czwartek, 19 września 2013

Road Trip. Day 2. Viva Las Vegas!!

Elvis śpiewał Viva Las Vegas,
a Bradley Cooper Viva Kac Vegas.
Jeden i drugi bez wątpienia korzystał z uroków tego miasta.
Bo jest to nie da się ukryć bardzo osobliwe miejsce.
Miasto, które wyrosło na samym środku gorącej pustni.
Kiedy dojeżdża się do jego obrzeży można pomyśleć, że to jakaś fatamorgana.
Gigantyczne budynki, palmy i pełno ludzi.





Znajduje się tu 17 z 20 największych hoteli w USA.
Nasz nazywał się Circus Circus i może się pochwalić największym na świecie stałym namiotem cyrkowym.




W środku jest spore wesołe miasteczko z dużym rollercoasterem.
Więc nie dziwi fakt, że hotel ten jest wybierany głównie przez rodziny z dziećmi.
Ja go wybrałam, bo był najtańszy :P 35$ za pokój z noc (dla 4 osób!)




Przebraliśmy się i pojechaliśmy zwiedzać The Stip- czyli główną ulicę LV gdzie znajdują się wszytskie kasyna.




Nasz hotel był na samiuśkim jej końcu więc, żeby zaoszczędzić sobie czasu pojechaliśmy autem.
Zaparkowalismy w hotelu Flamingo i przechodząc przez jego środek nie było wątpliowści, że jest się w kasynowym raju.



Ciekawostką jest fakt, że w Las Vegas nie ma kasyna, które byłoby wyposażone w okna lub zegary – przyczyna jest jedna: nie zajmować graczy tak przyziemnymi sprawami jak późna godzina, aby mogli w pełni oddać się grze.
Ja też dwa razy zagrałam i wygrałam chyba 45 centów.
Nie ogarniałam tych maszyn tak dobrze jak te babcie..




Prosto z Flamingo wyszliśmy na Caesars Palace znany z "The Hangover".




W środku jest sklep w którym można kupić mnóstwo gadżetów związanych z filmem.


Znalazł się też polski akcent:




Hotel jest olbrzymi! Ma 3.348 apartamentów, własne Colosseum- scenę z widownią na 4.296 miejsc, na której występowali regularnie Celine Dion, Elton John i Bette Midler
Dookoła jest  m.in. zakupowe Forum Shops oraz idealna kopia fontanny Di Trevi prosto z Rzymu.



Po włoskiej wizycie poszliśmy w kierunku hotelu The Mirage gdzie miał być pokaz wybuchającego wulkanu.
The Mirage jest jednym z najdroższych hoteli–kasyn na świecie- koszt jego budowy wyniósł 630 milionów dolarów!!



Show, muszę przyznać, że zrobiło na mnie wrażenie.
Ogień w ruch, para buch i odgłosy prawdziwego wulkanu.
Stałam dość daleko od tych kul ognia a i tak bił od nich żar.
Ludzie stojący zaraz koło wulkanu chyba się piekli jak skwareczki.


Po show PaniKierownikWycieczki pogoniła towarzystwo do kolejnego kasyna- Treasure Island.
Tam odbywał się show pt. “Sirens of TI”
Na gigantycznym statku syreny uwodzą piratów swoimi głosami i tańcem.


Dużo fajerwerków, skoków do wody i głóśnej muzyki. 




Jednym z głównych gwoździ programu jest zatopnienie statku piratów, który wypływa za plecami publiczności.
Drugą sensacją jest końcowy wybuch na statku syren.
Baardzo widowiskowe!


Kolejnym stopem było Bellagio i jego pokaz fontann. 
Sam hotel  uważany jest za jeden z najbardziej luksusowych na świecie.


Show z fontannami uważam za największe rozczarowanie.
Zazwyczaj zachwycam się wszystkim często i gęsto, i mało co z rzeczy, które zwiedzam mi się nie podoba, ale to naprawdę nie przypadło mi do gustu.
Wyczytałam, że jako  tło czasami puszczane są takie piosenki jak: "Singin' in the Rain", "It's Beginning to Look a Lot Like Christmas", "The Most Wonderful Time of the Year", "Santa Baby", "God Bless the USA', a tym razem puścili jakiś smętny kawałek.






Wieczorem naciągnęłam Patrycję, żeby pojechać do słynnej Little White Chapel.
Jakie było moje zdziwienie gdy okazało się, że jest to na samym końcu Niczego.
I ginęło w tonie neonów i szyldów.



Najbardziej mnie rozśmieszyła opcja Drive Thru.
I frytki do tego... :P
Tak tak , można wziąć ślub nie wysiadając nawet z auta!




Wszystkie formalności, znalezienie Elvisa, który udzieli Ci ślubu i dobranie obrączek zajmuje kilkanaście minut.
...and they lived happily ever after...



Apropo Elvisa, to nie udało mi się znaleźć żadnego godnego do zrobienia sobie z nim zdjęcia :(
Jedyne co widziałam to czarnoskóry Elvis  i to coś:


Na pocieszenie kupiłam sobie magnesik z Elvisem do kolekcji w największym sklepie z pamiątkami na świecie.


Nie było imprezowania do białego rana, ponieważ z samego białego rana trzeba było jechać dalej.
Las Vegas na pewno nie będzie moim ulubionym miastem, ale to może ze wzglądu na to, że nie dla mnie truptanie w szpileczkach w mini od baru do baru w celu wyrwania jakiegoś ciacha, tudzież zakalca.
Ja nie lubię imprezować, clubbingować itp, a Vegas nocą to jedna wielka impreza.
Każdy kto choć trochę jest PartyAnimal będzie czuł się tam na parawdę jak w raju.
Ja się bardziej cieszyłam na nadchodzące kaniony i krajobrazy :)
A tu jeszcze parę krajobrazów miejskich:












I śmiesznie na koniec:






18 komentarzy:

  1. Jak Ci się udało zrobić zdjęcia w kasynach? Jak byłam w Atlantic City to nas z aparatami gonili jak wściekli i to już od samego wejścia. W tamtejszych kasynach również nie było okien i zegarów :) a to co nas najbardziej zdziwiło to maszyny nawet na jednocentówki :) drenaż kieszeni na całego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie udało mi się zrobić tylko te :P w Bellagio jak wyciągnęłam aparat to od razu goryl przy stole zrobił groźną minę :P

      Usuń
  2. W żadnym kasynie nie ma okien i zegarków:) po to żeby gracze nie zwracali uwagi na uplywajacy czas:)
    Ps. mam zamiar wyjechać i chciałam zapytać jak radzilas sobie z tęsknota?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam zbyt zajęta zwiedzaniem, żeby tęsknić :) odzywała mi się tęsknota za domem jak bywałam chora i tak sobie leżałam w wyrze cały weekend i hości nawet nie sprawdzali czy żyję :] to wtedy brakowało mi Mamy z herbatką z cytryną i obiadkiem do łóżka :P

      Usuń
  3. Świetne zdjęcia! Zawsze podobał mi się The Mirage. Pracować w takim hotelu... to musi być super! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Wg mnie najwieksza zaleta Las Vegas jest to, ze czesto i gesto sa tam swietne koncerty artystow wlasciwie kazdego gatunku. Przynajmniej takie odnosze wrazenie sledzac trasy koncertowe wielu z moich ulubionych grup. I na zdjeciach widze, ze w tym czasie szykowal sie wystep Boyz II Men.

    OdpowiedzUsuń
  5. Te babcie są rozwalające w każdym z filmów ;) Zawsze groźnie nastawione, zawsze pilnujące swoich maszyn albo oszukujące innych ; )

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja mam pytanie odnośnie angielskiego: na jakim poziomie był u Ciebie przed przyjazdem? ja jestem na średnim poziomie,dużo rozumiem,ale gorzej z mówieniem,myślisz,że w moim przypadku wyjazd ma sens?głupio kogos słuchać i ledwo coś się odezwać:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno się rozgadasz w stanach :) oni są cierpliwi i bardzo starają się zrozumieć obcokrajowców :)

      Usuń
  7. Komicznie z lekka, ale zarówno też bajkowo :)) Mam nadzieje, ze uda odwiedzic mi się to miasto ! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja byłam w las vegas w 2008r..też przy okazji road tripu. zapamiętałam mega upał i tłum ludzi

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzeczywiście, Sin City w całej okazałości :D

    OdpowiedzUsuń
  10. jakim aparatem zrobiłaś zdjecia? chodzi mi o nr 31:) bardzo ładna jakość w nocy <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam o 6 lat Canona 450D, ale żaden ze mnie fotograf i ustawienia wybieram na wyczucie i niektóre zdjęcia nawet wychodzą :P

      Usuń
  11. Panno Anno, a kiedy opiszesz rozstanie z Grmlinkami i hostami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak skończę relację z road tripu :)

      Usuń