środa, 12 października 2011

Dzień szkolny zwyczajny.




To może coś z cyklu dzień szkolny, zwyczajny.
Do bólu powtarzalny.

Dziecięcia moje szły w tym roku do szkoły jako jedne z ostatnich. 
Na szczęście w końcu tam dotarły i od tej pory moje dni  upływają względnie spokojnie, według schematu i mam  więcej czasu sama dla siebie.

Dostarczanie dzieci do szkoły, odbieranie i przygotowywanie wygląda znacznie inaczej niż u nas.
Moje młode e są w tej samej, prywatnej szkole, co jest bardzo wygodne i zaoszczędza mnóstwo czasu.
Przed pierwszym dniem szkoły dzieci miały tradycyjny  Ice Cream Social.
Jak nazwa wskazuje jemy lody i się socjalizujemy.
Dzieciaki spotykają się pierwszy raz po wakacjach, mamy wymieniają się opowieściami gdzie to oni nie byli na wakacjach, a ojcowie się chwalą kto dalej uderzył piłkeczkę do golfa.
A au pairki uderzają do lady z lodami razem z dziećmi, załapują się na dużą porcję i uśmiechają się do wszystkich, bo a nóż widelec któraś mama będzie potrzebowała kogoś do pilnowania dzieci.
A pilnowanie dzieci = dodatkowa kasa.
Tak więc przechadzałam się w te, i w tamte, i znowu w te  i się uśmiechałam, zagadywałam i byłam zagadywana.
Wici rozpuszczone.
Sezon na polowanie na rodziców uważam za rozpoczęty.

Po rundce między rodzicami zwiedzałam z dziećmi szkołę.
Każda sala jest wyposażona w taki sprzęt, że szczęka opada.
Wszędzie projektory, tablice elektroniczne a od przyszłego miesiąca całe przedszkole, w tym mój młody, będą pracować na iPadach.
Mówiłam już, że to 5 LATKI?!

Na iPadach.
Chrzanić UniBerkeley! Mammooo zapisz mnie do tego przedszkola!

W klasie młodej- nasza 3 klasa- w biurkach czekały już gotowe książki, zeszyty i ołówki.
Wszystko zostaje w szkole. Do domu przynoszą tylko taki cieniutki, zielony folder, gdzie po jednej stronie jest zakładka dla informacji na lini rodzice- nauczyciel a po drugiej miejsce na kartki z zadaniem domowym.

Młody narazie przynosi do domu, tylko kolorowanki, które robił w przedszkolu.

Mój dzień od pierwszego dnia szkoły wygląda tak samo:

start godz 6.30
zapakować do osobnej torby lunch, do osobnej snack i osobno picie
obudzić
zapakować w mundurki
nakarmić
umyć zęby
nasmarować kremem z filtrem
uczesać
wcisnąć w buty
dociążyć plecakiem
upchnąć w samochodzie
uciszyć w czasie jazdy do szkoły
ominąć korek
wyrzucić w car line
pomachać
utknąć w korku
jak najszybciej wrócić do domu z powrotem spać

Ok 14.20 muszę wyjechać z domu, żeby ich o 15.00 odebrać.
Ogólnie przywożenie i odbieranie dzieci najlepiej określa wyrażenie: drive thru.
Rano podjeżdzam samochodem w tzw. car line przed szkołę gdzie ok 4 osoby z dyrektorem na czele otwierają drzwi auta i przechwytują dzieciaki.
Przez pierwszy tydzień dyrektor stał na samym dole przy wjeździe do szkoły i wszystkim machał na dzień dobry.
Integracja na całego.
Bardzo podoba mi sie takie podejście.

Wróćmy do drive thru.
Dzieci można odbierać  w car line o 14.30 lub 15.00.
Mnie obowiązuje ten drugi.
I znowu ok 4  nauczycieli stoi rozstawionych na trasie tym razem z walkie-talkie.
Jak ten pierwszy widzi samochód po konkretnego dzieciaka, to podaje info dalej i Ci co stoją przed szkołą go wywołują, podprowadzają i wpuszczają do samochodu.
Jak w McDonaldzie.
I frytki do tego.
Jednorazowo obsługują po 4 do 5 samochodów więc idzie to na prawdę szybko.
Ja przez pierwsze 2 tyg musiałam kłaść za szybą tabliczkę z nazwiskiem  młodych, bo jeszcze mnie nie znali i nie kojarzyli samochodu.
Jestem dumna i blada, bo szybko się nauczyli, że to kudłate za kierownicą to po Młodych.

Car line:


 Wygląda niepozornie, ale za mną stoi jakieś 20 samochodów, a kolejne jeszcze dojadą.


Po przechwyceniu dzieci zaczyna się skakanie po zajęciach dodatkowych: kung fu, chiński, soccer, baseball.
W omijaniu korków i w manewrowaniu po zatłoczonych 6 pasmowych autostradach dochodzę już do perfekcji.

W domu lądujemy zwykle przed 18.00.
Wtedy Ania -kat musi zmusić młodą do odrobienia lekcji a potem oboje do ćwiczenia na pianinie min 15 minut.
I do kolacji jakoś schodzi.
Niestety kolacje tak jak były w wakacje ok 18.30 tak teraz przeważnie są ok 19.00-19.30 więc zanim dotrę do pokoju to już 20.00 wybija.
I wtedy to mi się już nic nie chce.
I tak leżę i myślę.
I coś tam obejrzę, pomarnuję czas w internecie i spać.
I tak codziennie.
Muszę sobie jakieś twórcze zajęcie znaleźć, bo mi moja energia życiowa przygasa ostatnio, więc trzeba ją znowu wkrzesić.

A teraz jako, że czas w kompie już pomarnowałam to według grafiku czas na jakiś film.


See you later, alligator!

10 komentarzy:

  1. to wszytsko brzmi tak 'nienormalnie' i kosmicznie;D ale to w końcu Hameryka;D znajdz tworcze zajecie, jak napisalas, bo popadniesz w rutyne;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty i nuda?! W twojej głowie, aż się roi od ciekawych pomysłów, wyczuwam to na odległość, twoja radosna twórczość mówi sama za siebie :) Na pewno wymyślisz coś kreatywnego :D A tak z innej beczki...jak ci się prowadzi auto w US? Chodzi mi o to, czy szybko się przystosowałaś do tamtejszych dróg. Z tego co pamiętam, krótko przed wyjazdem zdałaś prawko, więc wyjadaczem dróg nie jesteś. Jeśli się mylę to mnie zchłostaj :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Podoba mi się Twój sposób opisywania akcji ! :D
    "to Kudłate":P:P
    Dałam inne zdjęcia tu i tu i teraz tak myślę, że to chyba źle...;/

    Pzdr :)

    OdpowiedzUsuń
  4. chiński? Serio?! wow?! Chrzanić iPady. Ja chce chiński!!!!
    Sake - też kat ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Krem z filtrem, czyli rozumiem, że trafiły Ci się jakieś azjatyckie dzieciątka? Ależ oni mają fioła na punkcie jasnej cery!

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę to wsyztsko brzmi jak z kosmosu...gdzie u na sby się o takie rzeczy martwili...albo dyrektor witający dzieci....nieziemskie :P W ogóle wypasione auta w tej kolejce :D

    OdpowiedzUsuń
  7. fakt, tu wszystko jest kosmiczne :P

    Nitka - chłostaj się, o chłostaj :P Co do auta: w samochoodzie zawsze czułam się jak ryba w wodzie i uwielbiam jeździć. Kogo nie spotkam to mówi mi, że super śmigam po tutejszych ulicach. Amerykanie mają swój specyficzny styl jeżdżenia, ale jak już go "obcykasz" to jest baaardzo łatwo. Ale nie zaprzeczę, że pierwsze 2 tyg to była masakra :P

    Sake- bierz iPada po chińsku :P

    Magdalena- dzieci zwykłe amerykańskie :) ale tu, mimo,że jest pażdziernik to po południu jest po 25-30 st więc dzieci trzeba rano posmarować. oni wszystkie przerwy spędzają na dworze i by się zjarały jak ten raczek :

    Karolina- moje auto czasem jest jedyne kompaktowe, bo cała reszta to gigantyczne, rodzinne SUVy ! :] mój samochód kończy się tam gdzie im się opona kończy :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Powiem to poraz 3875438505986 uwielbiam czytać twoje opowieści! masz talent widać ,że świetna z ciebie osoba :)
    pozdrawiam , z zimnej Polski

    OdpowiedzUsuń
  9. właśnie oblałam się rumieńcem!! :) dziękuję! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety co do książek to muszę je zabrać ze sobą bo to prezenty dla hostów. Mam także dwa przewodniki z czego biorę jeden lżejszy i słowniczek w razie W ;p

    Co do twojego opisu to ciężko sobie wyobrazić, że już niedługo będę robiła to samo;p Z jedną różnicą, że u mnie nie będzie tak ciepło:(

    Pozdrowienia i szalej tam! :D

    OdpowiedzUsuń