wtorek, 17 lipca 2012

What's Up, Doc?


Wizyta w amerykańskim szpitalu: CHECKED!

Kontynując tradycję odwiedzania szpitali w obcych krajach, wylądowałam wczoraj na ostrym dyżurze.
Obudziłam się rano ze strasznym bólem po lewej stronie brzucha, drgawkami i nie mogłam się nawet wyprostować.
Ryczałam jak szalona.
Wiedziałam, że na szczęście to nie wyrostek, bo pozbyłam się go w czasie au pairowania w Niemczech :P
Ból wyrostka to było małe nic w porównaniu z tym wczorajszym.
No więc doturlałam się do telefonu  i zadzowniłam po Jo.
Od razu zawiozła mnie do szpitala, który mijałam codziennie w roku szkolnym, bo jest na trasie do szkoły młodych.




Zawsze zastanawiałam się jak jest w środku.
Od wczoraj już wiem.
Jak wygląda przyjęcie na Emergency?
Otóż po wturlaniu obolałych zwłok do środka, Pani Za Biurkiem poprosiła mnie o dowód i podała do wypełnienia formularz z podstawowymi danymi.
Następnie Pani Z Wózkiem, zawiozła mnie do jednoosobowego pokoju i kazała się przebrać w ich szpitalną, sexy piżamkę.
Zaobrączkowali mnie bransoletkami z moimi danymi.
Zanim mi coś potem robili to musiałam podawać swoje imię, nazwisko i datę urodzenia.
Żeby się broń boże nie pomylili z pacjentami.
Dopiero potem przyszedł Lekarz, któremu wypłakałam i wystękałam swoje objawy.
Jako pierwsze podejrzenie padło: kidney stones, czyli kamienie w nerkach.
I wiecie co mi się w tym momencie wyświetliło w głowie?
To:




hahahahah
Bo moja reakcja była prawie identyczna :P
Zaraz po Lekarzu przyszła Pani Z Igłą.
W jedną rękę dostałam kroplówkę, a z drugiej pobrała mi tyle krwi, że wampir to by się zdrowo upił.
Jako, że poziom aktualnego bólu w skali od 1-10 określiłam Pani z Igła na 15, to podała mi mega painkiller.
I to było zarąbiste!
Dlaczego?
Bo: w filmach lub serialach, gdy przywożą kogoś to szpitala i zakrwawiona biedaczyna się rzuca, stęka, kwęka to wstrzykują mu coś w rękę i widać jak w sekundę on milknie, uspakaja się i grzecznie leży pogrążony już w swoim własnym świecie, ale i tak odpowiada lekarzom, co się stało itp.
Zawsze myślałam, że to niemożliwe, żeby coś tak szybko obezwładniało.
Do wczoraj.
Pani Z Igłą, uprzejmie poinformowała mnie, że zaraz poda mi coś przeciwbólowego, po czym lepiej się poczuję.
No to ciach mi igłę w kroplówkę.
W tym samym momencie miliony mrówek zaczęły mi biegać w całym ciele, przestałam czuć swoje ciało co najmniej w połowie i zaczęłam krzyczeć: " aaa what's wrong??!! what is happening to my boddyyyy!!
A Pani do mnie: oddychaj powoli zaraz będzie ok.
Zanim skończyła to zdanie mrówki zniknęły, a moje napięte z bólu ręce i nogi po prostu zrobiły się galaretowate i rozluźnione.
I zrobiło mi się tak faaaajnieeEEEee, LekKKOoooo i wohoooOOO.
Wtedy przyszedł Przystojny Pielęgniarz nr 1 i zabrał mnie na rentgen.
A po nim PP nr 2, który zabrał mnie na rezonans gdzie był PrzePrzystojny Lekarz.
Przedstawił się , że ma na imię Vadimirrrrr.
Mrrr :P
Niestety moje urocze, ironiczne poczucie humoru, którym miałam zamiar go oczarować, zostało doszczętnie stłumione przez ten mega zastrzyk.
Więc gapiłam się tylko jak ciele w malowane wrota.
Co za wstyd.
Między czasie jak mnie wozili w tą i z powrotem, rozglądałam się na boki i chłonęłam wnętrza amerykańskiego szpitala.
Czyściutko, pachnąco, strzałki wszędzie, wszystko opisane jak dla dzieci.
Podłogi lśniące, że można by z niej spokojnie jeść.
Cisza niesamowita mimo, że to ostry dyżur.
No dobra, potem się trochę większy ruch zrobił i ktoś tam stękał z pokoju obok.
Ale ja przyjechałam pierwsza rano, więc była jeszcze cisza.
Przystojni Pielęgniarze, PrzePrzystojni Lekarze i Panie z Igłami- wszyscy w idealnie czyściutkich, wyprasowanych wdziankach z kolorowymi czepkami na głowie.
Miło zagadywali, dopytywali się jak się czuję, jakimi dziećmi się zajmuję itp.
W takiej oto sielankowej atmosferze leżałam sobie przez 4 godziny, do czasu kiedy lekarz przyszedł i powiedział, że jego podejrzenia się sprawdziły i mam kamienie w nerkach :/
I to dużo.
Lekarstwem na to jest picie ile się da i znoszenie bólu, który będzie towarzyszył poruszaniu się tych kamlotów w moim organiźmie.
Na ten ból przepisał mi Vicodin.
Tak, tak.
Trąci Housem.



Po 5 godzinach mnie wypisali, więc Jo zawiozla mnie obolałą do domu.
Wieczorem przyjechała jeszcze Ewa i obie pilnowały czy wlewam w siebie odpowiednio dużo picia.
Jako, że piwo jest zalecane przy kamieniach to dziewczyny mnie zmusiły do wypicia jednego.
Ewa prawie przemocą :P
Nie cierpie piwa, fuuu.
Ale czego się nie robi dla zdrowia :P

Suma sumarum  wszystko dobrze się skończyło.
Gdyby nie dziewczyny to nie wiem co bym zrobiła.
Jo ze mną siedziała cały czas w szpitalu i jeździła cierpliwie, a Ewa między czasie zajęła się moim ZOO w domu.
A wieczorem hostka Ewy pozwoliła jej zostać u mnie na noc, więc spałam spokojnie, że jak coś się stanie znowu to w razie co mam kogoś do pomocy.
Dobrze, że moich nie ma, bo bym musiała pracować, a tak przynajmniej sobie odpocznę i za dwa dni już będzie lepiej.
Zresztą wiecie, że jutro minie tydzień odkąd wyjechali a nawet maila nie wysłali, żeby się spytać czy wszystko jest ok, czy zwierzęta nie tęsknią, czy dom stoi w miejscu.
Nic.
Szkoda słów.
Ehh , no nic. Jeszcze do niedzieli mam błogie lenistwo.
Tylko już może bez szpitalnych atrakcji poproszę.

Teraz zostało mi oczekiwanie na rachunek ze szpitala........
Będzie to na pewno parę tysięcy.
W interencie znalazłam parę identycznych przypadków i kasowali od 6000$ - 11.000$.
Więc mam nadzieję, że nie będzie problemów z ubezpieczniem.
Bo inaczej będę musiała gdzieś pójść sprzedać tą nerkę, żeby zapłacić za to leczenie :P
Cztery miesiące temu Interexchange zmieniło ubezpieczalnię, bo poprzednia była beznadziejna.
Więc liczę na to, że teraz, zwłaszcza, że sytuacja była bardzo emergency to wszystko pójdzie gładko.
Jak tylko coś się ruszy dam znać.

6 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że masz dużo oszczędności... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze ze nic Ci sie nie stalo. Ale w sumie szkoda ze nie masz numeru telefonu do ktoregos milego Pana w szpitalu :D
    a z host rodzinkami tak to juz jest. Moja hostka np wyjechala z dieciaczkami do Polski i ostalam sie tylko z hostem dwa tygodnie XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziwnie to zabrzmi, ale-ale miałaś fajnie no! :D Vicodin haha :D I nasz kochany szpital, a ducha Dr Housa przypadkiem tam nie napotkałaś po tym `ekstra-zastrzyku` od pani z igłą? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No to oby ubezpieczalnia nie robiła problemów i żebyś sie wyzbyła tych kamieni ;P powodzenia;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O kurde, mam nadzieję, że ubezpieczalnia nie odpierniczy czegoś bo nie będzie ciekawie : o

    OdpowiedzUsuń
  6. oszczędności nie mam prawie żadnych więc liczę na ubezpieczalnię :P
    Dr House'a jeszcze nie widziałam , ale jak wezmę za dużo tego Vicodinu to nie wykluczam jakiś wizji :P

    OdpowiedzUsuń