Elvis śpiewał Viva Las Vegas,
a Bradley Cooper Viva Kac Vegas.
Jeden i drugi bez wątpienia korzystał z uroków tego miasta.
Bo jest to nie da się ukryć bardzo osobliwe miejsce.
Miasto, które wyrosło na samym środku gorącej pustni.
Kiedy dojeżdża się do jego obrzeży można pomyśleć, że to jakaś fatamorgana.
Gigantyczne budynki, palmy i pełno ludzi.
Znajduje się tu 17 z 20 największych hoteli w USA.
Nasz nazywał się Circus Circus i może się pochwalić największym na świecie stałym namiotem cyrkowym.
W środku jest spore wesołe miasteczko z dużym rollercoasterem.
Więc nie dziwi fakt, że hotel ten jest wybierany głównie przez rodziny z dziećmi.
Ja go wybrałam, bo był najtańszy :P 35$ za pokój z noc (dla 4 osób!)
Przebraliśmy się i pojechaliśmy zwiedzać The Stip- czyli główną ulicę LV gdzie znajdują się wszytskie kasyna.
Nasz hotel był na samiuśkim jej końcu więc, żeby zaoszczędzić sobie czasu pojechaliśmy autem.
Zaparkowalismy w hotelu Flamingo i przechodząc przez jego środek nie było wątpliowści, że jest się w kasynowym raju.
Ciekawostką jest fakt, że w Las Vegas nie ma kasyna, które byłoby
wyposażone w okna lub zegary – przyczyna jest jedna:
nie zajmować graczy tak przyziemnymi sprawami jak późna godzina, aby
mogli w pełni oddać się grze.
Ja też dwa razy zagrałam i wygrałam chyba 45 centów.
Nie ogarniałam tych maszyn tak dobrze jak te babcie..
Prosto z Flamingo wyszliśmy na Caesars Palace znany z "The Hangover".
W środku jest sklep w którym można kupić mnóstwo gadżetów związanych z filmem.
Znalazł się też polski akcent:
Hotel jest olbrzymi! Ma 3.348 apartamentów, własne Colosseum- scenę z widownią na 4.296 miejsc, na której występowali regularnie Celine Dion, Elton John i Bette Midler
Dookoła jest m.in. zakupowe Forum Shops oraz idealna kopia fontanny Di Trevi prosto z Rzymu.
Po włoskiej wizycie poszliśmy w kierunku hotelu The Mirage gdzie miał być pokaz wybuchającego wulkanu.
The Mirage jest jednym z najdroższych hoteli–kasyn na świecie- koszt jego budowy wyniósł 630 milionów dolarów!!
Show, muszę przyznać, że zrobiło na mnie wrażenie.
Ogień w ruch, para buch i odgłosy prawdziwego wulkanu.
Stałam dość daleko od tych kul ognia a i tak bił od nich żar.
Ludzie stojący zaraz koło wulkanu chyba się piekli jak skwareczki.
Po show PaniKierownikWycieczki pogoniła towarzystwo do kolejnego kasyna- Treasure Island.
Tam odbywał się show pt. “Sirens of TI”
Na gigantycznym statku syreny uwodzą piratów swoimi głosami i tańcem.
Dużo fajerwerków, skoków do wody i głóśnej muzyki.
Jednym z głównych gwoździ programu jest zatopnienie statku piratów, który wypływa za plecami publiczności.
Drugą sensacją jest końcowy wybuch na statku syren.
Baardzo widowiskowe!
Kolejnym stopem było Bellagio i jego pokaz fontann.
Sam hotel uważany jest za jeden z najbardziej luksusowych na świecie.
Show z fontannami uważam za największe rozczarowanie.
Zazwyczaj zachwycam się wszystkim często i gęsto, i mało co z rzeczy, które zwiedzam mi się nie podoba, ale to naprawdę nie przypadło mi do gustu.
Wyczytałam, że jako tło czasami puszczane są takie piosenki jak: "Singin' in the Rain", "It's Beginning to Look a Lot Like Christmas", "The Most Wonderful Time of the Year", "Santa Baby", "God Bless the USA', a tym razem puścili jakiś smętny kawałek.
Wieczorem naciągnęłam Patrycję, żeby pojechać do słynnej Little White Chapel.
Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że jest to na samym końcu Niczego.
I ginęło w tonie neonów i szyldów.
Najbardziej mnie rozśmieszyła opcja Drive Thru.
I frytki do tego... :P
Tak tak , można wziąć ślub nie wysiadając nawet z auta!
Wszystkie formalności, znalezienie Elvisa, który udzieli Ci ślubu i dobranie obrączek zajmuje kilkanaście minut.
...and they lived happily ever after...
Apropo Elvisa, to nie udało mi się znaleźć żadnego godnego do zrobienia sobie z nim zdjęcia :(
Jedyne co widziałam to czarnoskóry Elvis i to coś:
Na pocieszenie kupiłam sobie magnesik z Elvisem do kolekcji w największym sklepie z pamiątkami na świecie.
Nie było imprezowania do białego rana, ponieważ z samego białego rana trzeba było jechać dalej.
Las Vegas na pewno nie będzie moim ulubionym miastem, ale to może ze wzglądu na to, że nie dla mnie truptanie w szpileczkach w mini od baru do baru w celu wyrwania jakiegoś ciacha, tudzież zakalca.
Ja nie lubię imprezować, clubbingować itp, a Vegas nocą to jedna wielka impreza.
Każdy kto choć trochę jest PartyAnimal będzie czuł się tam na parawdę jak w raju.
Ja się bardziej cieszyłam na nadchodzące kaniony i krajobrazy :)
A tu jeszcze parę krajobrazów miejskich:
I śmiesznie na koniec:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Las Vegas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Las Vegas. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 19 września 2013
niedziela, 15 września 2013
Road Trip. Day 2. Heart Attack.
Czyli zawał serca.
Ale spokojnie, nie taki prawdziwy.
Chodzi o Heart Attack Grill.
Co ma grill wspólnego z zawałem serca?
Otóż bardzo dużo.
W Las Vegas znajduje się najbardziej niezdrowa, ociekająca tłuszczem restauracja jaką można sobie wyobrazić, która już nie jednego swoim jedzeniem doprowadziła do zawału.
Przy wejściu do restauracji czekają kelnerki wystylizowane na sexy pielęgniarki, które pomagają założyć szpitalny fartuch, bez którego nie można wejść dalej.
Każdy dostaje też typową dla szpitali opaskę na rękę.
Dopiero wtedy siadamy do stolika i kolejna pielęgniarka przychodzi i wypisuje receptę/zamówienie.
Już od czytania menu można przytyć parę kilo.
Hasło przewodnie restaruacji to: "Posiłek, za który warto umrzeć".
I mówią to dosłownie.
Ich " Quadruple Bypass Burger" waży 1,5 kg i ma 9982 kalorii!!
Dla porównania: dorosły człowiek średnio potrzebuje dziennie 2000-3000 kal.
Dzięki temu w 2012 roku trafił on do księgi rekordów Guinnessa jako najbardziej kaloryczny hamburger na świecie.
Rekordzista świata składa się z 4 ogromnych kotletów wołowych, 20 plastrów bekonu, 8 plasterków serca, całego pomidora i cebuli oraz specjalnego sosu.
I to wszystko zamknięte jest puchatą bułką.
Jest też " Octuple Bypass".. nie chcecie wiedzieć jak on wygląda :P
Ja się skusiłam na gigantycznego hot-doga, który muszę przyznać był bardzo smaczny.
Szefem i założycielem tej restauracji był sympatyczny łysolek Jon Basso, który osobiście przyjmował wszystkie zamówienia za barem.
Bardzo podobał mi się wystrój i plakaty ze słynnych filmów przerobione na wersję XXL.
Ostatnia Wieczerza z postaciami ze wszystkich najsłynniejszych fast foodów i założycielem Heart Attack pobiła jednak wszystko.
I tak mamy kolejno od lewej: Chuck E. Cheese, Taco Bell, Hardee's, McDonald, Domino's, Wendy's, Szef Heart Attack Grill, Jack-In-The-Box,nie znam, Big Boy Restaurants, KFC, Burger King, A&W’s The Great Root Bear.
Restauracja ma promocję dla grubasków i osoba ważąca powyżej 160 kg (350 funtów) może zjeść zupełnie za darmo!
Oczywiście każdy musi stanąć na wadze i udowodnić wszystkim, że faktycznie tyle waży.
No mi jeszcze troszkę zabrakło...
Każde danie musi być zjedzone do końca, bo w przeciwnym razie niejadka bierze w obroty seksowna pielęgniarka albo sexy doktorek i dostaje się w tyłek trzy razy drewnianią deską.
I to nie tak lekko, tylko z pełną parą.
Założę się, że niektórzy nie kończą posiłków specjalnie :P
Pan na zdjęciu dostał tak w tyłek, że aż my podskakiwaliśmy od dźwięku uderzenia...
Jak już zawał nam minął to pojechaliśmy w końcu do naszego hotelu Circus Circus... ale o tym to już w następnym odcinku :)
Ale spokojnie, nie taki prawdziwy.
Chodzi o Heart Attack Grill.
Co ma grill wspólnego z zawałem serca?
Otóż bardzo dużo.
W Las Vegas znajduje się najbardziej niezdrowa, ociekająca tłuszczem restauracja jaką można sobie wyobrazić, która już nie jednego swoim jedzeniem doprowadziła do zawału.
Przy wejściu do restauracji czekają kelnerki wystylizowane na sexy pielęgniarki, które pomagają założyć szpitalny fartuch, bez którego nie można wejść dalej.
Każdy dostaje też typową dla szpitali opaskę na rękę.
Dopiero wtedy siadamy do stolika i kolejna pielęgniarka przychodzi i wypisuje receptę/zamówienie.
Już od czytania menu można przytyć parę kilo.
Hasło przewodnie restaruacji to: "Posiłek, za który warto umrzeć".
I mówią to dosłownie.
Ich " Quadruple Bypass Burger" waży 1,5 kg i ma 9982 kalorii!!
Dla porównania: dorosły człowiek średnio potrzebuje dziennie 2000-3000 kal.
Dzięki temu w 2012 roku trafił on do księgi rekordów Guinnessa jako najbardziej kaloryczny hamburger na świecie.
Rekordzista świata składa się z 4 ogromnych kotletów wołowych, 20 plastrów bekonu, 8 plasterków serca, całego pomidora i cebuli oraz specjalnego sosu.
I to wszystko zamknięte jest puchatą bułką.
Jest też " Octuple Bypass".. nie chcecie wiedzieć jak on wygląda :P
Ja się skusiłam na gigantycznego hot-doga, który muszę przyznać był bardzo smaczny.
Szefem i założycielem tej restauracji był sympatyczny łysolek Jon Basso, który osobiście przyjmował wszystkie zamówienia za barem.
Bardzo podobał mi się wystrój i plakaty ze słynnych filmów przerobione na wersję XXL.
Ostatnia Wieczerza z postaciami ze wszystkich najsłynniejszych fast foodów i założycielem Heart Attack pobiła jednak wszystko.
I tak mamy kolejno od lewej: Chuck E. Cheese, Taco Bell, Hardee's, McDonald, Domino's, Wendy's, Szef Heart Attack Grill, Jack-In-The-Box,nie znam, Big Boy Restaurants, KFC, Burger King, A&W’s The Great Root Bear.
Restauracja ma promocję dla grubasków i osoba ważąca powyżej 160 kg (350 funtów) może zjeść zupełnie za darmo!
Oczywiście każdy musi stanąć na wadze i udowodnić wszystkim, że faktycznie tyle waży.
No mi jeszcze troszkę zabrakło...
Każde danie musi być zjedzone do końca, bo w przeciwnym razie niejadka bierze w obroty seksowna pielęgniarka albo sexy doktorek i dostaje się w tyłek trzy razy drewnianią deską.
I to nie tak lekko, tylko z pełną parą.
Założę się, że niektórzy nie kończą posiłków specjalnie :P
Pan na zdjęciu dostał tak w tyłek, że aż my podskakiwaliśmy od dźwięku uderzenia...
Jak już zawał nam minął to pojechaliśmy w końcu do naszego hotelu Circus Circus... ale o tym to już w następnym odcinku :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

.jpg)









