać do Alamedy gdzie jest najdłuższa parada w calych Stanach.
Jednak ostatecznie postawiłam na bliżej położone Danville.
Start miał być o 9.00 więc umówiłam się z Jo, że przyjedzie do mnie o 8.15 i razem pojedziemy.

Godz. 8.17:
BIIPPP SMS:
"Aniu już jestem, poczekam przed domem"

A Ania zaspana łapie komórkę "kto mi tuu piszee o tak wczesnej godzinie??%$!??
Przeczytałam sms połową prawego zaspanego oka i zamarłam?COOO????
Od razu dostałam wytrzeszcz.

Wyskoczyłam z wyra jak poparzona w 6 minut się ogarnęłam, w 5 minuty zrobiłam bułę  z czymkolwiek jako coś zwane śniadaniem, minutę biegałam po domu jak opętany chomik, nie wiedząc w sumie po co biegam :P 
Jeszcze nigdy nie wyrobiłam się w tak krótkim czasie.
Na dodatek wyglądałam jeszcze ładnie i kulturalnie :DO godz 8.29 siedziałśmy już w samochodzie i prułyśmy na paradę.
A jeszcze jak wchodziłam zadzwonił host do hostki, że on już jest na tej paradzie i nie ma gdzie zaparkowac itd.
Cudnie.
Właśnie dlatego chciałyśmy pojechać wcześniej :]

Miałyśmy jednak mega szczęście, bo zaparkowałam w miejscu gdzie parada się rozpoczynała.
Aż same sobie zazdrościłyśmy takiego miejsca :D

Obywatele już siedzieli na swoich krzesełkach rozstawionych wzdłuż ulicy i machali flagami.
Chwilę po 9.00 jak pierwsza przejechała policja a za nią wóz strażacki na sygnale oczywiście.
Parada trwała do 11.00 , narobiłam mnóstwo zdjęć więc pozwólcie, że opiszę tylko te najciekawsze rzeczy.
Otóż do ciekawostek można zaliczyć na pewno to, że gdy szli weterani wojny w Wietnamie lub Ci co wrócili z Iraku lub rodziny tych co tam jeszcze są to ludzie wstawali, najmocniej klaskali i wiwatowali.




Raz po dłuższej chwili zwykłego machania flagą i spokojnym oglądaniu wszyscy się poderwali jak jeden mąż i zaczęli krzyczeć i znów bić mocno brawo. Na masce samochodu było napisane jego imię i nazwisko, które coś mi mówiło...
Dzwoni, dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele.
Zanim skojarzyłam kto to jest już mi prawie przejechał :] 
Otóż był to pilot, kpt Chesley B. Sully Sullenberger, który wylądował na rzece Hudson w 2009r. 
I teraz mieszka właśnie w Danville. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Chesley_Sullenberger)



Moimi ulubieńcami z parady byli panowie tańczący z kosiarkami :P Wyglądało to obłędnie! 
I widać było, że ubaw też mieli nieziemski :)






Były tradycyjnie cheerleaderki:



Orkiestry różniaste:



Ludzie jeszcze bardziej różniaści:












Moje ulubione krzesełka:



 Krzesełko dla córki, rodziców i syna:

 




Po paradzie pojechałam do domu z zamiarem zgrania zdjęć i zaatakowania kolejnej parady.
Niestety na zamiarze się skończyło.
Dzień przed paradą byłam na basenowym grillu u znajomych Jo. Przesiedziałam w basenie pół imprezy. 
Niestety wysypka, która mi wyskoczyła po chlorowanej wodzie będzie na dłużej niż pół imprezy. 
Już na paradzie zaczęłam się drapać, ale myślałam, że to od słońca. W domu zobaczyłam, że mam to na całym wnętrzu ramion, na szyji, na nogach. Jedyne miejsca gdzie nie było kropek to to gdzie miałam strój kąpielowy.
Masakraaaaa.
Ostatni raz wysypkę miałam jak chorowałam na różyczkę :P 
"Mamoooo wchodź SKYPE, SKYPE!!! Natychmiast!!!" 
Po konsultacji medyczno-mamowej dr.HouseMom pognałam do apteki
do centrum. Pan aptekarz powiedział tylko ajajajajajaja i wskazał tabletki odczulające, maść i Ferrero Rocher. To ostatnie kazał łykać 10 razy dziennie po 3 sztuki.

Ja w tej aptece mam już kartę na punkty :P 
Każde wyjście na to gorąco powodowało, że cała skóra mnie piekła, na dodatek tableki mnie ogłupiły więc poszłam spać. Najbardziej nie mogłam odżałować, że nie pojadę na fajerwerki.
Ale wieczorem czekała mnie niespodzianka...
Jo była niedaleko ze znajomymi z basenu i wpadli po mnie, bo wybierali się na szczyt wzgórza, na którym mieszkam, gdzie oglądaliśmy sztuczne ognie w dwóch różnych miastach po dwóch stronach.
Czyli fajerwerki też zaliczyłam.


Happy 4th of July!


P. S. Więcej zdjęć będę wrzucać na stronę mojego bloga na fcbk :)

środa, 25 maja 2011

TAAAKA igła była!!!! - rzecz o szczepionce.

Przed wyjazdem robię oczywiście dokładny przegląd techniczny organizmu.
Moje wnętrzności lubią mnie zaskakiwać od czasu do czasu, więc wolę dmuchać na zimne.
I w czasie jednej z wizyt duszpasterskich w przychodni, młoda lekarka spytała mnie czy w związku z tym, że planuję spędzić dwa lata w Stanach i  sporo tam podróżować, to czy nie chciałabym się zaszczepić.
No dobrze, chętnie, ale przeciwko wściekliźnie to już chyba za późno. :]
Więc wytłumaczyła mi, że chodzi o WZW typu A.
Na WZW typu B szczepi się w dzieciństwie, bo wszyscy o tym trąbią, a sprawę WZW A się przemilcza.

Z uwagi na to, że jest to dość przydatna szczepionka, zwłaszcza dla osób podróżujących, którym organizm lubi płatać figle, to postanowiłam to opisać na blogu.
A nóż widelec, ktoś się zaszczepi i przez to uniknie paskudnej choroby:)

Wirusowe Zapalenie Wątroby typu A potocznie zwane jest żółtaczką pokarmową lub chorobą brudnych rąk. Czyli trzeba słuchać Rysia z Klanu, który zawsze krzyczy "DZIECI UMYJCIE RĄCZKI" :)


Tylko co z tego, że ja myję ręce, jak 70% nie myje, i ja akurat dotknę klamkę, którą ta osoba macała przed chwilą. I problem gotowy :]


Szczepienie jest podzielone na dwa etapy: pierwszą dawkę dostaje się 2-3 tyg przed wyjazdem.  
Ta dawka starcza na ok 3 lata, więc zalecana jest druga dawka, którą przyjmuje się w okresie 6-12 miesięcy od daty pierwszego szczepienia. I po tym jesteśmy uodpornieni na całe nasze ziemskie życie.
Cena szczepienia jest już trochę bardziej nieziemska: 155zł za jedną dawkę. 
Ale zdrowia nie da się wycenić. 

Tak więc wczoraj zostałam naszpikowana przeciwciałami i mogę już pływać w brudnej wodzie, nie myć rąk i jeść z podłogi co popadnie :P Hehehe żartuję :)


Jak może się to "A" przypałętać? Otóż sposobów jest sporo:
  • picie
  • jedzenie
  • pływanie w zanieczyszczonej wodzie
  • duża wilgotność
  • zły system zbierania odpadów
  • częste podróże do krajów zwiększonego ryzyka: Afryka, Azja, kraje Basenu Śródziemnego, Bliski Wschód, Ameryka (zwłaszcza Śr i Poł)

Grupy ryzyka zakażenia:

  • Podróżujący do krajów endemicznych
  • Personel wojskowy odbywający służbę w tych rejonach
  • Misjonarze, pracownicy instytucji humanitarnych
  • Dzieci i personel żłobków
  • Młodzież szkolna i nauczyciele
  • Osoby z kontaktu z chorymi na wzw A
  • Zatrudnieni w przemyśle spożywczym

    O objawach pisać nie będę, bo jeśli ktoś je obiad to nie chciał by tego czytać :P

    Spragnieni dokładniejszych opisów mogą zajrzeć tu:
    http://leczenie-objawy.pl/wzw-a.htm
    lub tu:
    http://dzidziusiowo.pl/rodzina/mamy-dziecko/719-wzw-a.html