wtorek, 14 czerwca 2011

No to lecim na Szczecin!

 
Postanowilam dawkowac napiecie :P  Mecze ten post od wczoraj i jako, ze wlasnie siedze w lozku z goraczka i mega czeronym gardlem (podziekujmy wszyscy ladnie klimatyzacji :/)i nie mam sily na odkrywanie okolicy to dopiero dzis funduje pierwsza relacje z lotu gda-monachium-ny.
Z gory przepraszam za brak ogonkow i polskich litererek!  Plus dostalam tymczasowo stary laptop hostow, ktory nie ma kilku klawisz i co najgorsze- nie ma myszki. Kopiowanie, przerzucanie i edytowanie zdjec to akutalnie mordega! Jutro jakas postaram sie kupic, bo nie lubie tak smyrac tej dotykowej :P

 No to lecim...


Panna Anna miala samolot bardzo z ranna- o 6.40. W domu walizka wazyla 23 kg, na wadze testowej na lotnisku: 23,4, a na wadze przy odprawie wazyla najmniej korzystnie, bo 23,6. Oni chyba specjalnie podkrecaja te wagi, zeby ludzie placili za nadbagaz :] Zamrugalam rzesami, wspomnialam cos tam o calym dobytku zyciowm upchnietej w tej malej, biednej walizeczce i jakos przeszlo :P
Jak startowalismy to zawazylam, ze sam premier przylecial mnie pozegnac i mi pomachac.
Bardzo milo z jego strony.


Lot do Monachium minal bardzo szybko. Jak juz szlam do okienka przepuszczajacego ludziki na dalszy lot dostalam sms od Patrycji, ze tez juz jest na lotnisku. Wiec umowilysmy sie przy WIELBLADZIE :P heheh Stanowisku do palenia CAMEL. Nie sposob go nie zauwazyc wiec miejsce spotkania bardzo dobre. I za 10 minut pojawila sie Patrycja.
Od tej chwili czas lecial duzo szybciej, bo nie trzeba sie bylo nudzic samemu czytajac wszytskie mozliwe ulotki, informatory itd :]
Dzien wczesniej dostalysmy maila od InterExchange, ze z nami leci na szkolenie jeszcze niemka i austriaczka.  Ale madre,sprytne dziewczynki nie sprawdzily jak  tamte dziewoje wygladaja wiec co, jakas mloda przestraszona istota sie pojawila to my z Partycja :" Tyyy,moze to taaaa, tak jakos aupairowato wyglada. O nieee, zobacz nastepna przyszla. Moze to ta?" I tak przez 1,5 godziny :P
W koncu pare dziewczyn odpadlo, bo jak rozpiely bluzy, to okazalo sie, ze maja a jakze urocze,identyczne koszulki z Cultural Care AP Jak klony! Dobrze, ze nas to ominelo :P
W koncu wpakowalysmy sie do samolotu.


Mialysmy osobno miejsca, ale rozwiazalam to tak:
podchodze, patrze a na miejscu obok mnie siedzi mlodzieniec. Mlodzieniec sie ucieszyl,ze wylosowalam miejsce kolo niego, a ja mu przywalilam" a bo tam siedzi moja kolezanka i my chcemy siedziec razem, to pan sie przesiadzie okey ???"  Powiedzial, ok, i zanim zaczal marudzic, ze Patrycja miala miejsce przy oknie a on nie lubi tam siedziec, to Pati juz sie rozmoscila na siedzeniu obok mnie :D I tak sie moscilysmy przez caly lot do NY.  Niestety szczescie nam troszke nie dopisalo i na 300 monitorkow w samolocie nasze dwa byly uszkodzone :P hahah Obraz byl w migajace paski i nieostry, a Patrycji czasem czarno-bialy . Jeden film udalo sie obejrzec, ale wiecej moje oczy nie daly rady przyswoic.  Najbardziej  mi zalezalo na zrobienu zdjec monitorkom, ktore wyswietlaly gdzie sie znajdujemy, jak szybko lecimy itd. Cos tam udalo sie zlapac:




Jedzenie bylo dosc dobre mimo iz na takie nie wyglada :P tadam:





Widok z okna przez caly czas byl taki:

albo taki:


i tak na zmiane :P
Po jedzeniu i siescie rozdano nam formularze do wypelnienia. Glownie to trzeba przepisac adres gdzie sie bedzie w stanach i dane osobowe. W razie czego stewardessy odpowiadaja na pytania. Jak sie ktos pomyli (podrawiamy Patrycje i Anie :P ) to daja nowe kartki. Wiec mozna sie mylic pare razy. (pozdrawiamy Patrycje i Anie :P). Na jedynym druczku jest pytanie o wwozenie jedzenia. Ja zaznaczylam "TAK", bo w koncu szmuglowalam ptasie mleczko,chalwe i torcik wedlowski :P Lepiej uczciwie sie przyznac, bo nigdy nie wiadomo co towarzysze amerykanscy wymysla. I jest tez pytanie o wartosc rzeczy, ktore wwoze to USA i ktore tam zostana. Kwota nieopodatkowana jest do 100$, ale radze wam wpisac ok 30-50$.
No i tak sobie lecim, i lecim. Szczecin juz dawno temu minelismy....i w koncu ukazal sie amerykanski lad:

 zobaczcie jak rowniutko stoja te domki! Kopiuj,wklej,kopiuj,wklej,wklej :]



Jak samolot zakrecal na lotnisko to udalo mi sie zlapac TO,tam male w tle:


Nasz pierwszy rzut oka na Manhattan :)
Niestety jak ladowalismy to tak sie zlozylo ze asfalt na lotnisku nam zwineli:




Po wyjsciu z samolotu zagadaly do nas dwie dziewczyny, ktore okazaly sie poszukiwanymi przez nas aupairkami z De i Austrii.

Juz w silnej i zwartej grupie ruszylysmy do okienek wpuszczajacych do USA. O mamooo jaka kolejka tam byla! Ja sie pytam ZA CZYM KOLEJKA TA STOI?? Dopchanie sie do okienka zajelo nam 1,5 h. Sprawdzili wszytskie dokumnety dokladnie, zeskanowali paluchy, odpytali po co jade, gdzie, jakie dzieci, dodali ze wspolczuja ze trafiam akurat na wakacje, postawili pieczatke i wpuscili do USA. AAAAAAaaaAAAA :D:D Do USA :D Poczekalam na dziewczyny i poszlysmy po bagaze.
Moje pierwsze miliony dolarow wydalam na wozek do bagazu :P Wszystko przylecialo na szczescie :)
Po odebraniu bagazy jest kolejna kontrola, skanowanie toreb i rewizja.  I przechodzi sie przez drzwi i juz. I juz sie jest TAM> TU> USA.

Zaraz po przejsciu przez te drzwi po lewej stronie jest takie stanowisko:




Tu trzeba podejsc i zamowic Shuttle Bus, ktory zbiera ludzi z terminali i rozwozi po hotelach. Kosztuje to ok 18$ plus napiwek. Kazda z nas dala wiec 20$ i byl spokoj.
Do hotelu jechalismy godzine, bo byly korki. A my przez caly czas siedzialysmy z twarzami przylepionymi do szyb i jedyne na co bylo nas stac to WOW, WOOWW, WOWOWOWO :P

Hotel jest w samym centrum.
Jam Ci ona przed hotelem:



Pokoj wygladal tak:




  A kiedy podnioslo sie zaslone:



Tak, tak robaczki to jest Empire State Building :D

Na dole w recepcji siedziala koordynatorka szkolenia.
Rozdala nam torby z calym zestawem Mala-Au-Pairka. Zestaw wygladal tak:




W srodku byly informacje o szkoleniu, kolejne dokumenty dla nas, bilet do pokoju i kartki na obiad w restauracji hotelowej.

Dalysmy sobie 1,5 godziny na re-fresh po kikunastu godzinach telepania sie samolotami i taksowkami, i umowilysmy sie ze idziemy cos zjesc i poszukac jakis drobiazgow ktorych pozapominalysmy z domu.
Po wyjsciu z hotelu buchnelo w nas takie goraco, ze az sie cofnelysmy! GORACO.  DUSZNO. TLOCZNO. GLOOOOSNO i SMIERDZI! Takimi slowami opisalysmy z Patrycja zgodnie nasze pierwsze wrazenie po wyjsciu do miasta. Nie moglysmy nigdzie znalezc normalnego spozywczaka,zeby kupic picie i inne pierdoly :P Na kolacje udalysmy sie nie gdzie indziej jak do MCDonka. Nawet to bylo niecodzienne, bo wielkimi cyframi w menu byly wypisane kalorie, a nie ceny :P Absurd dnia: przy kasach byla kartka ze przy kupowaniu jedzienia za ponad 20$ sprawdzaja dowod :P hahahha.
WELCOME TO AMERICA!


Na koniec pokemony wymeczone podroza:

CDN.

15 komentarzy:

  1. Aniu pięknie dziękujemy za opis ze szczegółami :) bardzo fajnie, czuję się jakbym była tam z Tobą :) ja polecę do DE wizzair'em więc nie będę miała takich bajerów, ani jedzonka....
    Śmiesznie wyglądają te poukładane domki, jak jakaś plansza :P hotel widać, że amerykański standard, wy zadowolone, czego więcej chcieć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki :) A te domki sa niesamowite! Tak cale miasta wygladaja!

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz naprawdę ogromny talent do pisania:D
    dziękuję , za zdjęcia i opis! Uśmiałam się z niektórych sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to teraz niecierpliwie czekam na post o Cali :)

    I wiem jak klimatyzacja wykańcza...przez pierwszy tydzień byłam chora jakby na dworze było -30stopni.
    A tu same musiałyście płacić za ten autobus?
    Pozrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki za szczegóły lotu, myślę, że nie jednej operce to się przyda ;) Czekam na kolejne posty. Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. piękna historia Cię czeka! :P :) mmmm też tak chcę!

    OdpowiedzUsuń
  7. hm, przy moim nienawidzeniu ameryki, zaczęłam trochę zazdrościć przygody i jednak tego manhatanu, życzę powodzenia, czekamy!

    OdpowiedzUsuń
  8. Rewelacyjna relacja! Aż chcę się tam być i poczuć ten smrodek miasta ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Podpisuję się pod Lecewkulki ;) Aż zazdroszczę tego wszystkiego! Najbardziej się uśmiałam z absurdu dnia :D rzeczywiście absurd możliwy tylko w Ameryce! Czekam z niecierpliwością na dalsze posty, piszesz świetnie!
    I powrotu do zdrowia życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miło Cię widziec tam całą i prawie zdrową :)
    pssst. mam podobną walizkę :D

    OdpowiedzUsuń
  11. hahaa :d - moje nieszczęsne d

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, czekam na dalsze przygody :P Czytając te wszystkie aupair-owe blogi czuję się jakbym czytała książki :P

    Tzn.,że do USA nie można zabrać więcej niż 100$, aby nie płacić od tej kwoty żadnych podatków?

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie piszesz! Może wydasz książkę? :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziekowac czytacze :) Zaraz opisze szkolenie:)

    Tina- w IE placi sie samemu za dojazd z lotniska do hotelu. Ew. rodzina moze Ci za to zwrocic.

    aneta- takkkk ten smrodek jest bardzo nowojorski i dlugo zostaje w pamieci. A w sumie w nosie :P

    kazetka-tak, mozna szmuglowac prezenty,ktore tam zostana tylko do 100$

    OdpowiedzUsuń
  15. w końcu jakieś konkrety!!!! super, teraz to będzie moje główne zajęcia (w sensie czytanie Twojego bloga) no może zaraz po nauce na egzaminy:PP

    OdpowiedzUsuń