niedziela, 14 lipca 2013

Guess who's back??!

I'm back!
Wróciłam!
Wróciłam z Road Tripu.
Wróciłam z Californii.
Wróciłam do domu.
Wszyscy pytali się po co, czemu, dlaczego.
Przecież tak mi było dobrze w tych Stanach.
"Mogłabyś tam zostać na milion różnych sposobów/ zmienić wizę i iść na studia/ wyjść za mąż za milionera/zostać nielegalnie itp itp." (niewłaściwe skreślić )
Więc już tłumaczę.
Za stara i za biedna jestem na amerykańskie studia, mężowie milionerzy na drzewach nie rosną, w sklepach ich też nie sprzedają, a nielegalnie to ja jedynie przechodzę w miejscach bez pasów dla pieszych.
Powód powrotu był jeden.
Bo tak czułam.
Czułam, że  chcę wrócić, bo są osoby, które mnie potrzebują i muszę być na miejscu, na co dzień a nie co trzy dni na Skype.
Koniec kropka.

Tak więc jestem znowu w Gdyni.
W czwartek miałam tak skurczony żołądek, że ledwo co zjadłam w domu i poszłam od razu spać.
Dziwnie było wrócić do swojego łóżka.
Po "moim" kalifornijskim wydawało się ono malutkie i niziutkie.
Tradycyjnie wywaliłam się z nogami na ścianę i dopiero wtedy poczułam się, że jestem w domu.



Następnego dnia rozwaliłam caaaały mój dobytek na podłodze w dużym pokoju, bo okazało się, że wszystkie ciuchy mi dziwnie śmierdzą i wszyyyyyystko trzeba wyprać...
Nie wiem skąd się wziął ten zapach.
Albo to czymś spryskali w samolocie, albo "tak pachnie Ameryka"....
....i nie był to zapach pieniędzy..... :P




Cały bałagan przeniosłam potem do pokoju i zamiast sprzątać zaczęłam od udekorowania go rzeczami, które przywiozłam.
Od razu na ścianie wylądowały nalepki z mądrościami i indiański DreamCatcher nad oknem.
Resztę poprzyczepiam jak już się przekopię przez walizki.








W weekend przyjechała na grilla cała familia i na tą okazję wiozłam przez morza i oceany talerzyki, serwetki i foremki do muffinek z amerykańską flagą.
Było super.
Stęskniłam się za tymi naszymi rodzinnymi zlotami.
To było TO coś, dla którego wróciłam.






Ogólnie szok kulturowy był większy niż myślałam.
Wszystko wydawało mi się mega malutkie.
Zmywareczka jak dla laleczek, praleczka jak dla krasnoludków, kubeczki, szafeczki i wszyściutko inne.
A droga- szerokość jak na hulajnogę!
Dodatkowo każdy kierowca ma ochotę mnie zabić z każdej strony.
Dziury w asfalcie jak w szwajcarskim serze.
Klamki w drzwiach dużo wyżej niż w USA.
Na dworze chłodno. A ja tu same sandałki przywiozłam.
W sklepach zamiast " hi, how are you doing, how is your day so far, did you find everything ok?" Pani Ekspedientka na mnie krzyczy: PRZEJEDZIE MI WÓZKIEM NA DRUGĄ STRONĘ KASY!! SIATKA MA BYC??? ZA DARMO NIE MA! 10GROSZY!  NIE BEDĘ TU PANI KARTOFLI WYBIERAĆ. SZEF MI ZAKAZAŁ ICH DOTYKAĆ! JAKIE SIĘ NABIORĄ ŁOPATĄ TO TAKIE BEDĄ, TO ILE MA BYĆ??....
Ehhh...

Kupiłam  z Siostrą mrożoną kawę na spółkę, niby Large, ale wielkości raczej Small, i skasowali 15 zł!
Zamarzyła mi się bita śmietana, ale to już plus 3 zł extra...  
Parę razy miałam odruch, żeby poprosić o kubek z wodą (bo w USA za darmo zawsze można dostać w restaruacji, chyba, że ktoś woli butelkowaną to wtedy się płaci) ale szybko się ogarnęłam, że tu za darmo to ja słomkę mogę dostać.
Tak czy inaczej szał ciał, że w Gdyni jest jeden Starbucks.



Potem miałam niezłą terapię wstrząsową gdy pojechałam na zakupy.
I wtedy załamałam się polskimi cenami.
Jestem w szoku jakie wszystko jest drogie!!! 
Przy płaceniu miałam ochotę parę razy wybuchnąć płaczem, bo 250 zł, które wsadziłam do portfela wydałam na parę warzyw, 3-4 kosmetyki i mięso na grilla. 
Ceny są tak kosmiczne, że po całym dniu wróciłam do domu i zaczęłam wyć.
Że chcę wracać do Cali, że w życiu tu pracy nie znajdę i że 100zł to teraz warte tyle co nic.
Czarna rozpacz.
Najczarniejsza.
Wyryczałam się za wszystkie czasy przez cały wieczór.
Potem Mama mnie ustawiła do pionu i wszystko zwaliłyśmy na jetlag,  zmianę kontynentu, zmianę czasu i zmianę wszystkiego co możliwe.

W USA przez dwa lata bujałam sobie beztrosko w chmurach ( dosłownie też:P)  a tu bach twarde lądowanie.
Potrzebuję trochę czasu, żeby się przestawić. 
Bo prawda jest taka, że do łatwego życia łatwo się można przyzwyczaić.
Nie musiałam się przez dwa lata martwić o płacenie rachunków, płacenie za jedzenie, beznynę, auto itp.
A tu łatwo nie ma.
Minął już nieco ponad tydzień jak wróciłam i nadal wszystko mnie zadziwia.
Ceny najbardziej.
Dodatkowo najbardziej aktywna i GŁODNA robię się ok 1-2 w nocy, a wstawanie rano mnie zdecydowanie przerasta i budzę się, a w zasadzie próbuję otwierać oczy. przez godzinę minimum.
I za każdym razem jak się budzę to zastanawiam się gdzie jestem.
Ostatnie parę dni minęło tak szybko, że nie wiem sama kiedy.
To było szaleństwo.
Z każdym się spotkać, z każdym pogadać i opowiedzieć jak to w tej Hameryce było. 
Naprawdę dopiero dziś siedzę cały dzień w domu, w dresie i mam chwilę, żeby ogarniać zdjęcia.
Bo relacja z Road Tripu czeka.
Siedzi i czeka...

















35 komentarzy:

  1. Kocham Twojego bloga! Czekam na kolejnego posta, i nie martw się, poradzisz sobie! Myśl pozytywnie Kochana!:**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) jak już wskoczę w polski rytm to posty będą jeden za drugim :)

      Usuń
  2. wreszcie wreszcie :) wyczekiwana przez wszystkich notka!
    oby było już tylko lepiej !!! wierze że dasz rade!! :)) a jak nie to kraulem do Cali :D
    Jak dzieciaczki? masz z nimi jakiś kontakt?? 3maj się ciepło! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kraulem..żabką...delfinem.. czymkolwiek...!! :D Pisałam parę razy z Młodą, ale jeszcze nie miałam czasu się z nimi na Skype zobaczyć :(

      Usuń
  3. Ania, dasz sobie rade... Ale najpierw daj sobie czasu i placz jak masz ochote, bo po co to wszystko w sobie trzymac!

    Czekam na dalsze wiesci i kibicuje Ci z calego serducha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Ewka :) tylko właśnie za dużo chciałam od razu na drugi dzień po przyjeździe. trochę czasu muszę sobie dać i będzie ok :)

      Usuń
  4. Przez dobrych pare minut zastanawiałam się co tu napisac...dziwnie tak czytać "Ciebie" będącą na dwóch kontynentach jednocześnie, bo nie oszukujmy się, duszą jestes w Cali a ciałem w Polandzie. Mam nadzieje,że gdy nacieszysz się rodziną i Polską to "uciekniesz" z tego kraju. Masz ku temu predyspozycje i marnujesz się tylko tu. Ceny nie zmaleją, a Polska nie urośnie:) impossible is nothing!
    Pozdrawiam, Ann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) no chce się nacieszyć nimi teraz a potem zobaczymy co będzie :)

      Usuń
  5. I dlatego, Nowy Kontynent, po powrocie do Starego Świata, zamieniłam na Zieloną Wyspę. Pół roku w Polszy zafundowało mi taką depresję że do dziś mam drgawki na myśl o powrocie.
    "I nie mamo... nie planuje przyjechać na święta."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "I nie mamo... nie planuje przyjechać na święta." hahhaha dobre! :D sama jestem ciekawa ile wytrzymam :)

      Usuń
    2. dokładnie!! - Polska=depresja!

      Usuń
  6. Jak miło czytać Twojego bloga. Z niecierpliwością czekam na relacje z Road Tripu ;)Ceny w Polsce są kosmiczne! Zawsze najbardziej śmieszy mnie przykład Conversów. Polska 200zł na przecenach, USA 20$ (+/- 65zł) na przecenach... nic dodać, nic ująć..
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. relacja niedługo :) czekam jeszcze na resztę zdjęć od koleżanki i będę pisać :)

      Usuń
  7. A mi dalej ciezko ogarnąć że Ania już nie jako au pair i nie w San Francisco... jestem w szoku razem z Tobą!! :) wszędzie dobrze gdzie nas nie ma...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wierz mi, że mnie samej jest to ciężko ogarnąć, że już mnie tam nie ma...

      Usuń
  8. Proszę tylko pamiętać: w Polsce do sklepów nie chodzimy w piżamach! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. korci mnie jednak, żeby spróbować :)

      Usuń
  9. Czytałam Twojego bloga od początku. Będąc całkiem blisko (CA Half Moon Bay) i również jako au pair. Doskonale wiem co czujesz. Przeżywałam ten szok ponad rok temu. Ale nie łam się! Przyzwyczaisz się od nowa. Nie martw się na zapas o pracę. Mi się udało załapać fajną pracę i to dzięki pobytowi w Stanach:)
    Pozdrawiam
    W.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo no to super, że tak dobrze Ci się ułożyło! po jakim czasie Ci szok minął? :]

      Usuń
    2. Baaardzo szybko !!!Kilka dni i znowu czułam się jakbym nigdy nie wyjeżdzała. Może i szok to za duże słowo, ale miałam podobne odczucia co do rozmiarów wszystkiego:)

      Usuń
  10. Bosze, ten salon ze zdjecia znam zupełnie z innej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  11. jEJU Ja bym nie wróciła z Hameryki jak już bym tam była :) ale rozumiem Cię i trzymam kciukasy. Chodź w Polsce jest teraz na maksa ciężko:(

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeeej w końcu :) Popatrz na to z innej perspektywy, przecież w Ameryce nie było Twojej rodziny :) A za jakiś czas znowu gdzieś pofruniesz z jakąś misją i nie będziesz się martwiła o rachunki :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytalam calego bloga od poczatku do konca twojej przygory z USA. Ostatni post obudzil we mnie wspomnienia. Ja tez kiedys tam dawno temu wrocilam do Polski na stale. Po 4 latach pomieszkiwania i pracowania dorywczego w Italii. Pewnego pieknego dnia postanowilam koniec tego, pomyslalm dokladnie to co ty, ze musze wraca, ze rodzine tam mam, ze przyjaciele.Bylam wtedy mniej wiecej w twoim wieku. No tak czulam. I co? Jak tylko postawilam walizke w domu, w moim starym pokoju, zaczelam zalowac tego co zrobilam a mialam nawet fajna prace w Pl. 5 miesiecy zajelo mi odkrecanie wszystkiego, jak tylko znalazlam nowa prace we Wloszech wrocilam tam do usmiechnietych pan w sklepach, barow otwartych od 6 rano a w nich najlepszej kawy na swiecie, gdzie moge wejsc do supermarketu bez koszyka i nikt na mnie nie warczy. I do ludzi, ktorzy mnie nie dolowali kazdego dnia, mowiac ze robia to dla mojego dobra.
    Teraz po prawie 9 latach juz nie mysle, ze powinnam wrocic do Polski na stale nie ma takiej sily, ktora by mnie do tego zmusila. W tym czasie w rodzinnych stronach bylam 6 razy. A moja mama jak slyszy -"nie nie planuje przyjechac na swieta" to sama wsiada w samolot i przyjezdza.
    Ale to moja historia.
    Tobie zycze powodzenia w szukaniu pracy i by ten szok nie trwal juz dlugo.
    Jesli nie Kalifornia to moze jakis fajny kraj tu w Europie cie przygarnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda mi takich ludzi. Tak to my Polski nie zbudujemy. Oj

      Usuń
  14. Tak czytam komentarze pod tym postem i nie wierzę - musiałam uznać siebie za kosmitkę. :) Bo ja właśnie wróciłam z EVS-a (taki projekt wolontariacki UE) w Niemczech do Polski i cieszę się z tego, jak z niczego innego. Ale może to dlatego, że Niemcy nie słyną z uprzejmości. ;)
    Owszem, widzę różnice na minus, ale widzę też wieeeele na plus, a jak mnie ekspedientka w sklepie czy ktoś inny wkurzy, to zaraz mi się przypomina, jak mnie Niemcy wkurzali i od razu mi lepiej. ;) Polska się zmienia bardzo szybko, szkoda, że prawie nikt tego nie widzi, wszyscy tylko narzekają i uciekają, gdzie indziej. A przecież jeśli my nie będziemy naszego kraju zmieniać na lepsze, to nikt inny za nas tego nie zrobi. :) Proponuję zacząć od uśmiechania się do wrednych pan ekspedientek. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że się uśmiecham :) Nic lepiej nie rozbraja gniewnych PańEksepiedintek :) Sama pracowałam w sklepie więc rozumiem i ich i swoje wkurzenie :P

      Usuń
  15. Wow , szok kulturowy po 2 latach mieszkania w USA , przepraszam ale bawia mnie tacy ludzie, opisujesz Gdynie jakbys ze 20 lat temu z niej wyjechala :) ja za kazdym razem jak przyjezdzam do Polski to widze zmiany na lepsze i nie doznaje szoku bo wiekszosc zycia tam mieszkalam i wiem jak jest. Brakuje jeszcze zebys napisala , ze mowisz z amerykanskim akcentem :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi

    1. Na szczęście nie mówię po polsku z amerykańskim akcentem :D :D heheh a ten mój "szok" to jest zwykłe "zdziwienie" po odwiedzeniu miejsca po długim czasie. Nigdy tak nie miałaś po powrocie z podróży? Uważam, że to normalne, że jestem zadziwiona paroma rzeczami :) Mieszkając po za Polską pewnie sama wiesz, jak łatwo się do tych niektórych zagranicznych rzeczy,uprzejmoście przyzwyczaić. Widziałam, że w Gdyni wiele się zmieniło na lepsze, miasto wypiękniało- i baardzo mile się zaskoczyłam :) Narzekam tylko na ceny, bo wierz mi dwa lata temu były o niebo niższe. :)

      Usuń
    2. ja po pół roku w Szwajcarii przeżyłam szok, i nadal przeżywam, a jestem w domu średnio co 3 miesiące!!

      Usuń
  16. POwodzenia Anka, to nie jest latwe ale przyzwyczaisz sie albo bedzie jeszcze gorzej ;) radze od razu szukac jakiejs pracy bo siedzac w domu jest nie fajnie i teskni sie okropnie :) powodzenia w odnajdywaniu sie w nistety ale szarej rzeczywistosci! ;)

    Pozdrowionka !

    OdpowiedzUsuń
  17. Z tymi cenami to naprawde porazka. Ja mieszkam na stale we Wloszech i gdy przyjezdzam do Polski na wakacje, to zawsze jestem w szoku ile wszystko kosztuje. A potem przychodzi drugi szok bo przypominam sobie, ze czytalam ze np. Bialorusini przyjezdzaja do nas kupowac sprzety i tv bo u nich jest drozej.

    OdpowiedzUsuń
  18. już za Ciebie tęsknię za Ameryką, a poza tym, to choć tam jeszcze nie byłam to też tęsknię!!
    a poza tym, większość szwajcarskich serów dziur nie ma! :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Aniu po co Ty tu WRÓCIŁAS???????

    OdpowiedzUsuń