piątek, 21 września 2012

Na barana.


Odpowiednikiem polskiego " brania kogoś na barana" jest piggyback ride.
Widać jaki kraj, takie zwierzę.
Jednak dzisiejszy baran miał niewiele wspólnego ze świnką.
Miałam dziś niesamowitą przyjemność oglądania historycznego " The Ultimate Piggyback Ride".
Właśnie tak nazywa się metoda, którą NASA transportuje wahadłowce.
Do tego służy specjalnie zmodyfikowany Boeing 747 tzw Shuttle Carrier Aircraft (SCA)


Dlaczego ten lot byl historyczny?
Otóż na tego Boeinga został załadowany wahadłowiec Endeavour, który jako przedostatni poleciał na księżyc z załogą.
Ponieważ byl to jeden z bardziej znaczących wahadłowców, jego przejście na emeryturę uczczono przelotem na niskiej wyskości nad najważniejszymi  miastami w USA.
I na tą listę załapało się dziś San Francisco i okolice :)
O godzinie 9.30 uzbrojona w obiektyw od hostki, wdrapałam się na szczyt wzgórz Berkeley, z którego było widać idealnie całą zatokę tzw Bay Area.
Do 10.00 na każdy dźwięk silnika i widok samolotu wszyscy podskakiwali "OOOO MOŻE TO ONNN!!! A nieeee to zwykły samolot..."
Patrycja czaiła się w SF i smsowałyśmy do siebie jak szalone czy ktoś coś już widzi i jakie ploty chodzą w tłumie, gdzie co i jak leci.
Napięcie rosło jak szalone.
Na dodatek nie wiadomo było, jak będzie widać w SF z oczywistych powodów: mgła.
A my się jeszcze z Patą nakręcałyśmy podwójnie
Że zacytuję fragmenty:
 -Kuzwaa, mgła is rolling in! wkurzę się. Jeszcze ktoś zaczął się drzeć, że aż się  podekscytowałam bez powodu
-jak mi się aparat zepsuje to wyrzucę do oceanu!
-ej krzycz jak bedziesz go widziała co bym i ja wiedziała , że zaraz go zobaczę :P nie no, zdjęcia nakur**aj!
-ejj  no już nie mogę. spóźniają się! Karny ***** za spoźnienie!
-aleeeee się stresujeeeeee, jak sie podniecammmmmm :P
-JEST!!
- Cudddddooo wiesz jak blisko lecial!! prawie się poplakałam!!
-Leci na most!! Już tuż tuż
-Masz go, masz go?? Jak nad mostem leci??

Reszta tłumu zachowywała się identycznie.
Każdy nasłuchiwał w radiu, gdzie aktualnie to cudo leci i podawał informację dalej.
I w końcu ktoś krzyknął: jest już nad Walnut Creek!
Czyli za parę sekund będzie!
Ze sporym opóźnieniem ale doleciał.
I wyłonił się zza mgły....


W  tłumie rozległy się ochy achy, ludzie bili brawo, krzyczeli z radości, krzyczeli Thank you! Have a good flight etc.
Naprawdę było to wzruszające.
Widok wahadłowca przyczepionego na plechach Boeinga - bezcenne.
Jestem przeszczęśliwa, że udało mi się to zobaczyć na własne oczy.
Widziałam jak tworzy się historia.
To jest niewyobrażalne jaką moc i wiedzę ma człowiek, żeby stworzyć wahadłowiec, który leci na Księżyc i z powrotem, okrąża Ziemię ponad 5000 razy, pokonuje ponad 123.000.000 mil ( prawie 200 milionów km!!! ) a potem jeszcze umieścić go na największym samolocie pasażerskim i jak gdyby nic przelecieć nad głowami takich małych zwykłych ludzików jak ja.
Cud i magia!Sami powiedzcie, czyż to nie jest piękne:
















A teraz idę spać i mam nadzieję, że będę miała odlotowe sny. Takie jakby je ktoś z księżyca wziął!


.

2 komentarze:

  1. Super post! Fajnie, że widziałaś to na własne oczy. I dziękuję za cudowne zdjęcia! :D

    Jo

    OdpowiedzUsuń
  2. Skomentuję kompletnie nie na temat, ponieważ chciałabym nawiązać do jednej z notek o amerykańskich pieniądzach. Też je zbierałam i udało mi się zebrać ich dokładnie 58 (wszystkie Stany + Samoa Amerykańskie, Mariany Północne, Guam i z parków Yosemite oraz Yellowstone, a na mały bonus Mount Hood i Chickasaw.) Udało mi się też dostać okazjonalnego dolara z Indianami i nie powiem, sporo frajdy miałam przy zbieraniu tego. Życzę Ci nazbierania wszystkich i zazdroszczę Ci tego klasera, bo nie wpadłam na taki pomysł, aby go zakupić.

    Pytając z innej beczki, jak długo jeszcze zostajesz w Stanach? :)

    P.S sprawdziłam monetę z Kansas i też niestety nie mam na niej "in God we rust :(

    OdpowiedzUsuń