piątek, 17 sierpnia 2012

Takietam.



To może trochę prozy życia codziennego.
Garść informacji.
A więc: wakacje dzięki bogu już się kończą.
Za  6 dni roboczych dzieci posłusznie pójdą do szkoły, co daje mi codziennie 6 godzin wolnego.
Bardzo mi się to przyda.
Pokój mam tak zawalony, że nie widać czy kot pod łóżkiem siedzi, czy nie.
Papiery w szufladach same zaczynają wychodzić, a skarpetki to przestały grzecznie być w parach już na początku lipca.
Jak tylko to rykowisko ogarnę to pochwalę się jak mój loch, komnata, jaskinia wygląda po ponad roku.

W sumie były to moje drugie i ostatnie wakacje z nimi...
Ja swoją "zamianę" kończę zanim zaczną się te przyszłoroczne.
Dziwne uczucie..
Tak już bliżej do końca, niż do początku.
Kocham San Francisco i East Bay jak Gdynię!
Przy wyjeździe będę wyć, jak wilki do księżyca.
Ale gdy tylko stanę się drugą JK Rowling to kupię sobie bilet miesięczny na trasie SF-Gdynia i będę tutaj non stop wpadać!




Z ciekawszych rzeczy to już na facebooku zapewne czytaliście, że  zrobiłam sobie urodzinowy prezent: Hawaje :)
Będę wcinać tort na plaży Waikiki,
Będę pływać z delfinami!
Nurkować z żółwiami!
I skoczę z wodospadu!
 (o ile do tego czasu nauczę się, że pod wodą się WYdycha powietrze a nie Wdycha ...taki mam odruch nooo..wstyd.)


Zapisałam się również na zajęcia.
Chciałam pójść na coś zwykłego(tzn taniego ;] ) i resztę kasy przeznaczyć na podróże, ale...
postanowiłam, że wrócę na UC Berkeley.
Kursy pieruńsko drogie, ale nazwa tego uniwerku będzie bardzo uczenie wyglądała w przyszłym CV.
Zresztą turystycznie na pewno tu kiedyś wrócę i wtedy nie będę mogła iść na takie zajęcia.
Tym razem udało mi się dostać na kurs, na który ostrzyłam sobie zęby już rok temu:
Grammar, Mechanics and Usage for Editors, czyli edytowanie tekstów.
Mam nadzieję, że nie wykończą mnie gramatycznie.
Będę się starać ile mogę.
W razie czego, to i tak lepiej być słabym w najwyższej grupie, niż najlepszym w najniższej.




Dostałam też nowy samochód.
Moją miłość: VW Jettę, trzeba było oddać, bo minął okres "wynajmu".
No i hamulce miałam tak zmasakrowane, że bałam się już jeździć tym samochodem.
Tak więc nowe cudo dostałam na początku lipca.
Mała żaba, ogryzek taki.
Honda Fit.
Srebrna.
Obok białego to ulubiony kolor samochodów amerykanów.
Jeździ się dobrze, bo to małe, zwinne i obrotne.
Taki jest króciutki, że jak staję na parkingu w rzędzie tych mega długich, zmutowanych, amerykańskich samochodów to go nigdy nie widać!
Wygląda jakby było puste miejsce.
A ile ja się go zawsze naszukam po wyjściu ze sklepu...oo matkoo.
Ale jest nowiutki, pachnie jeszcze taśmą produkcyjną i ma wyjście USB, że można w nim słuchać muzyki z pen drive'a.





To by chyba było wszystko z istotnych nowości.
Wakacje to najgorszy i najtrudniejszy okres w byciu au pair.
Żyję dziećmi, z dziećmi, przy dzieciach i dookoła dzieci.
Ale jeszcze tylko 6 dni..
Sześć dni.
I będę mogła pomyśleć o tym co ja chcę robić w ciągu dnia, co jeszcze muszę zobaczyć i gdzie pojechać.

2 komentarze:

  1. No to odliczaj dni to tego pierwszego dnia szkoły :D Pora zabrać się za porządki haha :D Chciałabym żebyś tam została, bo dostarczasz mi tyle informacji i przestróg, że nikt inny więcej nie napisał. ;p To było nie poprawne gramatycznie, proszę panią ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. To trzymam kciuki żeby te 6 dni szybko zleciało i nie mogę się doczekać zdjęć z wakacji ;)

    OdpowiedzUsuń