wtorek, 20 grudnia 2011

Chora od zaraz..

 Zaraz. Taki duży zarazek.





No i pieczenie marshmallows po nocach w grudniu wyszło mi bokiem.
Boczkami też, bo tak  mi zasmakowały..
A bokiem wyszło mi tak, że sobie z Jo przy ognisku zaczęłyśmy śpiewać.
Płonie ogniskoooo w lesieeeeee....
Tyle słońcaaaa w cAAAAłym mieścieeee...
Od wyboru to koloru.
Idol, Mam Talent i Jaka to melodia w jednym.
Po 3 godz jak opuściłyśmy to ogniskowe ciepełko to zaczęło mnie boleć gardło.
Calutką niedziele przeleżałam w łóżku faszerując się tutejszym Fervexem, witaminami i herbatą z miodem.
A tu w poniedziałek rano ani me, ani be ani kukuryku.
Na dodatek dzieciaki zaczynały ferie zimowe..
Dźwięk z mojego gardła przypomniał raczej zatkaną, krztuszącą się rurę wydechową.
Nawet śliny nie mogłam przełknąć.
Szeptem wydukałam hostce, że nie mogę mówić i, że w sumie to bym musiała iść do lekarza.
Tylko gdzie?
Zadzwoniłyśmy do mojej LC, ale ta niestety nie obierała telefonu.
Przypomniało mi się, że na szkoleniu dostaliśmy ubezpieczenie na cały nasz pobyt i tam jest adres strony, na której mamy znaleźć lekarza, który ma podpisaną umowę z agencją.
HM mi go wyszukała i umówiła wizytę.
Lekarz starszawy hindus.
Mówił strasznie niewyraźnie, i sytuację tę tylko pogorszył zakładając maseczkę.
Juuuu szhuuuuddd taaaakekeke blablabla.
Za przyjemność spędzenia 3 minut z hindusem plus wypisanie recepty policzyli sobie 100$ :/
Masakra.
W aptece przed wydaniem leku poprosili mnie o pokazenie ubezpieczenia i powiedzieli, że oni tego nie uznają, więc muszę zapłacić pełną cenę.
Na szczęście od ceny leku nie dostałam jeszczej większej gorączki.
Bo po kwocie 100$ za wizytę, 16$ za antybiotyk nie zrobiło na mnie dużego wrażenia.
Mam go brać przez 4 dni i się wygrzewać.
Jak się domyślacie chora au pair to problem dla rodziny.
Zwłaszcza jak dzieciaki akurat mają wolne.
Na szczęście zamiast mnie mogła przyjść moja koleżanka.
A ja leżakuję już trzeci dzień.
Przewracam się z boku na bok, śpię, słucham świątecznej listy przebojów i nadal jestem chora.
Ale na szczęście mogę już mówić.
Więc antybiotyk zaczyna działać.
Teraz pozostaje czekać czy w ubezpieczalni zadziała system oddawania pieniędzy za lekarza.
Muszę powypełniać jakieś formularze, porobić kopie rachunków i uzbroić się w cierpliwość.
Zobaczymy jak to działa w praktyce.
Jak tylko czegoś więcej się dowiem to na pewno dam znać :)




.

5 komentarzy:

  1. życze powrotu do zdrowia w takim razie! Bedzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje:) jutro juz wracam do pracy. Koniec 5dniowego "urlopu".

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję ,że już wróciłaś do zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze chwilami charczę :P, ale już jest dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiem, że odgrzebuję STARY post, ale powiedz mi .. z jaką agencją jechałaś? Bo w takim razie - opłaca się wykupywać to rozszerzone ubezpieczenie, czy też nie? Jest to dość spory koszt, a z tego co piszesz, to naprawdę kiepsko to wygląda z tymi lekarzami.

    OdpowiedzUsuń