czwartek, 26 kwietnia 2012

Po drugiej stronie mostu.

Każdy kij ma dwa końce.
Most też.
Jeden koniec Wiadomo Jakiego Mostu jest SF, drugi w Sausalito.
Ponieważ pogoda w ostatni weekend bardzo dopisała (32stopnie!) to wrzuciłam koleżanki w samochód, co by się paliwko zwróciło, i pojechałyśmy do owego Sausalito.
Drugą opcją dojazdu jest Golden Gate Ferry.
Statek płynie ok pół godziny i można zabierać rowery.
Koszt biletu to niecałe 10$, ale niestety nie wiem ile za żelastwo.
Ale wiem na pewno, że należy kupić bilety dużo wcześniej, jeśli chcemy wyjechać o konkretnej godzinie, bo kolejki  do budek były nieziemskie, klienci poddenerwowani a miejsca na statku ograniczone.
Wrócimy  do miasteczka.
Jest ono przeurocze, przemalownicze, przeżeglarskie, przezatłoczone i do przejścia w całości w niecałe 3 godziny.


 Po takim spacerku wszystkie byłyśmy godnie przypieczone i zmęczone, ale dzień wykorzystałyśmy maksymalnie.
Zresztą co ma zmęcznie do takiego widoku podczas lunchu:




Jedną z atrakcji Sausalito, na którą polowałam, są kamienie.
Konkretniej to stos kamieni.
A jeszcze konkretniej to balansujący stos kamieni.
Wygląda to tak:





Super glue jak nic.
A tu nic z tego.
Pan Kamieniarz ustawia je osobiście przed licznie zgromadzoną publicznością.
Pyka tymi kamolcami, obciera jeden o drugi, coś tam zaklina pod nosem, rzuca zaklęcie, zabiera ręce, no i masz!
Balansują jak się patrzy.



Dla zainteresowanych polecam obejrzeć ten filmik, gdzie widać więcej konstrukcji: http://www.youtube.com/watch?v=CuMAC6Dy66c
A tu strona Pana Kamieniarz Billa, który jak nikt inny umiał znaleźć balans i równowagę w swoim życiu.http://www.rock-on-rock-on.com/index.html
;)


Tak więc jak już zostałyśmy wyprowadzone z równowagi poszłyśmy się pobujać.

A bujałyśmy się w pływającej dzielnicy Sausalito Floating Homes w skrócie Houseboats
czyli jak Cię nie stać na działkę w mieście to kup sobie kawałek wody.
Musi ich fajnie kołysać do snu.












    a to z cyklu: kochanie wpłynąłeś samochodem do garażu??


A na koniec będzie koniec.
Koniec mostu.

te czerwone przęsła po prawej to oczywiście GG



i jak tu nie kochać SF? i jak tu nie kochać Golden Gate?


Nie obejdzie się również bez filozoficznego, czarno białego, nostalgicznego autoportretu z kawałkiem jakiegoś żelastwa w tle.




A już w najbliższą sobotę płynę polować na Moby Dicka, czyli szykuje się 4godzinny rejs z zatoki Monterey w pogoni za wielorybami :)

9 komentarzy:

  1. Takie domy na wodzie są też w Holandii. To fajna ci się wycieczka szykuje :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie ten most zawsze kojarzy się z amerykańskimi filmami. ;)
    W sumie, jest to pewien symbol.
    Dobrze, ze zabawa się udała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniaaaa, Ty mnie doprowadzasz do szału... Doczekać się już nie mogę!

    OdpowiedzUsuń
  4. super! ja kocham San Francisco, choć jeszcze nigdy tam nie byłam.
    a kamienie w Zurichu też ktoś robi. fajne hobby!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej Anno!
    Bardzo się cieszę, że trafiłam na Twojego bloga. :) Co prawda, przeczytałam dopiero kwietniowe posty, ale w planach (pomaturalnych:)) już mam przebrnięcie przez całe archiwum, by być na bieżąco, bo strasznie mnie zaciekawiłaś! No, a do tego ten gdyński pierwiastek... ach! :)
    Pozdrawiam serdecznie ze Wzgórza Św.Maksymiliana. ;)
    Dajana

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dalej jak wczoraj pokazała mi Twojego bloga przyjaciółka (Dajana z postu wyżej ;)), a ja już przejrzałam całe archiwum (jak widać, ja nie przejmuję się aż tak maturą ;) ). Wciągająca lektura, aż zazdrość bierze. Najbardziej podobał mi się post z wycieczki do Wielkiego Kanionu. :) Trzymaj tak dalej!

    Wanda

    PS. Pozwoliłam sobie dodać Cię do listy blogów. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Dajana- Gdynia gorą!! :D i masz rację- najpierw matura a potem przyjemności :) POWODZENIA i POŁAMANIA DŁUGOPISU!!!

    Wanda- to dziękuję Dajanie za propagowanie gdyńskich blogów :D i Tobie też życzę powodzenia na maturze! :) nie taka matura straszna jak ją malują :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Już od jakiegoś czasu zaczytuję się w Twoim blogu. Wciąga równie mocno jak dobra książka, chociaż ma pewną przewagę w postaci tych świetnych zdjęć. ;)
    Tylko pozazdrościć!

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzięki Klaudia! :) Mam nadziję, że ta książka będzie miała dobre zakończenie :)

    OdpowiedzUsuń