piątek, 17 czerwca 2011

Staying Alive! czyli First Aid, szkolenie dzien 2

Dziś się czuję dużo lepiej.  Zeszlam do dwóch opakowań chusteczek na dobę :D
I jak może zauważyliście piszę z ogonkami. DZIĘ-KU-JEMY Sake za podpowiedź gdzie to włączyć :)


A więc: drugi dzień szkolenia był w całości poświęcony pierwszej pomocy. Tym razem przyszedł pan pielegniarka :P Był podobny do Jima Carrey'a i taka teź miał mimike, wiec miło się patrzylo ;)
Nie bedę opisywać szczegółowo co on opowiadał, ale jest jedna rzecz warta wspomnienia, która może się kiedyś przydać.
Otóż przy robieniu masażu serca trzeba je uciskac w odpowiednim tempie. Wiadomo, ze gdy samemu sie liczy : 1,2,3,4,5,..itd to po chwili liczymy szybciej, a za chwile wolniej.
A serce w rozterce raczej by wolalo byc uciskane w jakims rownym tempie.
Wiec jak to zrobic?
Spiewajaco!
Doslownie.
Sa dwie piosenki, ktore maja idealny rytm dla serducha. W zaleznosci od gustu muzycznego mozna wybrac

a) Old MacDonald had a farm z lekko przyspieszonym tempem:

http://www.youtube.com/watch?v=AoGPVrOc684

b) BeeGees -Stayin' Alive - zwlaszcza refren

AAAaaAa Stayin' alive, Stayin' alive, a a a a a aaaaaaaaa

http://www.youtube.com/watch?v=A3b9gOtQoq4


Gwarantuje ze zapamietacie to do konca zycia. Jak facet nam to powiedzial to plakalysmy ze smiechu wszystkie :P A potem jeszcze bardziej jak trenowalismy przez pol godziny te ucisniecia a reszta musiala to spiewac :]

Byly tez zajecia z lalkami.
Wiec jak ta matka dzieciom:





Zajecia skonczyly sie o 17.30. Chwila na refresh i dawajjjjj na miasto!
Tym razem za cel obralysmy Ground Zero, Statue i okolice.
Gdy dotarlysmy w miejsce gdzie stalo WTC to na chwile zamarlam na mysl o tym co tam sie stalo.
Te wieze staly ciasno upchniete miedzy innymi drapaczami. Jak pokazywali wszystko w tv to wygladalo tak, jakby tam bylo tam wiecej przestrzeni. Rzadziej. Pusciej.
Przypomnialam sobie obraz tych lecacych wiez to dopiero zaczelo do mnie docierac co tam musialo sie dziac. Jaki to musial byc koszmar. Pieklo w raju. Centrum piekla w centrum miasta.
Straszne.
A jeszcze jak stalysmy na dole to nad wiezowcami przelatywaly baaardzo nisko samoloty. Nigdzie indziej ta bliska odleglosc nie robi takiego okropnego wrazenia jak tam.



Chcac obejsc ten teren weszlysmy niechaco do jednego biurowca, ktory wyrzucil nas na brzeg z takim oto widokiem:



I takim:





Bajka!
I to bylo to miasto, ten nastroj, to nowojorskie COS, czego szukalysmy z Patrycja na poczatku, a czego w centrum miasta nie znalazlysmy.

I nareszcie za zakretem ukazala sie ona. Wolnosci. Statua Wolnosci. Niezmieszana oczywiscie ;) Chyba dopiero wtedy poczulam ze faktycznie jestem w USA.



Ale ze widok zachodu slonca wzruszyl nas wszystkie (tzn pisze ciagle my-bo chodzily ze mna i Patrycja jeszcze  3 germanistki :]) i nie spieszylo nam sie nigdzie to same nie wiemy kiedy zaczelo sie sciemniac i sciemniac... A my przeciez mialysmy w planie poplynac darmowym stateczkiem kolo Statuy!
Run Forrest, run!
Zdazylysmy. Juz bylo bardzo szarawo, statek plynal zygzakiem, wiec udalo sie uchwycic tylko to:




Wyladowalywsmy na Staten Island, gdzie mialysmy pol godziny do nastepnego statku, wiec chwycilysmy buly w Subway'u i po prostu usiadlysmy. Nie mialysmy juz sily na nic.
Ale to co ujrzalysmy w drodze powrotnej wynagrodzilo nam wszystkie trudy:
 Blisko:


Blizej:


Najblizej:


Chyba opisywac nie musze :P

Nogi mnie tak bolaly ze ledwo sie doturlalam do hotelu :]

Acha i jeszcze przed cala wycieczka poszlysmy z Patrycja na nasze pierwsze PANCAKES Z SYROPEM KLONOWYM. Mniammmmmm :) Ale slodkie jak diabli!
A no i glupia mina tez musiala byc :]




Smacznego!
.

9 komentarzy:

  1. Zakochałam się w tym widoku <3<3<3
    Narobiłaś mi chęci na te pancakes mhm:D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że nie obrazisz się za to porównanie,ale bardzo przypominasz mi bohaterki Małgorzaty Musierowicz. Kiedy patrzę na Twoje zdjęcia od razu przypominają mi się przygody Borejków ;)
    Tak poza tym to świetnie to wszystko opisujesz. Aż chce się zostać aupair ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. ooo taak tam bylo faaajnie :D no i masz racje, ze na nurse ala jim carrey fajnie sie patrzylo :D w sumie to fajny z niego gosciu byl - strasznie sympatyczny ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Aah! Te zdjęcia to jest to. Piękne widoki. NY jak się patrzy. Cudo. :)
    No i oczywiście pięknej dzieciarni się dorobiłaś na tym szkoleniu. :)
    Zdrowiej Aniu, zdrowiej! Trzeba wstawać, poznawać Californię! ;) Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  5. NY zachwyca widokami ;) Chociaż ostatnio naszła mnie straszna chęć na odwiedzenie Włoch :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Martyna- w którym :P możesz wybrać tylko jeden widoczek :P

    Anonimowy- obraziłam się! FOCH jak sie patrzy :P hehe. dziękuję za komplement :)

    Aisling- wszystkie dzieci nasze są! Nie wnikaj skąd te czarne :P heheh Californię zaczynam zwiedzać od następnego weekendu!

    Karolina - Włochy są piękne! USA a Italia to dwa zupełnie różne światy. Oba warte zwiedzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaah czy oni przypadkiem czegoś nie dosypali do tych pancakes? :D Obłędna mina! Opętany wzrok! Rozumiem że to nowojorskie powietrze tak działa na ludzi :)

    OdpowiedzUsuń
  8. to ten nowojorski smrodek tak wyłupia oczy :P dosypali też coś na pewno :P

    OdpowiedzUsuń