środa, 20 lipca 2011

Gdzie diabeł nie może, tam au pair pośle.

Padam na twarz.
Dzieci idźcie już do szkoły!



W związku z tym, że padam na twarz cisza blogowa nastała, bo ciężko jest pisać z twarzą na podłodze.
Mam tyle rzeczy do opisania, ale najzwyczajniej w świecie odczuwam zmęczenie materiału i chyba pierwszego małego kryzysu.
Kryzys objawił się w zeszłym tygodniu jak wracałam samotnie, z samotnych zakupów a w radiu leciala samotna piosenka o samotnych ludziach i tak mnie jakoś ukuło, łza jedna rzewna poleciała i zatęskniłam.
Ale nie było to tęsknienie w stylu "żałuję, że tu jestem i chcę wrócić, mamooooo".
Nie, nie.
Nadal się przeogromnie cieszę, że tu mieszkam i chcę więcej, więceeejjjjj.
Cóż: można się łatwo przywyczaić do tutejszego życia.
Zderzenie z rzeczywistością po powrocie kiedyś tam będzie bolało.
I to mogę powiedzieć już teraz, po  niecałych 2 miesiącach.
Zatęsniłam po prostu za familią. 

A wracając do kryzysu to taki niechciej pospolity mnie dopadł. Dużo teraz pracuję, nie chce mi się po pracy wyjść ani nic. W ciągu dnia Młody czasem tak szaleje, że muszę odejść na 1,5 metra, głęboko odetchnąć i powtarzać sobie, że nie mogę na nich krzyczeć i pedagogicznie mu wytłumaczyć czemu po raz 1231424344 musi się mnie słuchać.
Normalnie Omen V.
To uspakajanie go kosztuje mnie tyle energii, że pod koniec dnia zasypiam na stojąco. A teraz jeszcze dzieciaki nie mają żadnych zajęć więc siedzę z nimi od 9-19. A ostatnio nawet do 20.00.
Na dodatek gdzie ich nie wywiozę: do parku/placu zabaw/zoo/muzeum to już na parkingu się zaczyna: a tu jest za dużo ludzi, a tu mi się nie podoba, a to kup mi totamtoowamto, a czy nie możemy zostać w domu itd.
Więc jestem tą złą au pairką, która planuje każdy dzień z wyprzedzeniem, żeby dzieci przez cały dzień miały ciekawe dla nich zajęcia a Młody stwierdzi, że za dużo na niego patrzę i foch.
Nie wyjdzie z samochodu.
I dzień rozwalony.
Młoda stwierdzi, że za dużo obcych ludzi i foch.
Nie wyjdzie z samochodu.
I dzień rozwalony.
A Ania stwierdza, że zaraz oszaleje i foch.
Wychodzi z siebie i staje obok.
I dzień rozwalony.

Także tego....tak to ostatnio codziennie wygląda.

Może ktoś, coś, cokolwiek, jakiś pomysł na nauczenie dzieci słuchania swojej au pair?
Bo słodyczowy szantaż przestaje być już skuteczny :P

Aha- przywiązanie do kaloryfera też nie wchodzi w grę... BO TU NIE MA KALORYFERÓW!!!

Dlatego nie mogę się doczekać jak i ja i dzieciaki pójdziemy do szkoły.
Po pierwsze będę miała wolne od 8-15 :D
Po drugie w końcu się pouczę czegoś ciekawego.
Chcę pójść na University of California w Berkeley na "studia" zaoczne.
Zajęcia/unity  kosztują mniej więcej tyle samo, a jednak uczelnia jest na tyle znana, że ładniej będzie wyglądać w CV niż Diablo Valley College :P Chociaż w DVC mają genialne tematy zajęć!
Zamierzam zaatakować jednych i drugich w przyszłym tygodniu, więc zobaczymy co z tego wyniknie.
Ale gdziekolwiek bym nie wylądowała to i tak już się cieszę na samą myśl. Uwielbiam takie kursy! Zawsze jak gdzieś wyjeżdżałam to chodziłam na zajęcia.

Z przyjemniejszych rzeczy to byłam w weekend u Karoliny, ale to trzeba opisać w osobnym poście :P

A teraz pardon, ale idę spaćććć :]


.

P.S. Tytuł posta wzięty z bloga Strawberries (http://strawberries-ap.blogspot.com/), bo ponieważ najlepiej opisuje moje myśli w ostatnim tygodniu :]

9 komentarzy:

  1. ja dalej nie moge przebolec ze usunelas zdjecie z telefonu ;>

    i wyslij mi maila co bym mogla material notkowy preslac, bo ja pisze notke w tempie dwa zdania na dzien :/

    :D

    A co do dzieciakow to zostaw je jeden dzien w domu i kaz robic NUDNE rzeczy od sprzatania po ukladania i moze wtedy zaskocza ;) albo wychodz z samochodu i odchodz na pare krkow rzucajac "bye" - u mnie to dziala, choc zazyczaj jedno dziecko wspolpracuje :P

    OdpowiedzUsuń
  2. oj ciezko ujazmic diabelki:P ja mam dodatkowo ten prolem, ze jak tlumacze to nie rozumieja co mowie:P haha, bo moj hiszpanski jest... uff! podstawowy i jak w jakies zawile tlumaczenia wchodze to jest: ¿que? a jak wlasnie Ci sie wlaczyly tesknoty to najlepiej wychodzic i spotykac ludzi, chociaz wiem, ze w praktyce to trudne.

    P.S. tytul posta- najlepszy:P hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. u mnie byl time out albo straszylam ze naskarze rodzicom aaalbo robilam mine pokerzysty i przestawalam sie odzywac,a jelsi musialam cos powiedz to tylko krotkie ,'zimne' odpowiedzi i sami przepraszali ;D i bylo cacy

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo dobre to z całym dniem w domu i robieniem nudnych rzeczy :D u mni też zazwyczaj jedno tylko wspólpracuje :]

    Strawberries- ja jak zaczynam nerwowo coś tłumaczyć to gramatyka mi się wyłącza i też jest tylko "WHATT??????"

    Anonimowy- straszenie, że poskarżę rodzicom dość dobrze działa :D a od jutra wprowadzę minę pokarzysty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. od 9 do 19 :O?? kobieto ! zmień rodzinę bo to istne wykorzystywanie ... swoją pracę trzeba cenić

    OdpowiedzUsuń
  6. zakupoholiczka- pracuję od 9-18 od pon-pt plus weekendy cale wolne, czyli wychodzi przepisowe 45h.
    Ale ja jem z nimi kolację i tak schodzi do 19 :) I to tylko teraz w wakacje tak wygląda. W ciągu roku szkolnego będę pracować duuuuuuużo mniej :D Więc nic mnie nie wykorzystują :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiem, że się bujam;p Uwierz mi, że na tym pierwszym filmików strasznie się powstrzymywałam;p A co do drugiego niestety nie ma mnie kto nakręcić, a ja sama też nie chcę nikomu zawracać gitary więc wyszło tak mrocznie wieczorem;p Popracuję jeszcze nad nim i na pewno będę go zmieniała tyle razy ile będzie trzeba;p

    A powiedz mi z jaką agencją wyjechałaś i jak długo szukałaś rodzinki?

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko masz w archiwum :) A w skrócie: wyjeżdżałam z Gawo/Interexchange i jechałam do rodziny, w której była moja koleżanka i ja wskoczyłam na jej miejsce. To ja poszłam z moją wybraną familią do agencji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu, pozwoliłam sobie wykorzystać nieco Twoją pracę i wrzuciłam linka do Twojego bloga u siebie. Chodziło o informacje dotyczące otrzymania wizy amerykańskiej:) Mam nadzieję , że dobrze się bawisz tam za oceanem :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń