wtorek, 5 lipca 2011

Wysyp na paradzie.

4th of July -Independence Day. czyli dzień, w którym każdy szanujący się amerykanin idzie na paradę, wtyka milion flag w trawnik przed domem, robi grilla dla połowy miasta i dziękuje za kraj, w którym żyje.
Ja amerykanką nie jestem więc jako zaliczony mogę odhaczyć tylko pkt.1.
Plan był taki, żeby pojechać do Alamedy gdzie jest najdłuższa parada w calych Stanach.
Jednak ostatecznie postawiłam na bliżej położone Danville.
Start miał być o 9.00 więc umówiłam się z Jo, że przyjedzie do mnie o 8.15 i razem pojedziemy.

Godz. 8.17:
BIIPPP SMS:
"Aniu już jestem, poczekam przed domem"

A Ania zaspana łapie komórkę "kto mi tuu piszee o tak wczesnej godzinie??%$!??
Przeczytałam sms połową prawego zaspanego oka i zamarłam?COOO????
Od razu dostałam wytrzeszcz.

Wyskoczyłam z wyra jak poparzona w 6 minut się ogarnęłam, w 5 minuty zrobiłam bułę  z czymkolwiek jako coś zwane śniadaniem, minutę biegałam po domu jak opętany chomik, nie wiedząc w sumie po co biegam :P 
Jeszcze nigdy nie wyrobiłam się w tak krótkim czasie.
Na dodatek wyglądałam jeszcze ładnie i kulturalnie :DO godz 8.29 siedziałśmy już w samochodzie i prułyśmy na paradę.
A jeszcze jak wchodziłam zadzwonił host do hostki, że on już jest na tej paradzie i nie ma gdzie zaparkowac itd.
Cudnie.
Właśnie dlatego chciałyśmy pojechać wcześniej :]

Miałyśmy jednak mega szczęście, bo zaparkowałam w miejscu gdzie parada się rozpoczynała.
Aż same sobie zazdrościłyśmy takiego miejsca :D

Obywatele już siedzieli na swoich krzesełkach rozstawionych wzdłuż ulicy i machali flagami.
Chwilę po 9.00 jak pierwsza przejechała policja a za nią wóz strażacki na sygnale oczywiście.
Parada trwała do 11.00 , narobiłam mnóstwo zdjęć więc pozwólcie, że opiszę tylko te najciekawsze rzeczy.
Otóż do ciekawostek można zaliczyć na pewno to, że gdy szli weterani wojny w Wietnamie lub Ci co wrócili z Iraku lub rodziny tych co tam jeszcze są to ludzie wstawali, najmocniej klaskali i wiwatowali.




Raz po dłuższej chwili zwykłego machania flagą i spokojnym oglądaniu wszyscy się poderwali jak jeden mąż i zaczęli krzyczeć i znów bić mocno brawo. Na masce samochodu było napisane jego imię i nazwisko, które coś mi mówiło...
Dzwoni, dzwoni, ale nie wiadomo, w którym kościele.
Zanim skojarzyłam kto to jest już mi prawie przejechał :] 
Otóż był to pilot, kpt Chesley B. Sully Sullenberger, który wylądował na rzece Hudson w 2009r. 
I teraz mieszka właśnie w Danville. (http://pl.wikipedia.org/wiki/Chesley_Sullenberger)



Moimi ulubieńcami z parady byli panowie tańczący z kosiarkami :P Wyglądało to obłędnie! 
I widać było, że ubaw też mieli nieziemski :)






Były tradycyjnie cheerleaderki:



Orkiestry różniaste:



Ludzie jeszcze bardziej różniaści:












Moje ulubione krzesełka:



 Krzesełko dla córki, rodziców i syna:

 




Po paradzie pojechałam do domu z zamiarem zgrania zdjęć i zaatakowania kolejnej parady.
Niestety na zamiarze się skończyło.
Dzień przed paradą byłam na basenowym grillu u znajomych Jo. Przesiedziałam w basenie pół imprezy. 
Niestety wysypka, która mi wyskoczyła po chlorowanej wodzie będzie na dłużej niż pół imprezy. 
Już na paradzie zaczęłam się drapać, ale myślałam, że to od słońca. W domu zobaczyłam, że mam to na całym wnętrzu ramion, na szyji, na nogach. Jedyne miejsca gdzie nie było kropek to to gdzie miałam strój kąpielowy.
Masakraaaaa.
Ostatni raz wysypkę miałam jak chorowałam na różyczkę :P 
"Mamoooo wchodź SKYPE, SKYPE!!! Natychmiast!!!" 
Po konsultacji medyczno-mamowej dr.HouseMom pognałam do apteki
do centrum. Pan aptekarz powiedział tylko ajajajajajaja i wskazał tabletki odczulające, maść i Ferrero Rocher. To ostatnie kazał łykać 10 razy dziennie po 3 sztuki.

Ja w tej aptece mam już kartę na punkty :P 
Każde wyjście na to gorąco powodowało, że cała skóra mnie piekła, na dodatek tableki mnie ogłupiły więc poszłam spać. Najbardziej nie mogłam odżałować, że nie pojadę na fajerwerki.
Ale wieczorem czekała mnie niespodzianka...
Jo była niedaleko ze znajomymi z basenu i wpadli po mnie, bo wybierali się na szczyt wzgórza, na którym mieszkam, gdzie oglądaliśmy sztuczne ognie w dwóch różnych miastach po dwóch stronach.
Czyli fajerwerki też zaliczyłam.


Happy 4th of July!


P. S. Więcej zdjęć będę wrzucać na stronę mojego bloga na fcbk :)

8 komentarzy:

  1. świetne! sama chciałabym przeżyć taką paradę na własnej skórze ^^ a Tobie zdrówka życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ferrero Rocher na wysypkę? :P :P
    aż mnie coś zaczęło swędzić :P hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. haha opetany chomik! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Porażają mnie takie parady! *-* masakara! Jak dla mnie kompletna tandeta i kicz, dobrze, że w Polsce nie mamy czegoś takiego! :)
    Również życzę zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  5. W Polsce Dzień Niepodległości w który powinniśmy się cieszyć, że jesteśmy wolni to my się smucimy. Smutne mszę święte, smutne piosenki pod pomnikiem kogoś znanego.. Nastrój jak po pogrzebie. Wiem coś o tym bo jestem harcerką i jednak uroczystości Polskie są smutne. A gdzie radość że po 123 latach zostaliśmy wolni? Uważam że amerykanie bardzo dobrze świętują swoje święto. pokazują swój patriotyzm i przywiązanie do kraju (fakt faktem może trochę za bardzo kolorowo no ale o gustach się nie rozmawia). A w naszym kraju flagi wywieszają tylko ci co mieszkają w większych miastach. Taka jest, szara i nudna polska rzeczywistość jak i święta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Grunt to zbić interes na sprzedaży flag xD normalnie jest ich pełno, a w tym dniu to widzę, że apogeum ;) Ale na drugim zdjęciu to muszę powiedzieć, że wstyd! Taka piękna, duża flaga, a taka wygnieciona! Oj, oj nieładnie! ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. AHAHAHAHAH OPĘTANY CHOMIK!:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję Madzienka :)

    Kazetka- Ferrero jest jak antybiotyk na wysypkę!

    Perejil- no może i było ciut tandetnie, ale oni się tak cieszą z tego, że ta radość szybko się udziela i sama bijesz brawo śpiewającej marchewce :P

    Marta K- zgadzam się z Tobą w 100%!:)

    Nitka - a wiesz ile w sklepach było rzeczy z motywem flagi!?!! Od wykałaczek przez gatki po ogrodowe parasole!

    OdpowiedzUsuń