niedziela, 21 lipca 2013

Week 29. Nadrabianie.

Mam zaległości w opisaniu 9 ostatnich tygodni....
Gdzie ja byłam gdy mnie nie było?
Otóż: skończyłam pracę jako au pair, przeprowadziłam się do Jo, objechałam pół Stanów samochodem, zmieniłam kontynent, wróciłam do Gdyni i znalazłam pracę.
Uffff....to sporo.
Ale przez cały ten czas starałam się pstrykać chociaż jedno zdjęcie dziennie co by Project365 nie umarł.
Niestety działo się tyle, że nie miałam czasu usiąść i napisać postów, ale już się poprawiam i żeby nie robić sobie zaległości zaczynam tym tygodniem, który właśnie minął i potem nadrobię pozostałe:)
I z góry przepraszam za jakość niektórych zdjęć, ale są one robione najnowocześniejszym z nowoczesnych AjPhone'ów,Samsungów i tabletów razem wziętych:  moją ukochaną Nokią 6555 z wypasioną klapką.
Prehistoryczny model.
Pani w salonie Plusa na jego widok, aż krzyknęła: ojejjejej.
I było to raczej na nutę: omatkoooojakistary niż wowjakifajny

202/365
Poniedziałek.
Ciąg dalszy  przestawiania się na czas polski.
Śpię już normalnie, ale robię się głodna o najdziwniejszych porach.
Cały dzień próbowałam zrobić coś pożytecznego, ale jakoś nie bardzo mi to wychodziło...
Jedynie wieczorem poszłam na basen z babską częścią Familii i udawałam, że umiem pływać moją kalifornijską ropuchożabką.
Taplałyśmy się ponad godzinkę, więc może z 0,000000325 kg amerykańskiego sadła zniknęło.
W nagrodę za tak dzielne pływanie i wysiłek poszłyśy na ogromną hawajską pizzę.
I to rozumiem!






203/365
W Gdyni na głównej ulicy jest kawiarnia " Cynamon" mają tam pyszną szarlotkę z bitą śmietaną.
Jest to ulubione miejsce mojej koleżanki i moje, gdzie zawsze chodziłyśmy poplotkować.
Więc oczywiście nasze spotkanie po dwóch latach mogło być tylko tam.
Nakręciłyśmy się na to nasze "rytualne ciasto",  rozsiadłyśmy się,dyskutujemy, która to się bardziej głodziła, żeby zmieścić cały kawałek, kelner podchodzi a my dumnie bez zaglądania w menu "Szarlotkę poprosimy!"  a on: NIE MAAAAA!
Widok naszych zawiedzonych twarzy musiał być bezcenny.
Wybrałyśmy inne ciacho, ale to już nie było to samo...
Dlatego kolejny atak na Cynamon już wkrótce  :)



204/365
Dzień pełnego lenistwa.
Nie robiłam nic, opalałam się, chodziłam w dresie i udwałam, że coś tam porządkuję w pokoju.
Czyli standard lenia.




205/365
Czwartek.
Dziś zaczęłam pracę.
A równo dwa tygodnie temu wylądowałam w Gdańsku kończąc mój AmericanDreamMomentamiThriller.
Pracuję w agencji au pair GAWO, którą napewno zna każda marząca o wyjeździe dziewczyna.
Jak mi minął pierwszy dzień?
Posadźcie kogoś po dwóch, mega intensywnych latach, gdzie wszystko było w ruchu, w biegu, na 8 godzin za biurkiem.....
Tyłek i kręgosłup mnie bolał jak nie wiem :P
Myślę, że za jakiś czas się przyzwyczaję, a póki co to się wiercę przy tym biurku jak jakiś świderek.
Ale będzie dobrze:)
Najważniejsze, że mam pracę, mam gdzie wstawać codziennie rano i nie będę miała czasu na zamartwianie się.


206/365
Piątek. TGIF.
Jednak mam problemy z wstawaniem o 7.00.
W Californii właśnie kładłabym się spać, a tu muszę wstać.
Nawet mi się zrymowało, chociaż nie miało ;)
Mam ustawione 4 budziki, żeby nie zaspać.
Po pracy poszłam sobie posiedzieć chwilę na uroczych, gdyńskich leżakach, które pojawiły się w centrum miasta.
I love Gdynia.
Zdecydowanie.


207/365
Sobota.
Zaczełam ograniać tony wypranych rzeczy i "po amerykańsku" wszystkie koszulki udało mi się zmieścić na wieszakach w moją malutką szafę.
Potem pojechałam na zakupy i załamałam się ceną suszonej żurawiny, którą wchłaniałam w mega ilościach w USA.. 17-20 zł za małą paczuszkę!
Mi by taka ilość na trzy razy tylko starczyła..
Tak samo z mieszankami orzechów..
Chyba zacznę podbierać wiewiórkom...



208/365
Pierwszy raz jechałam sama autem po polskich drogach...
Muszę sobie powtórzyć co te wszystkie białe linie na drodze znaczą i  ogólne, polskie zasady drogowe.
Zdałam prawko zaraz przed wyjazdem do USA więc w Polsce się nie najeździłam prawie nic.
Jestem drogowo wypaczona przez amerykański styl jeżdżenia.
Ale jeszcze parę razy ruszę w miasto i będzie good.
Dzięki Bogu nasz samochód to automat, bo jakbym miała na manualu jeździć to... dziękuję pojadę autobusem.





11 komentarzy:

  1. Oj dojechałam do końca i buuuu, za mało!
    Fajnie, że się odzywasz i że masz pracę, pozdrawiam i czekam na jeszcze :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będzie więcej jak wpadnę w rytm praca/dom, bo póki co jeszcze chodzę półprzytomna :P

      Usuń
  2. Ja zaczelam swoja przygode z au pair i od 1,5 miesiaca pomieszkuje sobie w okolicach Bostonu !
    Uwielbiam czytac Twojego bloga. Masz lekka reke do pisania :)
    I wiele przydatnych informacji znalazlam tu dla siebie, za co dziekuje !
    Zycze powodzenia w odnajdywaniu sie w Polskiej rzeczywistosci !
    I pisz dziewczyno pisz!

    pozdrawiam
    Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę, że jakoś pomogłam :)

      Usuń
  3. Ale super, że udało Ci się tak szybko znaleźć pracę! Niektórzy szukają, szukają i nic.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się, zdecydowanie za krótki wpis!

    Pamiętam, jak przed przyjazdem do Polski martwiłaś się o pracę, a tu proszę - bardzo szybko znalazłaś :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. haha co do żurawiny to mnie też zatkało, dodawałam ją do czego się dało gdy mieszkałam w Szwajcarii, a tu psikus :D ale mam dla Ciebie dobrą informację - wiaderko 1kg w Ikei kosztuje 18zł! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale takiej suszonej? tak czy inaczej podjadę tam po jakąkolwiek :)

      Usuń
  6. super, że masz już pracę :) a co dokładnie robisz w GAWO? czekamy na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku... prawie dwa lata temu, jakimś cudem znalazłam Twojego bloga w otchłaniach internetu. Pamiętam jak bardzo byłam podekscytowana, gdy okazało się, że pochodzisz z Gdyni - ja wtedy też tam mieszkałam. Nie mogłam doczekać się, kiedy wrócisz i będziesz opisywać znane mi miejsca. Gdy dowiedziałam się, że przedłużasz pobyt byłam w połowie ucieszona i w połowie rozczarowana. Twoje historie były dla mnie przerywnikiem w nauce do matury. A teraz... już dawno po maturze, zdążyłam wrócić z wolontariatu w Armenii, tyle w życiu się wydarzyło i teraz w końcu nareszcie i Ty w Gdyni! Miło przeczytać o Cynamonie, dowiedzieć się, że są leżaki i w ogóle, że jesteś cała i zdrowa i jakoś Ci się w tej naszej Polsce układa. Gorące pozdrowienia Aniu! :))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Dopiero teraz trafiłam na Twojego bloga, ale z pewnością zagłębię się w starszych postach jeszcze dalej. Piszesz bardzo ciekawie i wydajesz się bardzo miłą osobą! Po maturze również chciałabym wyjechać na rok jako au-pair, ale narazie nie mam pojęcia za co się zabrać. Znam to tylko z blogów...
    Czekam na nowy wpis :)
    A jeśli masz czas i ochotę, zapraszam na mojego, tyle co ''otworzonego'' bloga (link znajdziesz na moim profilu, nie chcę Ci tu śmiecić :))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń