poniedziałek, 21 stycznia 2013

365 Project. Week 3.

14/365
Tydzień zaczęłam od zrobienia czegoś dobrego.
Zgłosiłam się do amerykańskiej bazy dawców szpiku.
Wystarczyło wcześniej wypełnić formularz na stronie www i czekać aż przyślą tzw kit.
Kit zawierał kopertę zwrotną i cztery, długie patyczki do pobrania śliny z wewnątrznej storny policzków.
Kot nie był dołączony do zestawu.
Kiedy zalepiłam kopertę i poszłam na pocztę ją wysłać, uśmiechałam się sama do siebie.
Niesamowita była myśl, że być może ktoś ciężko chory czekał na mnie bardzo długo i jeśli nas "zmatchują" to mogę mu pomóc.
A nawet uratować życie :)




15/365
Od zeszłego tygodnia miałam grypę zwykłą, która przeszła w grypę żołądkową.
Nic nie jadłam.
Byłam w stanie  tylko pić.
Odrzucało mnie od każdego zapachu i nawet myśli o jedzeniu.
I w końcu zjadłam mój pierwszy posiłek od 3 dni.
Puree z masłem i coca cola.
Cola w małych ilościach na prawdę pomaga przy problemach z żołądkiem!




16/365
Na początku mojego pobytu tutaj, codziennie wkurzałam się na dzieci, że ich skarpetki są porozrzucane po całym holu przy naszych pokojach.
Groziłam zaprzestaniem prania i sprzątania oraz domagałam się przyznania które to tak je rozrzuca.
Aż tu nagle pewnego dnia słyszę pod swoimi drzwiami przenikliwy płacz kota.
Otwieram a tam mój sierściuch ze skarpetą w pysku!
I siedzi  i się cieszy.
I dumny cały, że udało mu się to upolować.
Dowiedziałam się, że koty, aby okazać wdzięczność właścicielowi i pokazać jakie są zaradne i sprytne przynoszą do domu różne żyjątka znalezione na dworze: myszy, ptaki itp.
Mój nie wychodzi na dwór więc znosi mi skarpetki.
Jak byłam teraz chora to przynosił mi po 3 dziennie.
Kochany :)







17/365
Poszłam do sklepu w poszukiwaniu zamrożonego bezglutenowego chleba i podczas przeczesywania zamrażarek znalazłam PIEROGIES!
Hahahah kupię je i wypróbuję w tym tygodniu :)








18/365
Nudny dzień.
Przespany dzień.
Nijaki dzień.
...a bałagan sam się zrobił.






 19/365

Kupiłam sobie kubek na smoothies.
Polowałam już na niego w zeszłym roku, ale jakoś sie zmyły.
Bo jest to kubek motywator.
If you can dream it. You can become it.
Belive in power of your dreams.
Be true to who you are.
Be te change you wish to see in the world.
Travel often.
Be thankful.
Love every moment.
Try new things.
Do what you love.
itp.



20/365
Dzisiaj pojechałam z Patrycją na światowe zawody surfingowe Mavericks Invitational w Half Moon Bay.
Więcej opiszę  w kolejnym poście, bo temat obszerny i warty uwagi.
Najpiękniejsza w tym wszytskim była pogoda przez cały weekend: ok 25 stopni!
Achh taką zimę to ja lubię!



12 komentarzy:

  1. ja zapraszam serdecznie do zapisania się do polskiej bazy dawców szpiku, a Ameryce już raczej nic nie dasz rady zrobić, bo procedura rejestracji trwa około 2-3 miesięcy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak tylko wrócę do PL to się zarejstruję :) a tutaj pełen proces rejestracji trwa 4-6 tyg.
    Żałuję, że nie zapisałam się na samym początku mojego pobytu tutaj... :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahah, jaki kot!:D Genialne zajęcia sobie znalazł ;).

    Daj znać, czy smakowały Ci PIEROGIES :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tez moim dzieciom daje coca cole na grype zoladkowa( jak polecil lekarz!!) i pure z parmezanem) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierogies mnie rozwaliły :D Ja też na problemy z żołądkiem piję trochę coli :)
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  6. te pierogi sa genialne, prawie jak polskie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zazdroszczę pogody! Och.. u mnie -8 :(
    Pierogies pierogami, ale i tak najlepsze domowe ;D
    A taki kubeczek motywator by się przydał na te szare dni ;)
    Pozdrowienia z Gdańska! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. A to nie działa czasem tak, że w jakimkolwiek kraju się zapiszesz, to trafiasz po prostu do jednej światowej bazy dawców szpiku? Ja np. jestem zapisana w DKMS i jakbym zmieniała kraj zamieszkania to po prostu muszę dać im znać o nowym adresie. Jak kogoś ze mną zmatchują, to nawet na końcu świata mogę oddać krew, bo Twój bliźniak genetyczny może być z każdego zakątka świata. Hm tak mi się przynajmniej wydaję...

    OdpowiedzUsuń
  9. cholernie zazdroszczę pogody *.*
    u mnie w nocy cały czas padał deszcz a rano wszystko zamarznięte, wszędzie lód ;/
    pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja już próbowałam tych "pierogies", jak nawalisz dużo cebulki to da się zjeść, co nie zmienia faktu, że moja babcia to by padła trupem jakby się dowiedziała, że takie coś nosi miano pieroga :D

    OdpowiedzUsuń
  11. 'Miszczunio' z tego kota! Ale to znaczy, że Cię lubi ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajne kapcie i kubek :D Lubię ten projekt, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń