piątek, 21 października 2011

Trzęsawica.

Trzęsł się samochód.
Trzęsła się ziemia.
Trzęsło się trzęsienie.
A na końcu najabrdziej trzęsły mi się ręce.

Earthquake from To-Do-List: CHECKED!


A było to tak:
czekałam wczoraj na parkingu niedaleko szkoły młodych i użerałam się przez telefon z wydziałem DMV w Sacramento, który to powiedział mi, że na prawko to mogę sobie nawet i pół roku czekać, bo oni muszą sprawdzić wszystko mega dokładnie czy abym na pewno była tu legalnie.
Wtedy już zaczęło się we mnie coś trzęść ze złości.
A potem samochód zaczął się bujać.
Lewo, prawo, góra, dół.
Naprawdę mocno.
Oczywiście przemknęło mi przez myśl, że to może trzęsienie ziemi.
Jednak rozsądek obstawał przy swojej pierwszej wersji, czyli: silnik się krztusi, samochód się psuje i pewnie zaraz wybuchnie, rozleci się na milion kawałków a dzieci spóźnią się na chiński.
Na szczęście pojechał jak trzeba i ustawiłam się grzecznie w car line i wtedy dostałam sms od koleżanki: "czułaś trzęsienie? właśnie w tv o tym mówią "
Oj czułam czułam.
Czyli jednak miałam dobrą pierwszą myśl.
Trzęsienie nie było niby aż tak duże, bo tylko 4 stopnie, ale epicentrum było bardzo blisko, w Berkeley, dlatego było je tak dobrze czuć.
Było pod samym campusem UC Berkeley.
Może po prostu studentom chemii jakieś doświadczenie nie wyszło....

I tak oto przez cały dzień się cieszyłam z tego, że zaliczyłam pierwsze, kalifornijskie trzęsienie ziemi.
Wieczorem już mi nie było tak do śmiechu....

Po 20.00 siedziałam na łożku z kompem, a tu nagle  rzeczy na biurku zaczynają się przesuwać, drzwi skrzypią, łóżko skrzypi i słuchać taki dziwny, dudniący dźwięk.
To już nie było tak fajne jak to trzęsienie rano.

Mój pierwszy odruch? Złapałam za telefon.
Czemu?
Nie wiem :P
W sumie dobrze.
Dom jest postawiony na mega stromym wzgórzu, więc jakby porządnie zatrzęsło, to się ślizgamy prosto w dolinę a cała chałupa leci na mój pokój.
Z telefonem by mnie przynajmniej szybko zlokalizowali.

Jak już przestało to poleciałam zobaczyć co robią hości z dziećmi.
A oni jak gdyby nigdy nic czytali im bajki.
Więc wróciłam z moimi strasznie trzęsącymi się rękoma do pokoju.
I potem do poźnej nocy reagowałam nerwowo na każdy trzask czy skrzypnięcie.
Pytałam się dziś Młodych czy coś czuli wczoraj wieczorem, to powiedzieli, że tak i nawet stali przez chwilę z rodzicami pod ramą drzwi.

Żeby było śmieszniej, tego dnia w całym stanie jedncześnie odbywały się wielkie ćwiczenia właśnie na wypadek trzęsienia.
Nazywa się to The Great California Shake Out. (http://www.shakeout.org/)
O godz 10.20 wszyscy chowają się pod ławki, stóły łóżka lub cokolwiek gdzie by wskoczyli w razie prawdziwej katastrofy.
Fachowa nazwa tej czynności brzmi: Drop. Cover. Hold On.




W szkołach przeprowadzane są próbne ewakuacje, nauczyciele rozmawiają z dziećmi jak się zachować, gdzie pójść itd.
Hostka mi kiedyś opowiadała, że dzieci muszą raz na jakiś czas przynieść taki zestaw małego earthquak' owego survivalowca  z wodą, suchym jedzeniem,latarką, apteczką itd i razem z nauczycielem sprawdzają czy wszystko jest sprawne, świeże i przydatne.
W sklepach można takie zestawy za 20$ kupić.
Tak obywateli od przedszkola szkolą.
Są przygotowani tak na wszelki wypadek.
A u nas drogowcy co roku są zaskoczeni, że zimą śnieg pada.
Mimo, iż to dużo łatwiejsze do przewidzenia i zapobiegnięcia niż trzęsienie ziemi.
Eh. Cóż.

Żeby było jeszcze trochę śmieszniej to 22 lata temu, trzy dni wcześniej -17.X.1989, miało miejsce tzw The Loma Prieta earthquake - największe trzęsienie ziemi od czasu w tego, które zmiotło San Francisco  w 1906.
Miało siłę 6,9 w skali Richtera, zabiło 63 osoby, prawie 4000 osób zostało rannych a tysiące zostało bez dachu nad głową.
Trzęsienie to zasłynęło jeszcze tym, że jako pierwsze wystąpiło na żywo w TV.
Jak?
W tym czasie rozgrywany był mecz baseball'owy San Francisco Giants vs Oakland Athletics.





Podsumowując:

następnym razem już będę wiedziała, że jak już złapię za ten telefon to mam biec pod biurko :)

A teraz:

Come on, shake, shake
Shake, shake, shake it

Shake, shake
Shake, shake, shake it :P

9 komentarzy:

  1. Choć zabrzmi to idiotycznie, to... strasznie Ci zazdrościmy. Już prawie rok czasu tu jesteśmy i nic, nawet lekkiego, malutkiego trzęsienia. Ale jutro lecimy na Hawaje, tam też podobno buja, więc może tym razem?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja natomiast nie zazdroszczę, ale dobrze, że nic ci się nie stało ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jak zwykle nie mogę w Niemczech obejrzeć polskiego filmu na youtube :(
    Pamiętaj, pod biurko!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja kiedyś przegapiłam trzęsienie w Polsce,bo byłam w tym czasie w Poznaniu, a ponoć w Grudziądzu moim wszystko się trzęsło ;D a jak wróciłam do domu, to szafki byly pootwierane ;o

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa historia. Przyznam się teraz publicznie, że trzęsienia ziemi w USA zawsze mnie przerażały. Coś mi się ubzdurało, że pewnego dnia ziemia zatrzęsie się w okolicach Yellowstone ( które jest defacto wulkanem). W efekcie dojdzie do aktywizacji i erupcji a potem ludzkość zginie na skutek długiej "zimy wulkanicznej" :P Ale pewnie się mylę,

    OdpowiedzUsuń
  6. Baraka nie straasz!!!!! :P Ja się zawsze takimi wizjami przejmuję :]

    Takie małe rzęsienie fajna rzecz.
    A CA ma to do siebie, że się buja co chwilę tyle, że nie czuć.
    I oby przez najbliższe dwa lata bujało się tak po cichu.

    OdpowiedzUsuń
  7. ajj myślałam,że pokażą na tym filmiku jak się wszystko trzęsie :D

    uwielbiam Twoje wpisy btw. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. za dużo to nie widać, ale można usłyszeć reakcje ludzi :) i kamera trochę się trzęsie :P

    dziękuję dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń